MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Sołtys dla trzech rodzin?

Mieczysław Bubrzycki
Krzyżewo-Marki i Krzyżewo-Jurki od kilkudziesięciu lat były jednym sołectwem. Uchwała Rady Gminy w Czerwonce, czyniąca z Marek osobne sołectwo, wyzwoliła społeczne emocje.

Pod koniec marca tego roku dobiegła końca druga kadencja sołtysa Mariana Kobylińskiego z Krzyżewa-Marek. Choć w Krzyżewie-Markach jest siedem gospodarstw, a w Krzyżewie-Jurkach dwa razy tyle, to jednak przez ostatnich kilkanaście lat sołtysem był mieszkaniec Marek, a wcześniej - też mniej więcej przez tyle samo lat - sołtys mieszkał w Jurkach. Przez te wszystkie lata ludzie jakoś się z tym godzili. W tym roku

coś się jednak stało.

Gdy Kobyliński przegrał wybory na sołtysa na rzecz Mirosława Żupnika, 29-latka z Jurek, w Markach powstała myśl, żeby oddzielić się od Jurek. - Ten nowy sołtys mieszka daleko, ze dwa kilometry od nas - tłumaczy powody pomysłu Marian Kobyliński, były sołtys. - Poza tym my jesteśmy osobną wioską, leżącą w innej parafii niż Jurki. Mamy swoje problemy i powinniśmy je sami rozwiązywać. - Na tym zebraniu wyborczym ci z Jurek dawali nam do zrozumienia, że nie jesteśmy im do niczego potrzebni - twierdzi Marek Zabielski, sąsiad i bliski krewny Kobylińskiego. Na znak, że Marki nie akceptują nowego sołtysa, prawie nikt nie poszedł do niego zapłacić pierwszej raty tegorocznego podatku. Mieszkańcy Marek pojechali z podatkiem prosto do gminy. Jeszcze przed Wielkanocą po Markach

zaczęli zbierać podpisy

za utworzeniem w ich wsi osobnego sołectwa. Chodził Krzysztof Królikowski z Krzysztofem Rudzkim. Zebrali 20 podpisów, a wszystkich takich w Markach, co są pełnoletni, mieszka dwudziestu czterech (nie licząc szkoły, w której mieszkają dwie rodziny). - Do Zalewskich w ogóle nie poszli, bo Mirek Zalewski jest skłócony z całą wsią, to i tak by nie podpisał - wyjaśnia Marek Zabielski. Zanieśli wniosek z podpisami do Urzędu Gminy w Czerwonce. Do rozpatrywania sprawy gmina zabrała się w czerwcu. Były sołtys Kobyliński otrzymał z gminy informację, że trzeba zrobić zebranie konsultacyjne w tej sprawie. Doszło do niego 26 czerwca o godzinie 19.00. - Zebranie miało być w świetlicy, ale prawie nikt nie przyszedł - tłumaczy Krzysztof Królikowski. - W końcu zebraliśmy się w domu u Kobylińskiego. Było 13 dorosłych mieszkańców Marek (trzeba trafu, że wszyscy mieszkają w trzech sąsiednich domach) oraz przewodniczący Rady Gminy Czesław Lechmański, wójt Henryk Kozłowski i sekretarz gminy Andrzej Kneć. Zebrani swoim podpisem wyrazili chęć utworzenia osobnego sołectwa w ich wiosce. 30 czerwca obradowała Rada Gminy. Mimo że zaproszenia na sesję rozsyłano tydzień wcześniej, a zebranie konsultacyjne w Markach było 4 dni przed sesją, w porządku obrad ujęto utworzenie nowego sołectwa. Na sesji zabrakło tylko jednego radnego: Kazimierza Chodkowskiego z Krzyżewa-Jurek, który reprezentuje także wsie Krzyżewo-Marki i Kałęczyn. Nie mógł być, bo musiał zawieźć córkę na egzaminy wstępne do Olsztyna. Niedawno wybrany sołtys z obu Krzyżew Mirosław Żupnik podał na początku sesji przewodniczącemu Rady pismo-prośbę, którą podpisał razem z radnym Chodkowskim. Obaj wyrażali w nim wątpliwości co do tworzenia nowego sołectwa i prosili o odrzucenie projektu uchwały. Napisali, że w tej sprawie powinno się odbyć spotkanie z mieszkańcami całego sołectwa. Zwracali także uwagę, że o zebraniu konsultacyjnym w Markach nie powiadomiono wszystkich mieszkańców tej wsi. - Odczytałem to pismo, ale żaden z radnych nie zgłaszał uwag - tłumaczy przewodniczący Czesław Lechmański. - Nie było więc żadnych podstaw, żeby nie utworzyć tego sołectwa. W głosowaniu wszyscy obecni radni głosowali za jego utworzeniem. Nie byliśmy na sesji, ale - jak słyszeliśmy - obecni na sesji panowie Kobyliński, Zabielski i Królikowski z Krzyżewa-Marek nie kryli radości po tym, jak uchwała przeszła. Mówiono nam, że

skakali z radości

i wykrzykiwali "hurra!". - Bulwersuje mnie podejście pana wójta Kozłowskiego do części mieszkańców wsi Krzyżewo-Marki w tej sprawie - mówi anonimowy mieszkaniec gminy Czerwonka, telefonujący do redakcji. - Wielu mieszkańców wsi nie wiedziało o zebraniu, a wójt wraz z Radą Gminy dla trzech rodzin przegłosowali utworzenie nowego sołectwa. - To nie jest sprawa wójta - broni się wójt Kozłowski. - Byłem zawsze i jestem za tym, żeby łączyć, a nie dzielić. W tej sprawie nie robiłem nic poza tym, co wynika z moich obowiązków. Jako gmina powiadomiliśmy byłego sołtysa o tym, żeby zwołać we wsi zebranie konsultacyjne. Byłem na tym zebraniu i to wszystko. W parę dni po sesji Rady Gminy do Urzędu Gminy w Czerwonce trafia protest podpisany przez sześciu mieszkańców Krzyżewa-Marek. Piszą, że nie byli powiadamiani o zebraniu konsultacyjnym. - Czworo z tych ludzi podpisywało się najpierw na wniosku o utworzenie nowego sołectwa - mówi Andrzej Kneć, sekretarz gminy. - Jestem jedną z tych osób - mówi Józef Budny, który przed Kobylińskim przez 12 lat był sołtysem obu Krzyżew. - Gdy przyszli do mnie z listą do podpisu, powiedzieli, że chodzi o nowe sołectwo, ale także mówili, że naszym nowym sołtysem będzie Królikowski. Dlatego podpisałem. Jak dowiedziałem się, że znów szykują Kobylińskiego, to zmieniłem zdanie. Sołtys to jest taki ktoś, że jak coś trzeba zrobić, to chodzi od domu do domu. A u mnie sołtys Kobyliński nie był przez te lata ani razu. - Ja też podpisałem, bo mówili, że nowym sołtysem będzie Królikowski - tłumaczy Krzysztof Rudzki. - Jeśli sołtys Kobyliński z kimś się gniewał, to nakazy płatnicze rozdawał dzieciom w szkole albo na przystanku - dodaje Mirosław Zalewski. Zalewski jest

rzekomo skłócony z całą wsią,

o czym przekonują mnie Kobyliński, Zabielski i Królikowscy. Na podwórku u Zalewskich rozmawiałem jednak także z Józefem Budnym i Krzysztofem Rudzkim. - Jak można było podjąć uchwałę o utworzeniu sołectwa, jeśli nie wszyscy wiedzieli o zebraniu we wsi? - pyta Mirosław Zalewski. - Zrobili je na dodatek w domu Kobylińskiego, a nie w świetlicy! - O zebraniu powiadamialiśmy się na zasadzie, że jeden powie drugiemu - zapewnia Kobyliński. - Zalewskiemu miał powiedzieć Rudzki, bo tylko on do niego chodzi. - Nikt mnie ani mojej rodziny nie powiadamiał - powtarza Zalewski. - Nie mówiłem Mirkowi o zebraniu, bo nie jestem pocztylionem - mówi Krzysztof Rudzki. - Mnie też, ani mojej żony, nikt nie powiadomił o zebraniu - twierdzi Józef Budny. - U Budnych też nie byłem w tej sprawie - potwierdza Rudzki. Czy zatem można mówić o prawidłowo przeprowadzonej konsultacji, skoro część mieszkańców nie wiedziała o zebraniu? - To mieszkańcy wsi, którzy wnioskowali o podział sołectwa, powinni zadbać o to, aby wszyscy się dowiedzieli o tym zebraniu - mówi wójt Henryk Kozłowski. - W takiej sytuacji mogą zaskarżyć uchwałę do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Zalewski zapewnia, że to zrobią, jak tylko skonsultują się z prawnikiem. Niezależnie od tego działania podejmuje radny Kazimierz Chodkowski, który rozmawiał długo z przewodniczącym Rady Gminy, wójtem i sekretarzem na ten temat. Złożył też do gminy wniosek o uchylenie uchwały, ale - podobnie jak na protest części mieszkańców Krzyżewa-Marek - do końca lipca nie otrzymał żadnej odpowiedzi. - Czy taki sposób utworzenia nowego sołectwa był właściwy? - zastanawia się mieszkanka Krzyżewa-Jurek. - Dlaczego zapomniano o nas i nie spytano o nasze zdanie? Dlaczego zapomniano, że razem z Markami

mamy wspólny dorobek

w postaci świetlicy wiejskiej, która stoi w Markach oraz zestawu omłotowego, który nadal stoi na podwórku byłego sołtysa Kobylińskiego? Gmina powinna chyba wziąć to pod uwagę. - Jeśli miałoby tak zostać, to będzie to przecież sołtys dla trzech spokrewnionych ze sobą rodzin - twierdzi Mirosław Zalewski. - Pozostałe cztery rodziny z Marek nie będą do niego chodzić. Jeśli tamte trzy rodziny mają 14 dorosłych osób, a pozostałe cztery tylko 10, to czy to znaczy, że nikt z nami ma się nie liczyć? - To jest głupia sprawa, o której nie warto pisać - twierdzi Krzysztof Królikowski. - To są ambicje niektórych ludzi, którzy nie potrafią przegrywać - twierdzi mieszkaniec Krzyżewa-Jurek. - Myślę o panu Kobylińskim, który przegrał dwa razy wybory do Rady Gminy z Kazimierzem Chodkowskim, a na ostatku przegrał także wybory na sołtysa. - Sołtysem wcale nie chciałem być - zapewnia Marian Kobyliński. - Kiedy po tych pierwszych wyborach wróciłem do domu i powiedziałem żonie, że mnie wybrali, to ochrzaniła mnie. A Chodkowski dlatego tak walczy, żeby nie było u nas oddzielnego sołectwa, bo ma nam za złe, że tak mało ludzi od nas głosowało na niego... - Do tego, co robię w tej sprawie, upoważnia mnie mandat radnego - mówi radny Kazimierz Chodkowski. - Ja wygrałem wybory i jeżeli ludzie zgłaszają się do mnie i proszą o pomoc, to moim obowiązkiem jest im pomóc. Uważam, że pomysł podziału sołectwa jest zły, bo akurat w tej wsi, która ma zostać osobnym sołectwem, sąsiedzi są ze sobą skłóceni. Powstanie tam sołectwa nie rozwiąże żadnego problemu. Uważam, że z ludźmi powinno się przede wszystkim rozmawiać, a w tej sprawie dialogu nie było. Chcę zauważyć, że jako radny z tego okręgu nic nie wiedziałem o zebraniu w Markach. Odbyło za moimi plecami. Dlaczego tak się stało, że w czwartek było to zebranie, a już w poniedziałek rada uchwaliła, że będzie nowe sołectwo? A przecież robili to samorządowcy, którzy powinni się znać na przepisach. Według mnie gmina pominęła statut sołectwa. Powinno się odbyć zebranie w całym obecnym sołectwie, bo w statucie sołectwa wyraźnie jest napisane, że m.in. o tworzeniu nowego sołectwa decyduje zebranie wiejskie. Przecież my żyjemy w tej wspólnocie co najmniej od 30 lat. Uchwałę o utworzeniu sołectwa podjęto tylko na podstawie podpisów, a przecież to poważna sprawa. Mamy wspólny dorobek, wspólne sprawy do rozstrzygnięcia. Chciałbym, aby nie nadawać tej sprawie rozgłosu i na forum gminy wycofać się z tej uchwały. Na razie jednak i przewodniczący rady, i wójt są pasywni. Uważają, że nie popełnili żadnego błędu. Andrzej Zalewski, ojciec Mirosława Zalewskiego, założył się z takim jednym z Jurek o litr wódki, że sołectwa w Markach na pewno nie będzie. - I na pewno wygram - mówi ze śmiechem.
Ogólny sposób postępowania w tego typu sprawach określa ustawa o samorządzie gminnym. W art. 5 mówi ona, że "Jednostkę pomocniczą (czyli sołectwo - przyp. mb) tworzy Rada Gminy w drodze uchwały po przeprowadzeniu konsultacji z mieszkańcami lub z ich inicjatywy". Z komentarza do ustawy wynika, że: "Inicjatywa mieszkańców nie wyklucza przeprowadzenia konsultacji, chyba że przybiera formę dostatecznie wyrażającą wolę społeczności lokalnej, np. petycja do rady podpisana przez większość mieszkańców. Konsultacje są natomiast konieczne w każdym przypadku tworzenia jednostki pomocniczej (czyli sołectwa - przyp. mb)". Jak nam powiedział prawnik, zajmujący się tematyką samorządową, ponieważ ustawodawca nie określa tej procedury, szczegółowe zasady postępowania przy tworzeniu nowych sołectw powinien określać statut gminy. Jeśli statut tego nie precyzuje, to - jego zdaniem - gmina ma sporą swobodę w tej sprawie. W statucie gminy Czerwonka mówi o tym ¤ 49: "1. Tworzenie, łączenie, podział oraz znoszenie jednostki pomocniczej może nastąpić na wniosek mieszkańców lub z inicjatywy Rady Gminy. 2. Rada Gminy może dokonać podziału gminy na sołectwa biorąc pod uwagę więzi mieszkańców i tradycje. 3. Rada podejmie uchwałę, o której mowa w ust. 1 i 2 po przeprowadzeniu konsultacji z mieszkańcami".

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki