Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Śmierć na dyskotece

Ewa Pyśk
Pogrzeb Mariusza Domurada
Pogrzeb Mariusza Domurada Fot. A. Wołosz
W sobotę, 22 maja Mariusz wybrał się ze znajomymi na dyskotekę do Baby. Tam spotkał Grzegorza. Około północy Grzegorz kilkakrotnie ugodził Mariusza nożem.

Pogrzeb Mariusza Domurada

(fot. Fot. A. Wołosz)

Chłopak zmarł w karetce pogotowia. Ludzie w Babie mówią, że chłopaki mieli ze sobą na pieńku, bo kiedyś się posprzeczali. Nikt jednak nie wie, dlaczego tak naprawdę zginął młody człowiek. Grzegorz P. podczas pierwszego przesłuchania przyznał się do zabójstwa.

Dyskoteka w Babie, wsi w powiecie ostrołęckim, mieści się w budynku gospodarczym. Jej właścicielem od 10 lat jest Wiesław Zera.

Dyskoteka w obejściu

Co tydzień, w czasie weekendu, bawiło się w Babie wieczorami kilkaset osób. Właściciel mówi, że nie więcej niż 300, ci, którzy tam bywali, opowiadają nam, że co najmniej dwa razy tyle.
Naprzeciwko wejścia do dyskoteki stoi obora. Po przeciwnej stronie stary dom, w którym mieszkają rodzice właściciela dyskoteki. Podwórze jest słabo oświetlone. Przy wejściu wisi firmowy neon Browaru Łomża, na jednym z budynków zamontowana jest lampa ze zwykłą żarówką - to całe oświetlenie placu wokół dyskoteki.
Jak wygląda dyskoteka w środku, nie wiemy, ponieważ właściciel nie wpuścił nas do budynku. Plac, spełniający funkcję parkingu znajduje się dość daleko, ok. 100 metrów od budynku dyskoteki. Jest oświetlony kilkoma lampami.
Ze trzydzieści metrów od wejścia do lokalu jest kawałek łąki z kępą krzaków. Miejsce to jest nieoświetlone. Kiedy byliśmy w Babie, stały tam znicze.

Co się stało o północy

Mariusz Domurad (20 lat) mieszkał w Szafrankach, wsi w g. Łyse, był uczniem technikum wieczorowego w ZSZ nr 1 w Ostrołęce. W sobotę, 22 maja wybrał się ze znajomymi na dyskotekę do pobliskiej Baby.
Przed północą wywołał go z dyskoteki Grzegorz P. (17 lat) mieszkaniec Kuzi. Razem wyszli na zewnątrz.
Około północy Mariusz Domurad podszedł do właściciela dyskoteki.
- Miał krew na czole - wspomina mężczyzna. - Myślałem, że może się pobili, czy co, bo to się zdarza, wiadomo... Tak to nic nie było po nim widać.
Po chwili od rozmowy z Zerą Mariusz przewrócił się na podłogę.
- Już wtedy wiedziałem, że stało się coś złego - wspomina właściciel dyskoteki.
- Wszystkie chłopaki z Szafranek, którzy byli na dyskotece, polecieli go ratować - opowiada zasłyszane relacje brat Mariusza, który sam nie był na dyskotece. - Wszędzie było pełno krwi. Ci co byli przy nim, mieli ją na rękach, na ubraniach.
Koledzy Mariusza zatelefonowali po pogotowie. Jednak, ponieważ Baba to rozległa wieś, a dojazd do dyskoteki nie jest łatwy, więc dwóch kolegów Mariusza zdecydowało się samochodem zawieźć go do szpitala, a przynajmniej wyjechać naprzeciw wezwanej karetce pogotowia. Ambulans spotkali kilka kilometrów od Baby, w pobliżu Golanki. Karetka nie zdążyła jednak dojechać do szpitala, Mariusz w drodze zmarł.
- Podobno strasznie krzyczał w samochodzie - opowiadają nam ludzie w sklepie w Babie. - Krzyczał, że go boli, chciał, żeby zdjąć mu buty.
Mariusz Domurad kilka razy pchnięty nożem w klatkę piersiową doznał krwotoku wewnętrznego. Miał też rany na głowie. W szpitalu w Ostrołęce podejmowano kilka prób reanimacji chłopaka. Bez skutku.

Kto to zrobił

Uczestnicy dyskoteki widzieli, jak Grzegorz P. wywołał z dyskoteki Mariusza. Miejsce, w którym Mariusz został zaatakowany nożem, wskazał jeden z dyskotekowiczów Zerze. Kto, nie wiemy, ponieważ osoba ta nie chciała zeznawać, nawet przed policją.
Policja nie znalazła obok dyskoteki noża - narzędzia zbrodni.
Obecni w dyskotece młodzi ludzie szeptali między sobą, że mordercą może być Grzegorz P. Kiedy policjanci chcieli chłopaka zatrzymać znaleźli go dopiero pod rodzinnym domem w oddalonej od Baby o ponad siedem kilometrów wsi Kuzie w powiecie łomżyńskim. Miał przy sobie zakrwawiony nóż, krew była też na jego ubraniu. Nie był pijany. Badanie przeprowadzone w południe w niedzielę, przed przesłuchaniem Grzegorza P., nie wykazało śladów alkoholu we krwi. Nie był też raczej pod wpływem narkotyków, choć tego nie badano.
Z nieoficjalnych informacji wynika, że Grzegorz P. zabił Mariusza Domurada, ponieważ kiedyś się ze sobą posprzeczali. Nasz informator twierdzi, że podczas pierwszego przesłuchania morderca zeznał, że kilka tygodni przed tragiczną nocą Mariusz go popchnął i szturchnął. To wywołało w nim złość. Zabójstwa nie planował. Jak twierdzi, nie wiedział nawet, że Mariusz zmarł. W jego wersji, narzędzie zbrodni należało do Mariusza, to on przyniósł ze sobą nóż na dyskotekę. Dwaj młodzi mężczyźni wdali się w bójkę, tak twierdzi Grzegorz P.
- Być może Grzegorz P., jako że młodszy i niższy, wykorzystał nóż, żeby uzyskać przewagę - mówi nasz informator.
Grzegorz P. zabójstwa nie zaplanował. Chciał tylko z Mariuszem wyjaśnić "parę spraw", o jakie jednak poza wspomnianym szturchnięciem chodzi, nie wiadomo.

Kim jest Grzegorz P.

O Grzegorzu P., który bywał na dyskotece w Babie, ci którzy go znają, mówią, że bywał agresywny. Sugerują nawet, że on to morderstwo po prostu zaplanował. I tak z zimną krwią zabił...
- Myślę sobie, że jakby tego nie zrobił tu, to nieszczęście stałoby się gdzie indziej - pociesza sam siebie Wiesław Zera.
Dlaczego syn okazał się zabójcą, nie wie też rodzina Grzegorza P. Żyją skromnie w małym gospodarstwie pod lasem w Kuziach. Chłopak nie sprawiał rodzinie kłopotów, pomagał w pracy na gospodarce.
- On był taki dobry i grzeczny - opowiada babcia chłopaka. - My nie wierzymy, że on tak sam mógł coś takiego wymyślić. A może to ktoś starszy, sprytniejszy miał co do tamtego i Grzesia namówił do morderstwa? Bo to przecież dziecko jeszcze! On raczej unikał jakichś konfliktów czy kłótni. Sam by czegoś takiego nie zrobił.
Grzegorz P. zeznał, że zabił Mariusza Domurada sam, nikt mu w tym nie pomagał.

Siedlisko zła

O dyskotece u Zery ludzie w Babie mówią niechętnie.
- To po prostu kurewstwo! - mówi ze złością 40-letni mężczyzna. - Narkotyki, pijaństwo.
- Skarżą się czasami, ale to chyba tylko ci, którzy mieszkają obok dyskoteki - ocenia Agnieszka Romanowska, sołtys Baby.
- Pewnie, że nam się ta "obora" nie podoba - mówią ludzie. - Obcy przyjeżdżają, kręcą się po wsi, nigdy nie wiadomo, co tacy tu zrobią.
- Kiedyś sklep okradli i mnie pytali, czy coś zauważyłem - mówi spotkany obok sklepu mężczyzna. - Tu w soboty i niedziele to się tyle kręci samochodów, że się nie zapamięta.
Wiesław Zera razem z trzema młodymi mężczyznami pełni w lokalu rolę ochroniarza.
- Ludzie mi tego nie powiedzą, ale ja wiem, że gadają, że nie dopilnowałem - mówi rozgoryczony mężczyzna. - Ale co ja mogłem zrobić? W środku się dopilnuje, sprawdzamy w miarę możliwości również na zewnątrz. Są tacy klienci, którzy mają zakaz przychodzenia tu, jeśli kiedyś narozrabiali.
- Jak to jest możliwe, że ten lokal przez tyle lat istnieje? - dziwią się mieszkańcy Szafranek i rodzina zabitego. - Na tyle ludzi tylko tyle ochrony? Poza tym żadnych zabezpieczeń, które zwiększałyby bezpieczeństwo bawiących się młodych ludzi.
- Jak tam ktoś samochodem przyjeżdżał i ktoś wybił szybę, to nic nie można było poradzić, nie było winnego, bo jak go szukać i gdzie? - opowiadają proszący o anonimowość bywalcy dyskoteki.
- Jak się taki biznes prowadzi, to trzeba zagwarantować bezpieczeństwo! - nie kryją oburzenia ludzie.
- Teraz młodzi są inni niż kiedyś - mówi Wiesław Zera mężczyzna około czterdziestki. - Tyle w nich agresji, złości. Przyjść i zabić? Ja tego nie mogę zrozumieć. Wie pani, ja chyba zamknę ten interes, bo nie mogę z czymś takim żyć. Pozbierać się ciągle nie mogę po tej tragedii.

Dlaczego zginął

Nikt nie potrafi powiedzieć, dlaczego zginął Mariusz. W to, że chłopakom poszło o dziewczynę - bo i taka wersja krąży po Babie i Szafrankach - nikt specjalnie nie wierzy.
- Bawił się cały wieczór z sąsiadką - opowiada o tragicznej nocy brat Mariusza. - A z tym P. znali się w sumie z widzenia.
- Gdyby chciał, toby miał dziewczynę czy z Ostrołęki, czy tu na miejscu, nikomu by jej na pewno nie odbijał - mówi matka Mariusza, Barbara Domurad.

Białe róże na pożegnanie

W środę, 26 maja, w samo południe trumna ze zwłokami Mariusza Domurada wyruszyła w ostatnią drogę. W Szafrankach, gdzie mieszkał, stało kilkadziesiąt samochodów. Rodzina, sąsiedzi, znajomi. Bardzo wielu młodych ludzi ubranych na czarno, z białą różą w ręku, białą wstążką przypiętą do bluzki czy marynarki.
- Co mamy powiedzieć? - mówią koledzy Mariusza. - Takiego sk..., jak ten, co to zrobił, to powiesić!
- Miał plany, marzenia, a teraz została mu ziemia - płacze jakaś dziewczyna.
- Tyle chciał jeszcze zrobić - opowiada Barbara Domurad. Mariusz był najmłodszym z trzech jej synów. - Zawsze taki wesoły, pogodny... Pamiętam, jakie miał piosenki ulubione, co lubił najbardziej jeść. Wiemy, że nic już nie możemy zrobić, oddalibyśmy wszystko, gdyby to miało mu przywrócić życie. Najgorsze, że nie wiemy, dlaczego? Dlaczego ginie bez sensu młody człowiek? Wyszedł z domu i nigdy już tu nie wróci. Do czego ten świat zmierza? Temu zabójcy nie życzę śmierci, bo byłabym taka sama jak on. Nie tak wychowałam dzieci, chciałam, żeby to byli dobrzy ludzie. Niech ten co zabił mi syna, idzie do kamieniołomu i do roboty!
- Tu w gospodarstwie to gdzie się nie spojrzy, widać rękę Mariusza - pokazują zabudowania bracia.
- Grzeczny, odpowiedzialny uczeń - mówi Ryszard Tomaszewski, wychowawca Mariusza. Mariusz był uczniem technikum wieczorowego w ZSZ nr 1 w Ostrołęce.
- To był naprawdę fajny kolega - mówią uczniowie klasy II "w" w ZSZ nr 1, do której chodził Mariusz. - A ten, co to zrobił, to jest psychicznie chory. Nikt normalny tak się nie zachowuje. Masz coś do kogoś, to wyjdź sobie na bok, wyjaśnijcie sobie...
- Można się pobić, ale nie zabić - mówią młodzi ludzie.
Trumna ze zwłokami Mariusza spoczęła na cmentarzu parafialnym w Lipnikach. W niedzielę 23 maja sąd na wniosek prokuratora rejonowego w Ostrołęce zastosował wobec Grzegorza P. trzymiesięczny areszt tymczasowy. Postawiono mu zarzut zabójstwa. Przyznał się do winy, ale Prokuratura Rejonowa w Ostrołęce, która prowadzi w tej sprawie postępowanie, nie potwierdza tej informacji.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki