Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Smoliste zarżnięcie silnika

Mieczysław Bubrzycki
Wyniki kontroli stacji paliw w naszym regionie, przeprowadzonej przez Państwową Inspekcję Handlową, mają być znane jeszcze w lipcu
Wyniki kontroli stacji paliw w naszym regionie, przeprowadzonej przez Państwową Inspekcję Handlową, mają być znane jeszcze w lipcu A. Wołosz
Inspekcja Handlowa rozpoczęła kontrole stacji paliw w naszym regionie. Wyniki takich kontroli w innych częściach kraju są szokujące. Na ponad połowie stacji oszukuje się klientów. Każdy, kto czymś jeździ, wie, że w wielu polskich stacjach można kupić chrzczone paliwo. Prawie każdego kierowcę zaskoczyła jednak podana niedawno informacja, że paliwo złej jakości jest sprzedawane w ponad połowie stacji.

Kilka lat temu, gdy jeździłem fiatem cinquecento i byłem człowiekiem "na dorobku", tankowałem tam, gdzie najtaniej. Obliczyłem sobie, że na każdym baku zaoszczędzę parę złotych, a zaoszczędzona przez rok suma pozwoli mi na jedno dodatkowe tankowanie. Warto było.
Jeździłem do peryferyjnych i z reguły mało eleganckich stacji. Po kilkunastu miesiącach, po kolejnym tankowaniu, moje "cienko-cienko" po przejechaniu kilkuset metrów zaczęło słabnąć i prychać. Jakoś dojechałem do domu. Na drugi dzień udało mi się samochód odpalić. Samochód był już żwawszy. Pojechałem do stacji i wdałem się w rozmowę z właścicielem. Spytałem, dlaczego sprzedają tak złe paliwo?
- To na pewno nie wina paliwa - zapewnił właściciel patrząc mi głęboko w oczy. - Nasze paliwo jest dobrej jakości, kupujemy je tylko u sprawdzonych dystrybutorów.
Wierzyłem, że u innych tanich jest lepiej. W kilka miesięcy później opowiedziałem swoją przygodę i wnioski, jakie wyciągnąłem, koledze, który jeździ samochodem zawodowo.
- Radzę ci, żebyś przestał kombinować i zaczął kupować paliwo w sprawdzonych stacjach - powiedział. - Chyba, że chcesz zarżnąć sobie silnik.
Przekonał mnie. Od kilku lat kupuję paliwo w stacjach nie najtańszych. Wierzę, że nie oszukują klientów.

Porażający raport

Z niedawnego raportu Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który przeprowadził wyrywkowe kontrole na stacjach paliw zachodniej Polski, wynika, że w ponad połowie z nich sprzedawano paliwo złej jakości. Najczęściej zawierało różne dolewki, co zdarzało się nawet na stacjach renomowanych koncernów paliwowych (!).
Skłoniło to rząd do wyasygnowania pieniędzy, które powinny wystarczyć na skontrolowanie przez Inspekcję Handlową ponad 60 proc. wszystkich stacji. Czy rzeczywiście tak będzie?
- Ta kontrola jakości paliwa rozpoczęła się w połowie czerwca, czyli przed tygodniem, a potrwa kilka miesięcy - powiedział nam Andrzej Sawicki, zastępca Mazowieckiego Wojewódzkiego Inspektora Inspekcji Handlowej w Warszawie. - Prowadzona jest także kontrola rzetelności odmierzaczy, która obejmie co dziesiątą stację paliw na Mazowszu. Na pewno będą kontrolowane te stacje, na które mieliśmy skargi.
- Nie mogę powiedzieć, jaka liczba stacji zostanie poddana kontroli jakości paliw - dodaje Grzegorz Wrzosek, inny z zastępców Mazowieckiego Wojewódzkiego Inspektora Inspekcji Handlowej. - Dotychczas mamy już wyniki badań czterech stacji, choć jeszcze nie ma podpisanych protokółów kontroli. Pierwsze podsumowania tych kontroli będą już w lipcu.

Po co oszukują?

Oczywiście po to, aby więcej zarobić. Dolanie do paliwa czegoś, co jest tańsze, zwiększa objętość, a więc także zyski sprzedawców.
Kluczem do zrozumienia, dlaczego "chrzci się" paliwo, jest wysoka akcyza, którą jest obłożone paliwo oraz komponenty do jego produkcji. Jeśli do oleju napędowego lub etyliny doleje się czegoś, co nie podlega podatkowi akcyzowemu, wówczas oszczędza się na kosztach produkcji i zysk jest dużo większy. Gdyby akcyza byłaby dużo niższa, także pokusa "chrzczenia" byłaby znacznie mniejsza.
Najczęściej do oleju napędowego dolewa się oleju opałowego, na który nie ma akcyzy, a do etyliny rozpuszczalnik lub benzynę do lakieru, które też są bezakcyzowe. Często "lewe" komponenty pochodzą z równie "lewych" źródeł, czasem zza wschodniej granicy, co dodatkowo obniża koszty ich zdobycia.

Skąd wiadomo,że oszukują?

Świadczy o tym statystyka, która rejestruje legalnie sprzedane paliwo. Mimo że z roku na rok rośnie liczba samochodów i innych pojazdów napędzanych etyliną lub olejem napędowym, z każdym rokiem maleje ich sprzedaż. Sprzedaż etyliny w roku 2001 wynosiła ok. 4,7 mln ton, czyli o 1,1 mln ton mniej niż w roku 1999. Sprzedaż oleju napędowego też dramatycznie spadła: z 6,7 mln ton w roku 1999 do 5,7 mln ton w roku 2001. W tym czasie liczba samochodów jeżdżących po polskich drogach zwiększyła się z 12,7 mln do 14,7 mln.
Niektórzy obserwują również tendencje w handlu różnymi towarami.
- Jeszcze kilka lat temu podstawową miarą objętości benzyny aptecznej, czy ekstrakcyjnej była ćwierćlitrowa butelka. Teraz podstawową jednostką miary jest cysterna kolejowa. To o czymś świadczy - mówi właściciel jednej z ostrołęckich stacji paliw.

Poglądy naszych pompiarzy

Ryszard Długołęcki: - Nie boję się kontroli, bo wiem, że u mnie wszystko jest w porządku
(fot. A. Mierzwiński)

Pojawianie się na rynku oszukanego paliwa jest problemem. Spytałem o to w kilku przypadkowo wybranych stacjach paliw.
Oto efekty sondy.
- W tej branży pracuję bardzo długo i mogę powiedzieć, że, niestety, jest na tym rynku dużo złych paliw - powiedział nam Ryszard Długołęcki, właściciel stacji Długpol w Komorowie k. Ostrowi. - W mojej stacji od ładnych paru lat nie ma z tym kłopotów. Jesteśmy stacją patronacką Orlenu. Dbam o to, aby paliwo dostarczane do mnie pochodziło prosto z terminalu, albo z Emilianowa. Nie boję się kontroli, bo wiem, że wszystko jest w porządku. Uważam, że każdy uczciwy właściciel stacji paliw może skutecznie zadbać o to, aby w sprzedaży było dobre paliwo. Pierwsza zasada: paliwo należy brać od wiarygodnych dostawców. Im więcej pośredników po drodze, tym większe prawdopodobieństwo, że paliwo będzie złe.
- Oczywiście, że w naszej stacji sprzedajemy tylko dobre paliwo - zapewnia nas Dorota Chrzanowska, kierownik stacji paliw Grach w Czerwinie. - Dostajemy je tylko z jednego źródła. Na naszej stacji nie ma żadnej możliwości, żeby sfałszować paliwo. Swój samochód tankuję tylko w tej stacji.
- Paliwo, które sprzedaję, jest dobrej jakości - powiedział nam Wiesław Brzostek, właściciel stacji paliw w Myszyńcu. - Wiem, że może nie powinienem mieć do końca takiej pewności, bo przecież nie produkuję tego paliwa. Mam jednak stałego dostawcę, biorę paliwo bezpośrednio z Petrochemii Płockiej. Na pewno na stacji nic do paliwa nie dolewamy, wszystkie swoje samochody tankuję u siebie. Miałem już kilka kontroli i ani razu nie stwierdzono, że z paliwem coś jest nie tak. Natomiast problemem jest spadająca sprzedaż oleju napędowego. Nie jest tajemnicą, że bardzo wielu rolników, i nie tylko, wlewa do ciągników olej opałowy. Są tacy, którzy dostarczają taki olej prosto na podwórko rolnika.
- Małe stacje nie mają właściwie możliwości, żeby "chrzcić" paliwo, bo zbiorniki są za małe - mówi Mirosław Goleniewski, właściciel stacji w Płoniawach-Bramurze. - Gdyby więc nawet jakiś nieuczciwy właściciel małej stacji chciał oszukiwać, ma mniejsze możliwości niż ci z dużych stacji. Zaopatruję się w paliwo u jednego dostawcy, choć nie ukrywam, że co i raz trafiają się tacy, którzy oferują tańsze paliwo. Nie ryzykuję jednak, bo muszę dbać o klientów. Moja stacja położona jest na uboczu, mam stałych klientów, którzy mnie znają i muszę wszystko robić, żeby ich nie stracić.
- Paliwo, które sprzedaję w mojej stacji, na pewno jest dobre - zapewnił nas Jerzy Żebrowski, właściciel stacji w Krzynowłodze Małej. - Po pierwsze: współpracuję z dobrymi i sprawdzonymi firmami, którym ufam. Po drugie: osobiście za każdym razem nadzoruję dostawy paliwa, tylko ja mam klucze do zbiorników. Tak jest od 11 lat, odkąd tylko ta stacja istnieje.

Izba widzi problem,ale mniejszy

A co sądzi na ten temat Henryk Borkowski, współwłaściciel stacji paliw "Tymbor" w Grabowie k. Ostrołęki, członek prezydium Polskiej Izby Paliw Płynnych:
- Nie można twierdzić, że w połowie stacji paliw w Polsce oszukują. To przekłamanie. Ta wiadomość, którą podano, oparta jest o wyniki badań raptem 47 stacji, a wszystkich stacji w Polsce jest około 6,5 tysiąca. Jestem za tym, żeby kontrolować jakość paliw, bo jestem za dobrą jakością. Nie można jednak uogólniać. Powinny być pieniądze na kontrole i powinny się one stale odbywać. Przede wszystkim jednak przepisy prawne powinny uniemożliwiać ten proceder. Jeżeli Ministerstwo Finansów w swoich rozporządzeniach zostawia luki umożliwiające działania szarej strefie, to nie ma co się dziwić, że jest złe paliwo. Główną przyczyną oszukiwania na paliwie jest nadmierny fiskalizm państwa. Złe paliwo komponuje się ze składników produkowanych przez Polski Koncern Naftowy i polskie rafinerie, które nie są objęte akcyzą. Na litrze paliwa, oszukując Skarb Państwa, można zarobić 1,30-1,70 zł, a marża przy uczciwym handlu wynosi ok. 25 gr. Złe paliwo nie jest sprzedawane w stacjach, które są zlokalizowane przy drogach. Uczciwy właściciel stacji ma za dużo do stracenia, żeby się w coś takiego bawić. Najczęściej złe paliwo jest rozprowadzane oddzielnym kanałem dystrybucyjnym, są stacje-krzaki położone nie przy drogach, które w ogóle nie nazywają się stacją paliw, gdzie można się zaopatrywać w takie paliwo. O tym świadczy fakt, że obroty na większości stacji paliw spadły w ostatnich latach, w mojej stacji ten spadek wynosi 60-70 proc. Wszyscy, którzy prowadzą swoje interesy uczciwie, bardzo chcą, żeby skończyć z wprowadzaniem do obrotu złego paliwa, bo to bardzo w nas bije. Aby ten proceder ukrócić, potrzebne jest zmniejszenie podatków - akcyza powinny być mniejsza, ale obłożone być nią powinny wszystkie składniki, które nawet teoretycznie mogą służyć do komponowania benzyny. Wtedy paliwo będzie tańsze i nie będzie dziur w budżecie państwa. Niezbędne jest też załatanie dziur w prawie pozwalających na wprowadzanie do obrotu złych paliw i zwiększenie kontroli. Produkcja paliw powinna być objęta takim samym nadzorem, jak produkcja spirytusu.
Właściciel firmy Forty (m.in. stacja paliw) Mariusz Kleczkowski, dziwi się wrzawie, jaka wybuchła w ostatnich miesiącach wokół jakości paliw.
- Przecież to nie nowy problem. Ja już kilka lat temu zwracałem na to uwagę na walnych zgromadzeniach Polskiej Izby Paliw Płynnych, rozmawiałem z posłami. Wszyscy podzielali moje zaniepokojenie, ale nic konkretnego się nie działo, żadnych działań, żadnych zmian. Dobrze, że teraz kontroluje się jakość paliw i rzetelność odmierzania. lepiej późno niż wcale. Tylko szkoda, że aż tak późno - mówi Kleczkowski.

Do serwisu na sznurku

Sławomir Damięcki: - Naprawa silnika zniszczonego przez złej jakości paliwo jest bardzo kosztowna
(fot. A. Wołosz)

Co może zrobić z silnikiem chrzczone paliwo?
Spala się ono inaczej niż paliwo spełniające wszelkie normy jakości. Przede wszystkim do jego spalenia potrzeba wyższej temperatury. Praca podzespołów w zbyt wysokiej temperaturze oznacza szybkie ich zużywanie się.
- Dość często trafiają do nas auta będące ofiarami złego paliwa - mówi Sławomir Damięcki, kierownik punktu dilerskiego firmy Opel w Ostrołęce. - Czasami ich właściciele doholowują je na sznurku, bo same nie są w stanie tu dotrzeć. Paliwo złej jakości powoduje zapychanie się filtrów i niewłaściwą pracę wtryskiwaczy. Powoduje też zwiększone zużycie paliwa, jak również czasami nierówną pracę silnika, który ma także niezadowalające osiągi. Mieliśmy też takie przypadki, że złe paliwo nie spalało się do końca i pozostawał po nim smolisty osad, coś podobnego do żywicy, który powodował zacieranie się prowadnic zaworowych. Czasami stwierdzaliśmy, że z powodu złego paliwa czas wtrysku paliwa był dwukrotnie wyższy niż powinien. Efekt był taki, że zalewane były świece i samochód tracił moc. Naprawa skutków używania złego paliwa jest kosztowna, w silnikach 16-zaworowych kosztuje nawet do 2000 zł. Gdy właściciel samochodu dość wcześnie zorientuje się, że z powodu złego paliwa coś jest nie tak, powinien czym prędzej zmienić stację, w której tankuje i przez jakiś czas pojeździć samochodem na trochę wyższych obrotach. Jest duża szansa, że nagromadzony w podzespołach silnika nagar się wypali. Zasada jest taka, że jeśli ktoś jeździ samochodem delikatnie, na niskich obrotach, wówczas skutki używania złego paliwa wychodzą dość wcześnie, nawet po przejechaniu 5000 km. Jeżdżący ostrzej pierwsze skutki odczują znacznie później, nawet po 40-50 tys. km. Czasami klienci pytają nas, w jakich stacjach tankować, żeby nie było takich problemów. Nie możemy reklamować stacji, ale możemy powiedzieć klientom, w których stacjach tankujemy nasze serwisowe samochody. W Ostrołęce są stacje, na których sprzedają paliwo dobrej jakości - twierdzi szef ostrołęckiego Opla.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki