MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Samobójstwo czy wypadek

Anna Suchcicka
Z okna tego pokoju wyskoczył lub wypadł 75-letni pacjent szpitala w Przasnyszu
Z okna tego pokoju wyskoczył lub wypadł 75-letni pacjent szpitala w Przasnyszu A. Suchcicka
Ryszard J. przebywał w przasnyskim szpitalu od tygodnia. W czwartek 30 października przeszedł operację woreczka żółciowego. Z każdym dniem czuł się coraz lepiej. 4 listopada lekarz miał zadecydować, czy 75-letniego pacjenta, który miał kłopoty z płucami - przenieść z oddziału chirurgicznego na oddział wewnętrzny, czy wypisać do domu.

We wtorek 4 listopada około godz. 5.30 do pokoju, w którym leżał Ryszard J., weszła pielęgniarka. Pokój był pusty. Pielęgniarka zajrzała do toalet, jeszcze raz sprawdziła korytarz. Pacjenta nigdzie nie było. Weszła ponownie do pokoju i wyjrzała przez okno, które nie wiadomo dlaczego było otwarte. Na chodniku zobaczyła ciało mężczyzny. Zaalarmowała lekarzy. Pobiegli na miejsce upadku, niestety człowiek nie żył.

Żył w swoim własnym świecie

Okoliczności wypadku wskazują na samobójstwo. Ryszard J. do zdrowia dochodził w pokoju trzyosobowym, ale tego dnia leżał w nim sam. Natomiast usytuowanie okien wyklucza raczej przypadkowe wychylenie i wypadnięcie. By otworzyć okno wystarczy wprawdzie odsunąć żaluzje i przekręcić klamkę, ale okno jest dosyć wysoko od podłogi i ma szerokie parapety. Trudno sobie wyobrazić, że ktoś mógłby przez przypadek wypaść z tego okna. Pokój Ryszarda J. znajdował się na czwartym piętrze szpitalnego budynku.
- Nie wiemy, jak do tego doszło. Wszystko wskazuje na samobójstwo, ale nie znamy motywów. Wiemy tylko, że człowiek ten nie miał stałego miejsca zamieszkania i był podopiecznym ośrodka Markotu w Turowie. Wiemy tylko tyle - wyjaśnia Jerzy Sadowski, dyrektor przasnyskiego szpitala.
Nieszczęśliwy wypadek wyklucza także policja.
- Wszystko wskazuje na samobójstwo - twierdzi Tomasz Łysiak, oficer prasowy KPP w Przasnyszu.
Najdłużej, choć zaledwie dobę na jednej sali z Ryszardem J. leżał pan Bartłomiej, mieszkaniec Przasnysza. O towarzyszu ze szpitalnej sali opowiada: - Ciężko było z nim rozmawiać, bo żył jakby w swoim własnym świecie. Dużo niby mówił, ale mówił takie trochę nierozsądne rzeczy. Moim zdaniem był trochę psychiczny - twierdzi pan Bartłomiej, ale zaraz dodaje, że niewiele pamięta, bo właśnie był po operacji i głównie spał.

Były policjant

Ryszard J. prawdopodobnie pochodził z Warszawy, a przynajmniej jakaś rodzina z Warszawy odwiedzała go czasami w Markocie w Turowie.
- Ryszard J. przebywał w naszym ośrodku od dwóch lat - mówi Wiesław Augustowski, kierownik Markotu. - Z tego co wiem to były policjant, który miał gdzieś w Warszawie rodzinę, ale nim się nie interesowała. Ryszard J. kilkakrotnie mówił, że chce umrzeć. Ale co my mamy robić w takich sytuacjach?

To był normalny pacjent

Zdaniem dyrektora szpitala, stan zdrowia pacjenta nie budził większych zastrzeżeń. Ryszard J. nie zdradzał także objawów depresji - zachowywał się normalnie, chętnie rozmawiał, jadł z apetytem. Zresztą Ryszard J. przebywał w przasnyskim szpitalu nie po raz pierwszy. W ubiegłym roku leżał w Przasnyszu na oddziale wewnętrznym, miał wówczas kłopoty z wydolnością oddechową.
- To był normalny pacjent, nie potrzebował żadnego szczególnego nadzoru. Gdyby się zamykał, nie chciał rozmawiać, odmawiał jedzenia, nie chciał wstawać z łóżka, zareagowalibyśmy. Gdy nasi pacjenci dziwnie się zachowują, konsultujemy ich stan z lekarzami oddziału psychiatrycznego i zdarza się, że przenosimy ich na oddział psychiatryczny - wyjaśnia dyrektor.
W przasnyskim szpitalu, oddział psychiatryczny jest oddziałem pod szczególnym nadzorem. Są tam kraty w oknach i bezpieczne szyby.
- Ale nie możemy tego typu zabezpieczeń robić w całym szpitalu, choćby ze względów przeciwpożarowych. Jeśli pacjentowi przyjdzie do głowy targnąć się na własne życie to w zasadzie jest nie do upilnowania - twierdzi doktor Sadowski
Szpital informacje na temat zdarzenia przesłał pod jedyny adres pobytu pacjenta, jaki był w jego rejestrach - do Turowa.
- Pochowamy go w naszej markotowej alei na cmentarzu w Ciechanowie, rodzina nie zgłosiła się po ciało - mówi kierownik Markotu. - Musimy więc pochować go na własny koszt.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki