Stanisław Bocian z Jeleni przepadł jak kamień w wodę. W poszukiwaniach pomaga jasnowidz!

Mieczysław Bubrzycki
Fot. M. Bubrzycki
Mija trzeci miesiąc od zniknięcia Stanisława Bociana.

- Wyszedł z domu o wpół do siódmej rano - wspomina Halina Bocian, żona. - Ubrany był po codziennemu. Miał na sobie szary serdak i stare gumofilce. Nowe zostały w domu.

Włożył buty i poszedł

W tym roku Halina i Stanisław Bocianowie świętowaliby 43. rocznicę ślubu. Całe życie pracowali na gospodarstwie. Po wielu latach ciężkiej pracy Stanisław Bocian z powodu choroby kręgosłupa przeszedł na rentę, Halina doczekała emerytury. Wychowali dwoje dzieci, od lat mieszkają w Jeleniach sami.
- Bardzo uczciwy i uczynny człowiek z niego - mówi Irena Majewska, sołtys Jeleni.
Ma jednak swoją słabość. Lubi wypić. I każdy to powie, kto go zna. Nie było prawie dnia, żeby - pieszo albo rowerem - Stanisław Bocian nie dotarł do Jelonek, gdzie można kupić i wypić piwo. Na skróty przez łąki do Jelonek jest całkiem blisko.
W środę, 25 listopada, wrócił do domu późnym popołudniem. Był nietrzeźwy, położył się do łóżka.
W czwartek, 26 listopada, o wpół do siódmej rano, Stanisław Bocian postanowił wyjść z domu.
- Zanim wyszedł, mówiłam mu, żeby przestał pić - wspomina Halina Bocian. - Nic się nie odezwał, włożył buty i poszedł. Myślałam, że wyszedł zapalić papierosa, ale on do wieczora nie wrócił. Wcześniej parę razy zdarzało mu się nie wracać na noc. Na drugi dzień, w piątek, byłam już mocno zaniepokojona. Obeszłam las, który jest obok domu, ale go nie znalazłam. Kiedy dowiedzieli się o tym sąsiedzi, też zaczęli go szukać.
Szukali wszyscy
Jan Gąsiewski mieszka przez płot, jest mężem stryjecznej siostry Stanisława Bociana.
- Wtedy było już wiadomo, że w czwartek widziano go w Jelonkach, gdzie w sklepie kupował papierosy i piwo - mówi sąsiad. - Nigdy nie słyszałem, żeby Stasiek wcześniej znikał. Może kiedyś, za młodszych lat. Jego pokój ma okno z tej strony i każdego wieczora widziałem, jak był włączony telewizor.

W sobotę, 28 listopada, wieczorem Halina Bocian o zaginięciu męża zawiadomiła policję. Przesłuchali ją, spisali dokładnie, w co mąż był ubrany. Mijały kolejne dni, rodzina i sąsiedzi organizowali coraz bardziej intensywne poszukiwania.
- Nie spodziewałam się, że tylu ludzi będzie go szukać - mówi Halina Bocian. - Nie tylko z naszej wsi, ale i z sąsiednich. Także policjanci i strażacy.

Jasnowidz pokazał miejsce

Wkrótce w Jeleniach, ale także w okolicznych wsiach, pojawiają się rozwieszane przez rodzinę ogłoszenia o poszukiwaniach ze zdjęciem zaginionego. Szczególnie angażuje się w to Bożena Gąsiewska, kuzynka Stanisława Bociana. To ona powiadamia stowarzyszenie Itaka, które zajmuje się poszukiwaniami tych, którzy przepadli jak kamień w wodę.
Syn zaginionego kontaktuje się ze znanym jasnowidzem, który pomógł już w odnalezieniu wielu osób.
- Od razu powiedział, że mąż nie żyje - mówi Halina Bocian. - Na mapce narysował miejsce, gdzie leży jego ciało. W lesie, za torami kolejowymi, które przecinają szosę do Ostrowi.
Jasnowidz miejsce, gdzie zmarł Stanisław Bocian, zaznaczył odręcznym krzyżykiem. W grudniu, zaraz po powrocie od niego, zorganizowano poszukiwania w zaznaczonym rejonie. Niestety, bez skutku.
- A ja myślę, że te tereny przeszukano niezbyt dokładnie - mówi Jan Gąsiewski. - Może trzeba było iść jeszcze dalej w stronę Stoku. Moim zdaniem, trzeba je powtórzyć, choć teraz jest to niemożliwe z powodu śniegu.

Gdzieś się spieszył

Wskazania jasnowidza są ważne, ale nie mniej istotne są informacje na temat miejsc pobytu Stanisława Bociana po wyjściu z domu. Rodzina stara się ustalić, jak wyglądały ostatnie godziny przez zniknięciem.
Wiadomo, że na pewno był w Jelonkach. Kupował tam papierosy i piwo w sklepie. Mieszkanka Jelonek widziała go po południu na cmentarzu w Jelonkach. Był prawdopodobnie na grobie ojca i dziadków.
Widziano go także w Ostrowi. O tym dowiedziano się parę tygodni później, kiedy emerytowana nauczycielka z Jelonek, obecnie mieszkająca w Ostrowi, opowiedziała o tym znajomej. Być może z Ostrowi Stanisław Bocian wrócił autobusem do Jelonek, bo na cmentarzu widzieli go w czwartek po południu. Tu ślad się urywa.

Czy są nowe fakty w związku z zaginięciem Stanisława Bociana? Po co zaginiony zaciagnął wysoki kredyt? Odpowiedzi na te pytania szukaj już w najbliższym papierowym wydaniu Tygodnika Ostrołęckiego

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
W dniu 14.02.2010 o 14:20, Ultimate napisał:

Nadzieja jest pierwszym krokiem na drodze do rozczarowania.



Rodzina jest przygotowana na najgorsze. Ból będzie malał, jeżeli problem zostanie rozwikłany.
J
Jerzy Dąbczak
W dniu 14.02.2010 o 13:06, Fallenangelv napisał:

Dać sobie spokój........... tu się mylisz-powiedz to rodzinie. Nadzieja umiera ostatnia.................. Nawet najtragiczniejsza wiadomość jest moim zdaniem lepsza jak ciągłe życie w niewiedzy.


Masz całkowitą rację.
U
Ultimate
Nadzieja jest pierwszym krokiem na drodze do rozczarowania.
F
Fallenangelv
W dniu 14.02.2010 o 11:23, Ultimate napisał:

Trzy miesiące to stanowczo długi czas nieobecności. Powinni jeszcze raz dokładnie przeszukać tamto miejsce i dać sobie spokój.


Dać sobie spokój........... tu się mylisz-powiedz to rodzinie.
Nadzieja umiera ostatnia..................
Nawet najtragiczniejsza wiadomość jest moim zdaniem lepsza jak ciągłe życie w niewiedzy.
U
Ultimate
Trzy miesiące to stanowczo długi czas nieobecności. Powinni jeszcze raz dokładnie przeszukać tamto miejsce i dać sobie spokój.
Dodaj ogłoszenie