Skandal! Uzbrojeni po zęby antyterroryści wpadli do mieszkania spokojnych ludzi. Przez pomyłkę...

Michał Modzelewski, mmodzelewski@wspolczesna.pl
– Osmalone od granatów płytki można naprawić, ale synek szybko do siebie nie wróci – mówi Mariusz Bloch
– Osmalone od granatów płytki można naprawić, ale synek szybko do siebie nie wróci – mówi Mariusz Bloch fot. M. Modzelewski
Wtargnięcie uzbrojonej po zęby brygady antyterrorystycznej do mieszkania państwa Blochów wywróciło do góry nogami życie całej rodziny. Pomyłka policjantów z Warszawy szczególnie źle wpłynęła na 9-letniego Mateuszka.

Do tego niecodziennego zdarzenia doszło w pobliskiej Łomży.

To na oczach chłopczyka antyterroryści skuli w kajdanki dziadka. Kazali też mu się położyć pod lufy pistoletów. A szukani przez antyterrorystów Czeczeni byli w... sąsiednim domu.

- Zobaczyłem ich z okna - opowiada Jan Jastrzębski, dziadek Mateusza. - Z sąsiednich domów słychać było seryjne huki. Przeszliśmy z wnukiem do salonu i wtedy usłyszałem łomot na dole. Potem na schodach rozległ się tupot.

Od granatów spadł nawet krzyżyk nad wejściem

Pan Jan oniemiał, kiedy zobaczył uzbrojonych po zęby mężczyzn w kominiarkach. Próbował tłumaczyć, że jest w domu sam z chłopcem, ale ci niczego nie chcieli słuchać.

- Kazali się kłaść, a zanim się obejrzałem, zostałem skuty - kontynuuje Jastrzębski. - Mateuszkowi powiedzieli, by położył się obok. W domu ciągle dzwonił telefon.

- Zaczęłam dzwonić, kiedy zobaczyłam pełno policjantów z bronią - mówi Agnieszka Bloch, mama Mateusza. - Nie rozumieli, że bałam się o moje dziecko, zabraniali podchodzić do domu, a kiedy zaczęłam krzyczeć, jeden odburknął "Cicho kobieto, bo i ciebie skuję!"

- Gdy wróciłem do domu, widok był taki, jakby huragan przeszedł - opowiada Mariusz Bloch, ojciec chłopca. - Wszystkie szafki pootwierane, pościel z łóżek powywracana. Od tych granatów wszystko ze ścian pospadało, nawet krzyżyk nad wejściem.

Policjanci całą rodzinę spędzili do kuchni i trzymali jeszcze blisko półtorej godziny. Spisali protokół uszkodzeń i... sobie poszli. Niczego nie wyjaśnili.

Dopiero później Blochowie dowiedzieli się, że w domu obok antyterroryści zatrzymali Czeczenów, którzy porwali w środę Wietnamczyka z Warszawy.

Policja zapłaci, ale tylko za straty materialne

Od czwartkowych wydarzeń Mateuszek nie może sam zasnąć, wczoraj razem z mamą musieli skorzystać z pomocy psychologa. I wiedzą już, że na jednej wizycie się nie skończy. Pani Agnieszka do dziś zasypia tylko dzięki lekom.

- W takich sytuacjach pokrywamy straty materialne na podstawie protokołu - tłumaczy Rafał Marczak z Zespołu Prasowego Komendy Stołecznej Policji.

Tyle że strat w psychice dziecka nie da się oszacować. Zresztą żadnego policjanta stan Mateuszka nie interesował.

Tekst pochodzi ze strony www.wspolczesna.pl

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

j
j-23 Antek
Powinni domagać się wysokiego odszkodowania.
x
xxx
Mamy XXI wiek a brygada nie potrafi namierzyc tych co trzeba.
-Popaprańcy !
f
fred
na zachodzie za taką pomyłke otrzymalibyscie odszkodowanie za utrate zdrowia kilkaset tyś. euro.
G
Gość
DOMAGAJCIE SIę ODSZKODOWANIA I TO WYSOKIEGO ale jedno nasuwa się na myśl adres musieli mieć od zwierzchnika a jesli pomylili sami czyli uzbrojeni po zęby to wielkie gamonie są
Dodaj ogłoszenie