Segregacja sanitarna w dobie COVID-19? Pandemia koronawirusa dzieli Polaków

Kamil Kusier
Kamil Kusier
Jacek Smarz
Udostępnij:
Czwarta fala koronawirusa SARS-CoV2 postępuje. Tylko ostatniej doby w Polsce pozytywny wynik testu na obecność wirusa otrzymało 2085 osób, zaś 33 osoby zmarły w skutek zachorowania na COVID-19. Coraz częściej też w Polsce dochodzi do zjawiska segregacji sanitarnej tj. dzielenia Polaków na osoby zaszczepione i nie. Szkoły zakazują wyjazdu dzieciom bez szczepień, przedsiębiorcy nie obsługują klientów bez zaświadczenia o szczepieniu, a pracodawcy w rozmowach o pracę stawiają proste stanowisko - bez szczepienia nie dostaniesz pracy.

Naprzeciw zwolennikom segregacji sanitarnej wyszedł Urząd Ochrony Danych Osobowych, który w swoim komunikacie podkreślił, że nie ma obecnie prawnego nakazu, który obligowałby przedsiębiorców do sprawdzania czy ich klient się zaszczepił, zaś samych zainteresowanych obligował do tego, aby taki dokument pokazać.

Okazywanie dowodów potwierdzających fakt zaszczepienia może się odbywać z inicjatywy samej osoby zainteresowanej skorzystaniem z usług takiego podmiotu. Ponieważ informacje o zaszczepieniu są danymi dotyczącymi zdrowia, to stanowią szczególną kategorię danych osobowych, o której mowa w art. 9 ust. 1 RODO. Ich przetwarzanie jest objęte ściślejszą ochroną i dopuszczalne oraz legalne po spełnieniu przynajmniej jednej z przesłanek określonych w ustępie 2 powołanego przepisu - czytamy w oświadczeniu Urzędu Ochrony Danych Osobowych.

Segregacja sanitarna. Co na to politycy?

- Oświadczenia, jak to wydane przez UODO - to są oczywistości - mówi Artur Dziambor, poseł Konfederacji. - Ustawa nie wprowadza nic nowego, ustawa de facto mówi dosłownie to, co mówi nam konstytucja, a więc o naszych podstawowych prawach, które regularnie są łamane. Nawet w Gdyni mieliśmy sytuację, gdzie w jednej ze szkół odbywała się wycieczka, zaś uczniowie zostali poinformowani, że wyjechać będą mogły tylko te dzieci, które się zaszczepiły. Tego typu sytuacje powtarzają się, codziennie dostajemy zgłoszenia, że pracodawca wprowadził swoje uwarunkowania, albo że uczelnia wyższa coś wprowadziła. Dochodzi do sytuacji, gdzie np. studenci muszą chodzić w maseczkach, a wykładowcy już nie. To są rzeczy nagminne, które ciągle są. Ustawa STOP segregacji sanitarnej, nie jest ustawą, która wprowadza coś nowego, ona potwierdza, że takich numerów, jak te przytoczone, robić nie można.

Zdaniem UODO niezgodne z prawem jest również wymaganie od uczestników wydarzeń sportowych czy kulturalnych okazywania dowodu szczepienia, co w efekcie może skutkować większą frekwencją na wydarzeniu, chyba że taka osoba wyrazi na to zgodę.

Zdaniem Tadeusza Cymańskiego, takie działania - mające na celu np. wpuszczanie do lokali osób zaszczepionych - podyktowane są tylko i wyłącznie względami zdrowotnymi, a przynajmniej w to poseł Solidarnej Polski chciałby wierzyć.

- Uważam, że takie działania podyktowane są tylko i wyłącznie względami zdrowotnymi. Wolność jest wartością konstytucyjną i ograniczenia wszelkiego typu muszą mieć jednoznaczne i bardzo mocne uzasadnienie medyczne. Pytanie o zasadność - to pytanie do fachowców, ekspertów, ale jest tak, że i wśród ekspertów nie ma jednego zdania. To nie ułatwia sytuacji. Wszyscy robią wszystko, żeby nie stosować ograniczeń. Na świecie są już wdrożone przepisy, które wprowadzają ograniczenia, widać to chociażby podróżując po Europie. Bezpieczeństwo obywateli jest tu najważniejszą wartością. Niestety mamy gorącą atmosferę, są protesty, niektóre nawet bardzo ostre, dlatego sprawa jest też niezwykle delikatna i trudna społecznie, ale i trudna politycznie - mówi Tadeusz Cymański i dodaje:

- Jeszcze raz powtórzę, że najważniejsze jest bezpieczeństwo - bezpieczeństwo ludzi. Takie działania nie są wymierzone przeciwko komukolwiek, tylko w ochronie innych. To jest najważniejsze kryterium, a nie żeby ograniczać coś komuś i utrudniać życie.

Nieco inne zdanie ma posłanka Lewicy, Joanna Senyszyn, której zdaniem bieżąca sytuacja nie ma nic wspólnego z segregacją.

- Są pewne zasady w życiu społecznym, które dla dobra całej społeczności mogą być wprowadzane nawet jeżeli ograniczają pewne możliwości części osób. Tak jak linie lotnicze mogą podejmować decyzje, kogo wpuszczają na pokład samolotów, tak jak po ukończeniu studiów dostaje się wykształcenie magistra lub licencjata, tak jak do kina można chodzić na filmy w różnych kategoriach wiekowych, tak samo przedsiębiorcy mogą decydować o sposobie prowadzenia swoich działalności. Nie mówimy przecież o segregacji na wykształconych i niewykształconych. Dla dobra wszystkich Polaków jest bardzo ważne, aby zwalczyć wreszcie pandemię. Wiadomo, że dopiero się to wydarzy, gdy ok. 80-90 procent populacji zostanie zaszczepione. Wówczas wytworzy się odporność stadna, która będzie chronić tę część społeczeństwa, która z obiektywnych powodów nie może się zaszczepić - mówi.

Jak podkreśla profesor Senyszyn w wielu państwach Europy wprowadza się takie ograniczenia, że do restauracji mogą wejść tylko ci, którzy są zaszczepieni. W związku z tym, profesor nie dostrzega tu żadnej segregacji. Jest to określenie zasad ze względu na konieczność dbania o życie i zdrowie Polaków.

W podobnym tonie wypowiada się posłanka Platformy Obywatelskiej, Agnieszka Pomaska.

- Nie traktuję tego w kategorii zjawiska. Uważam, że słowo "segregacja" ma pejoratywny charakter. Nikt z nas nie chce wrócić do sytuacji z zeszłego roku, gdzie wszyscy musieliśmy siedzieć w domach. Mamy możliwość przyjęcia szczepionki i powinniśmy z tej możliwości skorzystać. Ci, którzy nie chcą się zaszczepić narażają potencjalnie innych, także i zaszczepionych, szczególnie osoby starsze czy schorowane, które ciężko znoszą skutki pandemii. Oczywistością jest również to, że osoby zaszczepione powinny być wyłączone z różnego rodzaju ograniczeń, dlatego nie chciałabym używać stwierdzenia segregacja sanitarna, a raczej - danie osobom zaszczepionym możliwości normalnego funkcjonowania. Ci, którzy nie chcą poddać się szczepieniu powinni rozumieć, jakie są tego konsekwencje - mówi.

- Każdy, kto podróżował po Europie, w tym roku wie, że to zupełnie normalne, że w większości krajów nie wejdzie się do restauracji bez zaświadczenia o szczepieniu, przebytej chorobie, czy wykonanym teście. Jeżeli jest taka konieczność, to przepisy prawa powinny być zmienione. Chodzi o to, aby przedsiębiorcy mogli nadal pracować, aby dzieci mogły normalnie uczęszczać na lekcje, a studenci i wykładowcy uczyć się i pracować stacjonarnie. Nikt z nas nie chce powtórzenia sytuacji sprzed roku i ponownego zamknięcia gospodarki. Rząd powinien zadbać o to, aby zapewnić bezpieczeństwo Polakom - dodała poseł Platformy Obywatelskiej.

Anna Górska, członek zarządu partii Razem, chciałaby, aby w Polsce obowiązywał obowiązek szczepień.

- Uważam, że wszyscy, którzy mają prawo się zaszczepić, czyli wszyscy, dla których szczepionka jest dostępna, powinni być objęci obowiązkiem szczepienia. Tak, aby skończyć z pandemią. Przestrzeń publiczna powinna być objęta kontrolą. Wszędzie tam, gdzie dostęp mają wszystkie osoby, tam powinno sprawdzać się to, kto zaszczepił się przeciwko koronawirusowi.

- Nie może być jednak tak, że odpowiedzialność za to spadać będzie na przedsiębiorców czy organizatorów imprez. To powinno zostać uregulowane mocą ustawy. Martwi mnie to, że rząd nie jest stanowczy w tych działaniach. Czwarta fala pandemii jest faktem, tydzień do tygodnia przybywa zachorowań, głównie wśród osób niezaszczepionych. Jeżeli nie ograniczymy transmisji wirusa, to pandemia się nie skończy - kontynuuje Anna Górska.

Jarosław Wałęsa z Koalicji Obywatelskiej uważa, że powinny zostać określone jakieś systemowe warunki zachowania bezpieczeństwa sanitarnego. Takie warunki powinny być określone, zdaniem europosła, przez rząd i wdrażane.

- Jeżeli popatrzymy na to, co się dzieje dzisiaj, czyli kolejny dzień, gdy przekraczamy liczbę 2000 zakażeń, to widzimy, że fala pandemii się nakręca. To w naszych rękach jest to, aby ograniczyć rozprzestrzenianie się wirusa. Dorośli ludzie, którzy się nie szczepią, muszą zdawać sobie sprawę, że to nie jest ich własna sprawa, choć niekiedy tak twierdzą. Mogą zarazić inne osoby i wtedy trzeba będzie zmagać się z chorobą, która przecież nie jest wcale taka łatwa. Jestem za tym, żeby zachęcać ludzi do szczepień, ale zawsze wolę stosować metodę marchewki, a nie kij - mówi Jarosław Wałęsa.

- Zjawisko, w którym segreguje się ludzi na tych, którzy są zaszczepieni i nie, jakim procedurom medycznym się poddają, jest niewłaściwe - mówi Michał Urbaniak, poseł Konfederacji.

- Dochodzi do dyskryminacji. Mamy przykład Miasta Sopot, gdzie magistrat stwierdził, że nie będzie zatrudniał osób zaszczepionych - jest to, mówiąc wprost, pogwałcenie praw obywatelskich. Mamy doświadczenie historyczne, że szczepionki nie zawsze są skuteczne, to w tym wypadku tym bardziej wydaje się, że niepotrzebne jest weryfikowanie i dzielenie ludzi na lepszych i gorszych - dodaje.

Zdaniem posłów Konfederacji, COVID-19 z każdą swoją mutacją staje się coraz łagodniejszy w objawach. Prędzej czy później - jak podkreślają - przyjdzie nam z nim żyć jak z grypą. Według posłów opozycji koniecznym jest, aby przyzwyczaić się do obecności w naszym życiu koronawirusa.

- Zasadniczo uważam, że im mniej restrykcji, tym zdrowiej dla całego społeczeństwa. Zdrowiej pod względem zdrowia psychicznego, społecznego i kontaktów międzyludzkich, a to wszytko ciężej będzie odbudować, aniżeli przechorować COVID-19 - mówi Michał Urbaniak i kończy:

- Od dawna apeluję do wszystkich - nie dzielmy ludzi ze względu na kategorie tego, jak dbają o swoje zdrowie. Często dochodzi do dehumanizacji jednej strony przez drugą, bez znaczenia czy są sceptykami czy zwolennikami szczepień. Obie strony momentami przesadzają.

- Od wielu miesięcy apelujemy do rządu, żeby nie tylko dał nam uprawnienia kontrolowania pracowników, którzy są zaszczepieni i nie, po to żebyśmy mogli dla tych, którzy się nie zaszczepili i nie chcą tego zrobić, żebyśmy mogli zorganizować takie miejsca, gdzie nie będą mieli styku szerszego ani z innymi pracownikami, ani z naszymi klientami. Poza tym wnioskowaliśmy o to, aby nawet wprowadzić obowiązkowe szczepienia dla wielu branż związanych z obsługą ruchu turystycznego - hotelami, lotniskami itd. - tam, gdzie obsługa ma kontakt z naszymi klientami. Wtedy ludzie byliby spokojni, że przychodzą do miejsc, gdzie mogą czuć się bezpiecznie, gdzie transmisja choroby jest ograniczona, zaś ich obsługa jest zaszczepiona. Każdy z nas chce się czuć pewnie - mówi Zbigniew Canowiecki, prezydent Pracodawców Pomorza.

- Przedsiębiorcy są zdania, że ograniczanie pewnych usług również do osób, które są zaszczepione, jest w pełni uzasadnione. Wszędzie w Europie wymagane są certyfikaty europejskie, u nas w Polsce praktycznie nigdzie. Jeżeli chcemy mieć pandemię, to będziemy ją mieli nadal. Powinniśmy wprowadzić konieczność posiadania europejskich certyfikatów covidowych. Mówię z całą mocą i przekonaniem - to nie jest segregacja - to zapewnienie bezpieczeństwa. Czy palenie papierosów w wydzielonym miejscu to segregacja? Tak. Czy każdy to akceptuje? Tak. Nikt nie chce siedzieć w dymie papierosowym i być biernym palaczem. Czym to się różni od zakażenia wirusem SARS-CoV2? Niczym. Dbajmy wszyscy o swoje zdrowie i bezpieczeństwo, szczepmy się, natomiast w życiu publicznym używajmy certyfikat covidowy, który raz jeszcze podkreślę - powinien być wymagany - dodaje dr Canowiecki.

Ustawa STOP segregacji sanitarnej

W czerwcu 2021 roku Konfederacja złożyła projekt ustawy - STOP segregacji sanitarnej.

- Ustawa w czerwcu 2021 roku została złożona i leży w zamrażarce sejmowej. Pani Marszałek korzysta z możliwości jej blokowania, najprawdopodobniej skorzysta z tej możliwości do końca kadencji. Ustawa z oczywistych względów jest niewygodna dla obecnej władzy, co ciekawe pod tą ustawą podpisali się posłowie klubu PiS, pochodzący z Solidarnej Polski. Założyli nawet specjalny zespół ds. powstrzymywania segregacji sanitarnej. Niestety przyszłość tej ustawy zależna jest od pani Marszałek Elżbiety Witek, która to decyduje o tym, która ustawa wchodzi pod obrady - mówi Artur Dziambor, poseł Konfederacji.

Z propozycją ustawy nie zgadza się Lewica, poseł Joanna Senyszyn nazywa ją kiełbasą wyborczą, a także dodaje, że rząd już dawno powinien wprowadzić zmiany w prawie.

- Próba zmiany prawa została podjęta przez rząd, ale w obawie o niezadowolenie swojego elektoratu prezes Jarosław Kaczyński wraz z rządem wycofali się z procedowania projektu w Sejmie, co Konfederacja ogłosiła swoim dużym sukcesem. Rząd powinien już dawno podjąć skuteczne kroki mające na celu zaszczepienie większości populacji, ale nie robi tego z uwagi na interes partii. Takie działanie jest szkodliwe z punktu widzenia Polski i Polaków - dodaje profesor Joanna Senyszyn.

Podobnie zdanie na temat rzeczonej ustawy mają przedstawiciele partii Razem.

- Propozycja Konfederacji jest kuriozalna. Mamy do czynienia ze światową pandemią, w Polsce nadal z rosnącą lawinowo liczbą zachorowań, w związku z czym rząd musi podjąć bardziej stanowcze kroki, aby temu przeciwdziałać. Obowiązek szczepień, jak również proces jego późniejszej weryfikacji - powinien być uregulowany kwestią ustawy. Obecnie działania rządu premiera Mateusza Morawieckiego są nieadekwatne do sytuacji, z którą mamy do czynienia, a która z dnia na dzień się pogarsza - dodaje Anna Górska.

Co jednak dalej z segregacją sanitarną oraz kwestią szczepień wśród Polaków?

- Uważam, że bezpieczeństwo jest wartością nadrzędną. W związku z tym zachęcam wszystkich kwalifikujących się do szczepienia. Sama doświadczyłam sprawdzania paszportu covidowego za granicą i uważam, że jest to sensowne rozwiązanie. Zwłaszcza dotyczy to zachowania proporcji pomiędzy osobami zaszczepionymi i niezaszczepionymi podczas różnych wydarzeń. Celem takiego monitorowania jest zapewnienie bezpieczeństwa tym, którzy zaszczepić się nie mogą. To jest moja opinia. Natomiast we wszystkich działaniach realizowanych w Gdańsku przestrzegamy aktualnych wytycznych rządowych - mówi Monika Chabior, zastępczyni prezydenta Gdańska ds. rozwoju społecznego i równego traktowania.

Joanna Senyszyn proponuje, aby Ministerstwo Zdrowia zaczęło publikować dane, ile z osób zmarłych na COVID-19 było niezaszczepionych, natomiast Tadeusz Cymański podkreśla, że w pełni ufa lekarzom i epidemiologom.

- Ja słucham lekarzy i epidemiologów i patrzę na wskaźniki. Jeżeli sytuacja przybierze bardzo zły obrót i zaczną się tragiczne wydarzenia, to będzie wówczas inna dyskusja. Teraz każdy jest mądry, każdy może mówić różne rzeczy, natomiast u nas wszystko wykorzystuje się politycznie, nawet zdrowie i bezpieczeństwo państwa. Jak nie na granicach, to granice bezpieczeństwa sanitarnego czy epidemiologiczne. Przykro to powiedzieć, ale tak to widzę. Ja w takich grach nie chcę uczestniczyć, nie kosztem zdrowia i bezpieczeństwa Polaków, decydujący głos należy do lekarzy i epidemiologów - kończy Tadeusz Cymański.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Materiał oryginalny: Segregacja sanitarna w dobie COVID-19? Pandemia koronawirusa dzieli Polaków - Dziennik Bałtycki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Tygodnik Ostrołęcki
Dodaj ogłoszenie