MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Siostra ludzi starych i porzuconych

jw
Siostra Aniela
Siostra Aniela J. Włodarczyk
O pracy na Ukrainie i przasnyskim domu pomocy sióstr szarytek rozmawiamy z siostrą Anielą Niemiec.

Siostra Aniela Niemiec przez ostatnie pięć lat była dyrektorem Domu Pomocy Społecznej Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia im. Świętego Wincentego a'Paulo w Przasnyszu przy ul. Świerczewo. Kierowała zgromadzeniem, które w Przasnyszu od zawsze niosło i niesie pomoc chorym, samotnym i biednym. Obecnie staje przed nowym, jeszcze trudniejszym zadaniem - będzie organizowała pomoc dla najbardziej potrzebujących na Ukrainie. Wywiad z siostrą Anielą przeprowadziliśmy pod koniec września, w przeddzień jej wyjazdu na Ukrainę do Charkowa.
Jakie były początki pracy Siostry w Przasnyszu i co sprawiało największe trudności w prowadzeniu domu pomocy?
- Przed przyjściem do Przasnysza prawie przez trzy lata pracowałam w Warszawie w szpitalu Dzieciątka Jezus. Do Przasnysza przyjechałam w 1999 roku. Budowa obiektu była wówczas na ukończeniu. Przez 13 lat prowadziła ją siostra Baranowska. Kierowałam więc głównie pracami wykończeniowymi i pracami związanymi z poprawą estetyki budynku. Pojawiło się jednak dużo trudności w funkcjonowaniu domu, głównie z powodu ciągłych zmian politycznych i związanych z tym zmian przepisów w Polsce. W 2000 r. spowodowały one, iż zakłady opieki leczniczej, a takim byliśmy i my, w ogóle nie otrzymywały dotacji z Ministerstwa Zdrowia. Mieliśmy więc do wyboru - przejść do kas chorych, uruchamiając całą procedurę taką jak szpitale, albo przekształcić się w dom pomocy społecznej. Była to decyzja trudna, gdyż wielką niewiadomą było, które rozwiązanie w praktyce okaże się lepsze. Zdecydowałam, że będzie to dom pomocy, gdyż zawsze takowy tu był, a współpraca z ciągle przekształcającymi się kasami chorych byłaby trudna. Musiałyśmy wraz z siostrą Wiesławą wiele się nauczyć, gdyż trzeba było zgromadzić nową dokumentację i dokonać całkowitej reorganizacji placówki. Jednak prace przebiegły sprawnie, gdyż według nowych przepisów nasz dom został zarejestrowany pod pozycją nr 1, uzyskując pozwolenie funkcjonowania do 2006 roku. Wielkim utrudnieniem w czasie reorganizacji były też nieustające kontrole delegatury urzędu wojewódzkiego i badanie stanu bazy.

Nad jakimi osobami roztaczacie opiekę i jakie warunki oferuje dom pomocy swoim pensjonariuszom?
- Nasz dom pomocy zamieszkuje do 125 osób, głównie przewlekle chorych, nad którymi opiekę roztacza 57-osobowa załoga. Są tu pokoje jedno-, dwu- i trzyosobowe. Jednoosobowe są dla bardziej sprawnych, którzy nie potrzebują pomocy, gdyż nie jest dobrze, gdy niesprawny jest sam. Trzyosobowe są głównie dla chorych leżących. W każdym pokoju jest telewizor, kto chce, ma radio, bo jest tu wielu słuchaczy Radia Maryja. Każdy pokoik ma łazienkę i umywalkę. Nasz dom jest dostosowany do zamieszkiwania przez ludzi niepełnosprawnych. Są windy i podjazdy. Obecnie panuje przekonanie, że rzadko kto może się dostać do domu pomocy społecznej. Koszty utrzymania pensjonariuszy są wysokie. Emerytury zazwyczaj niskie. Zatem zawsze do emerytury niezbędna była dopłata na utrzymanie pensjonariusza. Tylko że kiedyś przekazywana była ona odgórnie z województwa i o tym nikt nie wiedział, nawet nasi podopieczni. Teraz obowiązek dopłaty spada na gminę. Problem polega na tym, że przeważnie każda gmina nie zaplanowała sobie w budżecie pieniędzy na ten cel, uważając to zadanie za mało ważne. Jednakże urząd wojewódzki twierdzi, że są pieniądze na ten cel i obowiązkiem każdej gminy jest skierować osobę potrzebującą do domu pomocy. Jeżeli gmina nie skieruje takiej osoby, powinna dać jej decyzję odmowną i uzasadnić dlaczego. W tej chwili nie tylko gmina powinna ponosić te koszty. Jeżeli rodzina pensjonariusza jest zamożna, to powinna także uczestniczyć w kosztach. Jest obowiązek alimentacyjny dzieci wobec rodziców, ale tylko w przypadku, gdy ich zarobki przekraczają średnią krajową. Wówczas gmina zakłada sprawę w sądzie i ściąga swoje należności. Jeżeli nasi podopieczni nie mają dzieci, to obowiązkiem gminy jest pokryć ich koszty pobytu w domu pomocy społecznej.

Praca przasnyskich sióstr szarytek nie sprowadza się tylko do prowadzenia domu pomocy społecznej. Pomagacie także ubogim i najbardziej potrzebującym. W okresie zarządzania placówką przez Siostrę zrodził się pomysł powołania do życia świetlicy pod nazwą "Promyk jutrzenki" dla dzieci ubogich. Proszę o przybliżenie czytelnikom tej inicjatywy?
- Był rok milenijny, kiedy każdy chciał coś dobrego uczynić. Dzieci głodne przychodziły do nas od zawsze. Siostra Zofia widząc także ich problemy w nauce zaczęła je zbierać i pomagać w odrabianiu lekcji. Najstarszy budynek był w trakcie remontu, jego piwnice były do wykorzystania. Otrzymaliśmy też fundusze z Paryża na dzieło jubileuszowe od matki generalnej. Wtedy zdecydowaliśmy, że pieniądze te przeznaczymy na świetlicę dla dzieci. Urząd Miasta wspomógł nas finansowo w jej wyposażeniu. Było to więc dzieło wspólne ludzi dobrej woli.

Czym Siostra będzie zajmować się w Charkowie?
- Charków jest to duże miasto studenckie liczące ok. trzech milionów mieszkańców, gdzie mieszka wiele osób z innych krajów, między innymi anglojęzycznych i francuskojęzycznych. Dlatego msze odprawia się po francusku i angielsku. Przy parafii będę tworzyć małą wspólnotę wraz z dwiema siostrami: Ukrainką i Białorusinką. Siostry będą prowadzić katechezę, natomiast ja zajmę się grupą charytatywną. Byłam tam już osiem lat temu i rozpoczęłam pracę w grupie ludzi, którzy organizowali się by pomagać biednym i potrzebującym, chociaż sami są biedni. Wielkim problemem jest tam alkoholizm i rozbite małżeństwa, co uderza głównie w dzieci. Przy parafii funkcjonuje centrum misyjne dla najmłodszych. Dzieci mogą przychodzić po lekcjach, otrzymują jedzenie i pomoc w nauce. Będę odwiedzać ludzi starych i porzuconych, bo takich także tam jest bardzo dużo.
Rozmawiał Jarosław Włodarczyk

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki