Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Siódme: nie kradnij

Ewa Pyśk
Ryszard Łoziński, dowódca patrolu
Ryszard Łoziński, dowódca patrolu Fot. A. Wołosz
Kłusownicy rzeczni dzielą się na tych swoich i przyjezdnych - z Warszawy, Wołomina i innych podwarszawskich miejscowości.

Ryszard Łoziński, dowódca patrolu
(fot. Fot. A. Wołosz)

Ci, zdaniem funkcjonariuszy Państwowej Straży Rybackiej, są właśnie najgorsi. Nie przebierają w środkach, wyposażeni są w noże, gaz paraliżujący, ostrą broń. Żeby uniknąć zatrzymania i kary, zdolni są do wszystkiego.

Patrol

Sobota, 5 czerwca. Około godziny 19.00 razem z patrolem Państwowej Straży Rybackiej i Straży Miejskiej w Wyszkowie wyruszamy na objazd brzegów Bugu. Jest gorąco, więc nad rzeką mnóstwo samochodów, ludzie siedzą nad wodą, przy grillu czy ognisku. A przy okazji zarzucają wędkę. Nie zawsze legalnie...
Po pierwsze, żeby łowić ryby w rzece czy na jeziorze, trzeba opłacać składki w Polskim Związku Wędkarskim i mieć przy sobie kartę wędkarską. Po drugie, łowić można tylko dwiema wędkami, o czym wszyscy wędkarze wiedzą, niekoniecznie jednak stosują się do przepisów.
Grupę mężczyzn zaskakujemy podczas dobrej, jak się okazuje, zabawy. W rękach puszki piwa, zarzucone wędki. O jedną za dużo. Podczas kontroli okazuje się, że tylko jeden z wędkarzy ma aktualną kartę wędkarską, łowił jednak na trzy wędki, drugi natomiast zapomniał karty.
- Szefie, tak sobie wypadliśmy nad rzeczkę, no i wie pan... Żadnych dokumentów nie wziąłem, zapomniałem zwyczajnie - mężczyzna tłumaczy Ryszardowi Łozińskiemu, dowódcy patrolu PSR.
Po serii tego rodzaju tłumaczeń, w które włączają się koledzy, czas na ostrzejsze argumenty.
- Kto jest pana szefem? - pyta strażnika jeden z kontrolowanych. - Bo jak ja powiem... (tu pada nazwisko znanego polityka), to się pan z robotą pożegna.
- Proszę bardzo, na mandacie ma pan moje nazwisko, numer służbowy - tu Łoziński podaje dane mężczyźnie. Cały czas jest bardzo opanowany. - Zabieramy tę trzecią wędkę, proszę się po nią zgłosić na posterunek Państwowej Straży Rybackiej w Wyszkowie - wyjaśnia Łoziński. - A pana - zwraca się do mężczyzny, który nie miał przy sobie żadnych dokumentów, przede wszystkim karty wędkarskiej - prosimy do samochodu, pojedziemy do najbliższego posterunku policji, żeby potwierdzić dane.
Mężczyźni są zszokowani.
- Człowiek cały tydzień tyra, chce sobie odpocząć, a tu na policję! - mówią oburzeni. - No już dajcie panowie spokój, tylko ludźmi jesteśmy. Żebym jeszcze był kryminalistą, ja porządny jestem obywatel, a wy mnie tak...! No mam tę kartę w domu, jak chcecie, to pojadę zaraz i przywiozę.
- Nie pojedzie pan, bo pan pije piwo - tłumaczy Łoziński.
- No to kolega pojedzie - próbuje się wykręcać zatrzymany.
Po dobrych kilkunastu minutach takiej wymiany zdań, po wypisaniu mandatu - 100 zł za łowienie na trzy wędki - jedziemy do Powiatowej Komendy Policji w Wyszkowie. Na miejscu okazuje się, że mężczyzna, który przysięgał bijąc się w piersi, że kartę wędkarską posiada, wcale jej nie ma. Argument o całotygodniowym tyraniu, żeby podczas weekendu sobie odpocząć, też wydaje się niezbyt przekonujący, bo od pięciu lat poszukuje pracy, bez skutku.
Tylko w tę jedną sobotę strażnicy zatrzymali kilkadziesiąt osób bez kart wędkarskich lub łowiących na trzy lub więcej wędek. Tłumaczenia są z reguły takie same: zapomniałem, ale kartę mam, została w domu. Najczęściej jest to kłamstwo.
- Po tylu latach pracy już się po prostu wie, kiedy ktoś kłamie - mówi Ryszard Łoziński. - Możemy się pomylić i źle kogoś ocenić, ale to wina tych wszystkich, którzy łowią nielegalnie, tracą na tym właśnie niewinni.
Jak podkreślają strażnicy, nie można wędkarzowi "odpuścić".
- Nasza praca nie miałaby sensu, gdybyśmy tak postępowali - tłumaczy Zbigniew Wysocki.
Są też sytuacje, w których nie wiadomo, jak się zachować. Ryszard Łoziński wspomina, że kiedyś zatrzymał kobietę w ciąży, która łowiła ryby bez karty wędkarskiej.
- Ciąża była widoczna, więc byliśmy zaszokowani takim widokiem: stoi z wędką na brzegu rzeki - opowiada. - A tłumaczyła, że naszła ją po prostu ochota na rybkę.

Kłusownik to złodziej

W skład patrolu Państwowej Straży Rybackiej w Wyszkowie wchodzą tylko dwie osoby, a więc zdecydowanie zbyt mało w stosunku do potrzeb, albo inaczej - rozmiarów kłusownictwa na rzekach. Strażnicy dojeżdżają w dodatku do pracy z Ostrołęki (pracują na tamtejszym posterunku, rok temu oddelegowano ich do Wyszkowa), pracują po 12 godzin. Od roku patrolują rzeki wspólnie ze strażnikami miejskimi.
- To nam ułatwia zadanie - wyjaśnia Łoziński. - Potrzeba jest więcej ludzi, wtedy udałoby się kontrolować większy teren. Ale nie każdy może być strażnikiem, bo tę pracę trzeba po prostu lubić, może i jest niewdzięczna, ale na pewno potrzebna.
Bo kłusownik to po prostu złodziej.
- To tak, jakbym wszedł do kogoś do domu i wziął sobie telewizor czy pralkę - tłumaczy Ryszard Łoziński. - Rzeki są własnością państwa, łowiąc bez pozwoleń, okradamy samych siebie.
- Najgorsi są ci, którzy zarzucają sieci. Komuś, kto nie ma doświadczenia, trudno jest je wypatrzyć w wodzie - mówią strażnicy. Ryszard Łoziński i Zbigniew Wysocki w tym zawodzie pracują od kilkunastu lat, bezbłędnie więc je wskazują. Znają teren, wiedzą, gdzie sieci można zarzucić, wiedzą kiedy.
- Kłusują różni ludzie - opowiadają strażnicy. - Od takiego, co łowi, żeby zarobić parę groszy, bo jest bez pracy, a ma gromadę dzieci i nie ma co do garnka włożyć, po lekarzy, policjantów, prokuratorów, był nawet poseł-kłusownik.
Najgorsi są przyjezdni. Mają broń i są niebezpiecznym przeciwnikiem. Strażnicy wyposażeni w broń ostrą jak dotychczas nigdy nie musieli jej używać. Zdarzało się, że wystarczało wyjęcie pistoletu, by kłusownik spuścił z tonu. Bo kłusownicy walczą o zysk i o uniknięcie kary. Zarobić można sporo, kilogram szczupaka kosztuje średnio 15 zł, podobnie lina, leszcz jest tańszy, po 5-8 zł za kilogram, a krąpie kosztują ok. 3 zł za kilogram. W okresie tarła z jednej sieci można wyłowić nawet 200 kilogramów ryb.
Kłusownictwo narzędziami rybackimi, czyli m.in. przy pomocy sieci, jest przestępstwem, za które grozi grzywna, ograniczenie lub pozbawienie wolności do lat dwóch. Za wykroczenie (połów trzema wędkami) lub złamanie regulaminu Polskiego Związku Wędkarskiego grozi mandat do tysiąca złotych.
- Kłusownicy kradną i przeszkadzają rybackim gospodarzom wód, którzy za możliwość połowu płacą PZW dzierżawę - około kilku tysięcy złotych rocznie - mówi Ryszard Łoziński. - Niektórzy rybacy z nami współpracują, pomagają łapać kłusowników.

Strażnik sieci łowi

Godzina 23.00. Strażnicy patrolują rzekę motorówką. Wcześniej nad Bugiem przeszła burza, a to dobry czas na ryby. Wyławiają kilka nielegalnie zarzuconych sieci.
- Trudno złapać kłusowników, bo tworzą coraz częściej zorganizowane grupy - mówi Ryszard Łoziński. - Jeden z telefonem komórkowym stoi na czatach, kiedy nas widzi, ostrzega innych i mają czas na ucieczkę.
Zdarza się, że atakują - np. rzucają się z nożem na strażnika. Ponadto zastawiają pułapki na drogach, własnego pomysłu metalowe kolce, które przebijają opony kół samochodowych.
Czasami kłusownikom zatrzymanym na gorącym uczynku puszczają nerwy (choć może słowo nerwy nie jest tu najwłaściwsze...).
- Kiedyś chłopak tak bał się, że o tym, że go złapaliśmy dowie się dziadek, że chciał zjeść surową rybę, w ramach pokuty - opowiadają funkcjonariusze.
Są też tacy, którzy w kłusowaniu nie widzą nic złego. Kłusował dziadek, kłusował ojciec, to i ja mogę - uważają.
- Nie mogą zrozumieć, że rzeka nie jest ich - mówią strażnicy. - Przecież mieszkają tu od pokoleń, wychowali się tu, więc jak to, nie mogą łowić? To ich rzeka i ich ryby, tak myślą, a przecież rzeka należy do nas wszystkich.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki