MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Samopomoc pani prezes

Jacek Pawłowski
GS nie ma na razie szefa. Spółdzielnią rządzą wiceprezesi
GS nie ma na razie szefa. Spółdzielnią rządzą wiceprezesi J. Pawłowski
Udziałowcy GS-u Kadzidło nie darzyli specjalną estymą prezes Zofii Majewskiej. Przez ostatnie dwa lata nie otrzymywała absolutorium, aż w końcu spółdzielcy odwołali ją ze stanowiska. Odwołali, ale nie zwolnili z pracy.

W lutym przyszłego roku Majewska osiągnie wiek emerytalny i do tego czasu miała pracować w spółdzielni, ale już jako zwykły pracownik. Stało się jednak inaczej. Rada nadzorcza wyrzuciła Zofię Majewską z pracy i pozbawiła członkostwa w spółdzielni.
Prezes Majewska została odwołana z funkcji 21 czerwca. Jak twierdzą członkinie rady nadzorczej, prezeska nie przyjęła do wiadomości faktu odwołania. Nie chciała oddać pieczęci, odmówiła przekazania dokumentów.
Dziewięć dni później, ostatniego dnia czerwca, w biurze geesu zjawili się syn i zięć Zofii Majewskiej. Pokazali podpisane przez byłą prezes umowy, na mocy których stawali się na czterdzieści lat dzierżawcami trzech geesowskich sklepów: kadzidlańskiego Mazura, Wiejskiego Domu Handlowego w Kadzidle i wiejskiego sklepu w Wachu.

Umowa przeciw spółdzielni
- Nie przypominam sobie, aby zarząd wydzierżawiał komukolwiek te sklepy - mówi społeczny wiceprezes GS Tadeusz Lenda. - Na umowie dzierżawy znalazł się wprawdzie mój podpis, ale jak to się stało, nie wiem. Na pewno świadomie nie podpisywałem takiej umowy. Nie było na ten temat żadnej uchwały zarządu.
Umowy, na mocy których syn i zięć byłej prezes Majewskiej mieli przejąć trzy sklepy w gminie Kadzidło, to zwykłe, uzupełniane ręcznie, maszynopisy. Wielokrotnie poprawiane korektorem, miejscami trudne do odczytania.
Umowa, którą widzieliśmy, dotycząca sklepu WDH2 w Kadzidle, przewiduje, że syn i zięć Zofii Majewskiej wydzierżawią na czterdzieści lat sklep o powierzchni 150 m kw. Będą za niego płacić czynsz 150 zł miesięcznie, czyli złotówkę za metr. Mogą podnajmować sklep, mogą zmieniać przeznaczenie, mogą przebudowywać wnętrze - wszystko bez zgody wynajmującego, czyli geesu. Za to remonty wyposażenia sklepów spółdzielnia ma przeprowadzać na swój koszt.
Syn i zięć mają nawet prawo pierwokupu sklepu "po cenach kartotekowo-księgowych" czyli za bezcen. Ceny kartotekowo-księgowe uwzględniają bowiem tak zwaną amortyzację, czyli zużycie sklepowego budynku. Oznacza to, że po czterdziestu latach sklepowe wnętrze (według cen księgowo-kartotekowych) warte jest grosze. Spółdzielcza buchalteria ma za nic takie rynkowe wartości jak położenie sklepu w ruchliwym centrum Kadzidła.
Umowa zawiera jeszcze odręczny dopisek parafowany już wyłącznie przez Zofię Majewską. Mówi on, że za każdy dzień (!), zwłoki w przekazaniu sklepów gees zapłaci synowi i zięciowi tysiąc (!) złotych.
- W mojej, niekrótkiej przecież, karierze radcy prawnego, nie spotkałem się z tak niekorzystną dla firmy umową podpisaną przez jej prezesa - mówi reprezentujący poszkodowanych spółdzielców ostrołęcki radca prawny Krzysztof Strzyżewski, specjalista od spraw gospodarczych.

Miejscowi poradzą
Właśnie działanie na niekorzyść firmy i oszustwo to dwa główne wątki śledztwa prowadzonego przez komisariat policji w Kadzidle pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Ostrołęce. Jak poinformował nas oficer prasowy ostrołęckiej policji sierż. sztab. Andrzej Ciszewski, śledztwo wszczęte 3 lipca jest postępowaniem w sprawie, a nie przeciwko komuś. Oznacza to, że jak dotąd nikomu nie zostały postawione zarzuty.
O podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez prezes Zofię Majewską zawiadomiła prokuraturę rada nadzorcza geesu (Teresa Mróz, Stanisława Taradejna, Teresa Raczkiewicz, Celina Augustyniak i Roman Parzych) oraz wiceprezesi Tadeusz Lenda i Ryszard Kaczyński. Przyjechali do Ostrołęki na początku lipca. Poszli do prokuratury myśląc, że tylko powiadomią o przestępstwie i będą czekać na działania. Prokuratorzy jednak żywo zainteresowali się tym, co spółdzielcy mają do powiedzenia. Do prokuratury natychmiast przyjechali policjanci zajmujący się przestępczością gospodarczą. Wypytywali spółdzielców o szczegóły. Spółdzielcy zaś na miejscu odręcznie przygotowali pisemne zawiadomienie o przestępstwie. Wyszli z prokuratury przed wieczorem.
Postępowanie trwa już ponad miesiąc. Jedyne, czym martwią się spółdzielcy, to fakt, że czynności wykonuje kadzidlańska policja.
- Pani prezes ma rozległe wpływy. Nie wiadomo, czy nie będzie wywierać nacisków na naszą policję - szepczą po cichu.
Sierżant Andrzej Ciszewski z komendy miejskiej w Ostrołęce mówi, że sprawa geesu w Kadzidle jest z gatunku drobnych afer gospodarczych. Dlatego została powierzona policjantom w gminie.
- Gdyby była potrzeba, aby sprawą zajęli się nasi ludzie z przestępczości gospodarczej, to już by tam siedzieli - mówi Andrzej Ciszewski.
Była prezes Zofia Majewska zapewnia, że jej również zależy na jak najszybszym, bezstronnym wyjaśnieniu tej sprawy.
- Chcę, żeby to się zakończyło jak najszybciej. Nie chcę, żeby się przeciągało, bo szkoda na to zdrowia - mówi Majewska.

Nikt nie chciał sklepów
Była prezes powiedziała nam, że działała dla dobra spółdzielni i zgodnie z prawem. Według Majewskiej nie ma nic nagannego w tym, że próbowała oddać sklepy w dzierżawę swojemu synowi i zięciowi.
- Już wcześniej trwały rozmowy z moim zięciem i moim synem na temat dzierżawienia lokali - zapewnia Majewska. - Długo się to ciągnęło i w tym czasie o te trzy lokale nie starał się żaden inny dzierżawca.
Majewska, jak twierdzi, nie widzi nic nagannego w tym, że odstępuje spółdzielcze sklepy rodzinie.
- Nie tylko moja rodzina dzierżawi sklepy - mówi. - Sklep w Dylewie na przykład dzierżawi mąż głównej księgowej. Temu się nikt nie sprzeciwił, a mnie się upokarza i zniesławia po tylu latach pracy.
Zofia Majewska traktuje aferę w kadzidlańskim geesie jako próbę sił między nią a pracownikami spółdzielni. Mówi, że to osoby, które na co dzień były jej podwładnymi, postanowiły będąc członkami rady nadzorczej pokazać, kto tu rządzi.
Zofia Majewska rozmawiając z nami cały czas utrzymywała, że nie działała na szkodę spółdzielni. Na koniec rozmowy, mówiąc o umowach na przejęcie sklepów przez syna i zięcia, powiedziała:
- Może są one częściowo korzystne, a częściowo nieorzystne. Trudno powiedzieć.
Zapytana dlaczego sama, odręcznie w umowach z synem i zięciem zapisała astronomiczne kary dla spółdzielni za opóźnienia w przekazywaniu sklepów, odrzekła:
- W tej chwili umowy nie są realizowane. Spółdzielnia nie poniosła żadnych szkód. Po prostu tak się stało, że takie zapisy znalazły się w umowach.
- Ale dlaczego tak się stało? - zapytaliśmy.
- Nie będę odpowiadała na to pytanie. Stało się.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki