Sportowa kariera

bmilewska
Z sali gimnastycznej przy Szkole Podstawowej nr 7 w Ostrołęce do Hali Przyjaźni i Pokoju, gdzie rozgrywano mecze podczas igrzysk w Atenach, a później na parkiety najsilniejszej siatkarskiej ligi świata - taką drogę przeszedł Arkadiusz Gołaś, jedyny olimpijczyk z Ostrołęki.

Szkoła podstawowa

Sportowa kariera

W Szkole Podstawowej nr 7 w Ostrołęce Arkadiusz Gołaś uczył się i trenował w klasie sportowej. Na początku, poza szczupłą sylwetką, nie wyróżniał się wśród kolegów siatkarzy.
- Wtedy jeszcze nie wyróżniał się, ani wzrostem, ani ponadprzeciętnymi umiejętnościami na boisku. Był średni, nawet w klasie nie siedział w pierwszej, czy ostatniej ławce, ale w środku - wspomina kolegę z klasy Zbigniew Tomaszewski.
Z czasem dały o sobie znać ambicja i pracowitość mierzącego w ósmej klasie 188 cm wzrostu chłopaka.
- Gdy widziałem kolejne ataki Gołasia na wysokości antenki, wiedziałem już, że to nie może być przypadek - mówi trener ostrołęckich siatkarzy Lucjan Łomacz.
Na nieprzypadkowe akcje Gołasia, uwagę zwrócił też trener warszawskiego klubu MOS Wola Krzysztof Felczak, którego na przyjazd do Ostrołęki namówił Renisław Dmochowski, trener w "siódemce".

MOS Wola Warszawa

W roku 1996, po ukończeniu podstawówki, Arek jako jeden z kilku młodych ostrołęckich siatkarzy trafił do MOS Wola Warszawa, klubu znanego z bardzo dobrej pracy z młodzieżą. Tam rozwinął skrzydła. W 1998 roku z warszawskim zespołem zdobył srebrny medal Mistrzostw Polski Kadetów. Rok później już w kategorii juniorów powtórzył ten wyczyn. W 2000 roku z juniorami MOS Wola Warszawa zdobył pierwszy, i jak się później okazało ostatni, tytuł Mistrza Polski.
Klasę maturalną skończył i egzamin dojrzałości zdał już jako uczeń Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Spale.

Brązowy medal w Rijadzie

Wysoki środkowy czołowej drużyny w kraju zwrócił uwagę szkoleniowców młodzieżowych reprezentacji Polski. W 1999 roku z reprezentacją kadetów Gołaś pojechał na Mistrzostwa Świata do Arabii Saudyjskiej. Drużyna prowadzona przez Edwarda Srokę wywalczyła w Rijadzie brązowe medale. Takiego sukcesu na Mistrzostwach Świata polscy kadeci do tej pory nie zdołali powtórzyć.
- Po trzech latach od wyjazdu wrócił do Ostrołęki z brązowym medalem Mistrzostw Świata kadetów. Miętosił ten medal w kieszeni i nie wiedział jak się pochwalić. Sukces go nie zepsuł - podkreśla Renisław Dmochowski, trener Gołasia w szkole podstawowej.

AZS Częstochowa

Na Gołasia, który skończył wiek juniora, czekał kontrakt w AZS Częstochowa, czołowym klubie Polskiej Ligi Siatkówki.
- Gdy trafił do Częstochowy jego sportowa kariera zaczęła nabierać tempa. Mimo to Arek nadal był skromnym chłopcem z Ostrołęki - wspomina Dmochowski.
Arkadiusz Gołaś niemal z miejsca zdobył sobie uznanie trenerów i kibiców w Częstochowie, gdzie w latach 2001-2003 zdobywał tytuły wicemistrza Polski, a w roku 2004 był trzeci na finiszu ligowych rozgrywek. Z częstochowskim klubem wywalczył również trzecie miejsce w turnieju Top Teams.
- Nie dostrzegłem u niego zawiści ani złości. To był fajny, towarzyski chłopak, świetnie pasujący do zespołu. Bo prawda jest taka, że nie każdy przystosuje się do pracy w grupie. Arek dostrzegał swoje sportowe mankamenty i potrafił dużo pracować, aby je poprawić - tak zapamiętał Gołasia trener Edward Skorek, który przez ponad dwa lata z nim pracował.

W biało-czerwonych barwach

W 2001 roku Arkadiusz Gołaś debiutuje w narodowej reprezentacji. W kadrze Ryszarda Boska 20-letni środkowy ma być przedstawicielem nowej fali w polskiej siatkówce. Gołaś udanie debiutuje w finałach Ligi Światowej rozgrywanych w katowickim Spodku. Trenerzy kadry się zmieniają, ale nazwisko Gołaś ciągle pojawia się na liście zawodników powoływanych do reprezentacji. Z czasem środkowy AZS-u wywalczył sobie miejsce w pierwszej "szóstce" biało-czerwonych. Siatkarz z Ostrołęki gra w Lidze Światowej, a w 2002 roku z kadrą Waldemara Wspaniałego jedzie na Mistrzostwa Świata do Argentyny. Tam po doskonałym początku reprezentacja kończy rozgrywki na miejscu 9-12. Gdy w 2003 roku reprezentacja Polski (po raz drugi z rzędu) kończy udział w Mistrzostwach Europy w Niemczech na piątym miejscu, pojawia się przed nią nowy cel. Nowym celem dla kadry, z Gołasiem w składzie, staje się wywalczenie przepustki na turniej olimpijski w Atenach.
Ateny 2004
Walka o Ateny rozpoczęła się od falstartu. W turnieju przedolimpijskim w Lipsku zespół Stanisława Gościniaka nie dotarł nawet do półfinału. Olimpijskiej promocji trzeba było szukać w Portugalii. W Porto biało-czerwoni nie mają już sobie równych i otwierają sobie drzwi do Aten. Kilka tygodni później Arkadiusz Gołaś, jako pierwszy ostrołęczanin w historii, odbiera piąte olimpijskie kółko i składa przysięgę przed wylotem do Aten. Spełnia się jedno z marzeń każdego sportowca - start w Olimpiadzie.
W turnieju olimpijskim, dzięki zwycięstwom nad Serbią, Czarnogórą i Tunezją, Polacy wychodzą z grupy. W ćwierćfinale trafiają jednak na Brazylię. Porażka 0:3 kończy ich udział w Olimpiadzie. Gołaś wraca do Polski głównie po to by się spakować przed wyjazdem do Włoch.
- Wszystko w jego życiu układało się kapitalnie. Najpierw kariera w Polsce, a następnie upragniony wyjazd do Włoch - mówi Wojciech Drzyzga, drugi trener kadry, gdy prowadził ją Bosek.

Najsilniejsza liga świata

Edilbasso&Partners Padwa - to nowy klub Gołasia, do którego trafił po wygaśnięciu umowy z AZS Częstochowa. A liga włoska, to najsilniejsza liga siatkarska świata, tam trafiają tylko najlepsi zawodnicy. Wśród najlepszych Gołaś radził sobie wyśmienicie. Jego zespół zakończył rozgrywki ligowe na piątym miejscu, dobrze spisał się w rozgrywkach Pucharu Włoch, a Gołaś został wybrany do drużyny zagranicznych gwiazd ligi. Na reakcję możnych ligi włoskiej nie trzeba było długo czekać. Gdy tylko pojawia się okazja by Gołaś zmienił klub, propozycję składa mu Lube Banca Macerata.
Siatkarz, który pierwsze sportowe kroki stawiał w Ostrołęce staje się zawodnikiem klubu z absolutnej światowej czołówki.
- Po pierwszym sezonie w Serie A biło się o niego wiele klubów. Trafił do jednego z najmocniejszych w Maceracie. Tam z pewnością rozwinąłby się błyskawicznie. Cały świat leżał u jego stóp. Mógł być najlepszy - przyznał Ryszard Bosek, od kilku lat menedżer Gołasia.
Na początku lipca 2005 roku Gołaś gra z kadrą prowadzoną już przez Argentyńczyka Raula Lozano w turnieju finałowym Ligi Światowej w Serbii i Czarnogórze. Po dramatycznym meczu z Kubą (2:3) Polacy kończą turniej na czwartym miejscu. Na początku września nasza reprezentacja na piątym miejscu kończy udział w Mistrzostwach Europy.
15 września Arkadiusz Gołaś wyjeżdża do Włoch na 3-letni kontrakt. Wypadek w Austrii przerywa na zawsze jego karierę.
22 września na pogrzebie Gołasia stawia się cała drużyna narodowa siatkarzy.

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

t
tomasz
Byl wspanialym czlowiekiem i siatkarzem
Dodaj ogłoszenie