Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Sądy, żony i alimenty

Aldona Rusinek
Do redakcji przeważnie zgłaszają się pokrzywdzone przez los i mężczyzn kobiety. Tym razem jednego dnia trafiło do nas dwóch ojców, którzy czują się nękani przez byłe żony i sądy.

Andrzej jest rozwiedziony od listopada 1999 roku. Pozostawił z żoną dwoje dzieci. Przyszedł do redakcji ze skargą na sąd, który każe mu płacić nie tylko alimenty, ale i opłacać komornika.
Marian zadzwonił do nas z Danii, skarżąc się na tendencyjne, jak twierdzi, działania sądu i prokuratury, i złośliwe zachowania byłej żony. Rozwiedziony w 1985 roku. Żona wychowuje dwóch jego synów.

Oni - płacą, lecz płaczą

Andrzej zameldowany jest na stałe w Szczytnie. Ale pomieszkuje w Ostrołęce z konkubiną i jej dzieckiem. Rozwód otrzymał w listopadzie 1999 roku.
- Zgodziłem się na wszystko, czego żądała moja żona, na orzeczenie rozwodu z mojej winy, bo nie chciałem z tą kobietą mieć nic wspólnego - mówi Andrzej.
Od grudnia 1999 roku płaci alimenty na dwoje dzieci, które po rozwodzie zostały przy żonie. Na początku płacił po 280 złotych, teraz po 350 złotych. Od lipca ubiegłego roku reguluje należności wobec dzieci za pośrednictwem komornika. Płaci za to dodatkowo 116 złotych miesięcznie. Uważa to za draństwo.
- Zawiadomienie o wszczęciu egzekucji przez komornika otrzymałem w czerwcu ubiegłego roku. Byłem zdumiony, bo płaciłem alimenty regularnie. Komornik pisał o zaległościach w wysokości 410 złotych. Rzeczywiście, takie zaległości były, ale powstały wskutek uzgodnień z byłą żoną. W sierpniu 2000 r. zabrałem dzieci na wakacje do mojej matki na Mazury. Dogadaliśmy się z żoną, że w związku z tym za ten miesiąc zapłacę tylko połowę alimentów. Jednakże wskutek pisma komornika zaległości natychmiast zapłaciłem i od tamtego czasu, czyli od lipca 2002 roku nadal płacę swą powinność regularnie. Nie rozumiem, dlaczego mam dodatkowo opłacać komornika. Pisałem do komornika prośby o wstrzymanie egzekucji, ale komornik ich nie uwzględnił. Złożyłem więc skargę do Sądu Rejonowego w Ostrołęce na czynności komornika. Sąd oddalił skargę z niezrozumiałych dla mnie przyczyn. Nadal więc płacę haracz na utrzymanie kancelarii komorniczej. Haracz w imieniu prawa. Uważam to za wysoce niesprawiedliwe - mówi Andrzej.
Twierdzi, że nie zamierza uchylać się od płacenia alimentów, aczkolwiek nie jest to łatwe, bo nigdzie nie pracuje na stałe. Przedtem miał własną firmę, zajmował się układaniem kostki brukowej, ale splajtował, jak twierdzi. Teraz w sezonie letnim pracuje u konkubiny, która ma taką samą firmę. Ima się innych robót. Pomaga mu ojciec i konkubina. Utrzymuje kontakty z dziećmi, córka często do niego przychodzi.
- Ale w styczniu złożyłem do sądu wniosek o obniżenie alimentów. Nie mam z czego płacić 700 złotych i jeszcze dorabiać komornika - twierdzi Andrzej.

* * *

Marian rozwiódł się z żoną w 1985 roku. Ona wniosła pozew o rozwód. Od początku lat 90. Marian mieszka w Danii. Żona została w Ostrołęce. Marian ma własną rodzinę - żonę i dziecko. Od dwóch lat procesuje się z byłą żoną o alimenty. Sprawy też zaczęły się od wakacji. Marian zapraszał synów do Danii. Byli u niego po raz pierwszy w 1996 roku, potem w następnych latach. Ostatni raz, w 1999 roku był tylko starszy syn, Adam. Marian twierdzi iż umówił się z żoną, że za czas pobytu chłopców w Danii alimenty zostaną wstrzymane. Ale żona potem wniosła sprawę o wyrównanie alimentów za wakacje. Sąd Rejonowy w Ostrołęce uznał, że umowa ustna nie obowiązuje i że alimenty należy zapłacić. Sąd Okręgowy, do którego odwołał się Marian, zaproponował ugodę. Sprawa wciąż jest w toku.
W 2001 roku Marian złożył wniosek do sądu o zwolnienie z obowiązku alimentacyjnego wobec starszego syna.
- Adam w maju 2000 roku zdał maturę w technikum ekonomicznym. Ma fach w ręku. Jest zdolny do pracy. Był zarejestrowany w biurze dla bezrobotnych. Uważam, że wraz z końcem nauki moja powinność finansowa wobec niego także ustaje - mówi Marian.
Sąd przychylił się do wniosku ojca i w marcu 2001 roku orzekł wygaśnięcie obowiązku alimentacyjnego. Jednakże w październiku tego samego roku Adam zdał na studia dzienne, podjął też dodatkowo naukę na studiach zaocznych. Matka złożyła do sądu wniosek o przywrócenie alimentów i sąd tym razem przychylił się do wniosku matki. Od października 2002 roku Marian płaci znów na obu synów - w sumie 800 złotych miesięcznie. Wciąż jednak uważa, że nie miał obowiązku płacenia alimentów na Adama po zdaniu przez niego matury. Matka argumentuje, że syn tuż po maturze wyjechał do Anglii, by uczyć się angielskiego. Chodził tam do szkoły, co potwierdza zaświadczenie. Matka twierdzi, że wydała na tę zagraniczną naukę 10 tys. złotych.
- Studia za granicą to luksus, za który ja nie mam obowiązku płacić. Proponowałem Adamowi studia w Danii, nie zgodził się. Pojechał do Anglii, podobno do szkoły. Jak się jednak dowiedziałem, m.in. w Ambasadzie Wielkiej Brytanii i w szkole, do której rzekomo uczęszczał Adam, wbrew temu co twierdzi jego matka, prawie wcale do szkoły nie chodził. Wyłudził zaświadczenie, na podstawie którego z kolei wyłudzał pieniądze ode mnie. Zaświadczenie, wystawione w grudniu 2000 roku stwierdza, że był uczniem szkoły od maja 2000 roku do czerwca 2001 roku. A on już w marcu był w Polsce, a co robił w Anglii przez kilka miesięcy, nie wiadomo. Uważam, że moja była żona kłamała przed sądem, a co bardziej bolesne, mój syn także. Napisałem w związku z tym do Prokuratury Rejonowej w Ostrołęce doniesienie o popełnieniu przestępstwa przez byłą żonę i syna. Przedtem jednak napisałem list do syna. Prosiłem o rzetelne wyjaśnienie całej sprawy - mówi Marian.
Prokuratura znamion przestępstwa nie dostrzegła i umorzyła śledztwo w sprawie składania fałszywych zeznań. Sąd Rejonowy utrzymał to postanowienie w mocy. Marian czuje się krzywdzony nie tylko przez byłą rodzinę, ale także przez sądy i prokuratury.
- Ostrołęckie sądy badają sprawy bardzo powierzchownie. Nie wnikają w dowody, w dokumenty. Nie rozumiem, jak sąd może utwierdzać młodego człowieka w przekonaniu, że kłamstwo popłaca. Żal mi moich synów, bo matka i prawo ich demoralizują - uważa Marian.
Boli go ponadto fakt, że była żona zastrasza synów, zakazuje im kontaktów z ojcem, podjudza do nienawiści.
- Rozwodu nie chciałem. Kochałem żonę, ale ona mnie nie. I to niczyja wina. Gdy chłopcy byli mali, pisali do mnie listy, kontaktowaliśmy się telefonicznie, wysyłałem paczki. Od kilku lat nie utrzymujemy kontaktów. I bardzo mi tego brakuje - wyznaje Marian.
"Tato, tato, co Ci dam. Jedne serce, które mam. A w tym sercu róży kwiat. Tato żyj 100 lat" - pisał młodszy Marek w liście do ojca w 1991 roku. A pod życzeniami są prośby o nowe gry komputerowe, wideo, okulary do pływania.
- Brat zawsze spełniał życzenia synów - mówi siostra Mariana, która na miejscu jest pełnomocnikiem jego spraw. - Ciągle przysyłał paczki. Kupił komputer, kupował zabawki. Nigdy niczego im nie odmawiał. A im ciągle było mało. Teraz zaś w ogóle się od niego odwrócili. On bardzo to przeżywa, czuje się wykorzystany, oszukany. Zrozumiał, że synowie traktują go tylko jak źródło pieniędzy, a nie jak bliską osobę, która chce z nimi utrzymywać kontakt. Brat z tego wszystkiego się rozchorował na nerwy.

One - płakały kiedyś

Katarzyna, była żona Andrzeja, otwiera grubą teczkę z napisem "sprawa rozwodowa". Ręce jej się trzęsą ze zdenerwowania.
- Czego on ode mnie jeszcze chce? - pyta samą siebie. - Wykorzystał mnie do granic możliwości i okradł. W kwietniu 1999 roku wzięłam 5 tysięcy złotych kredytu ze swojego rachunku bankowego na wsparcie jego firmy, którą pomagałam mu założyć. A on w lipcu wystąpił o rozwód. Znalazł sobie panienkę z dzieckiem. Wyniósł z mieszkania co się dało, nawet ocet z lodówki. Zabrał kuchenkę mikrofalową, telewizor, magnetowid, regał, samochód żuk i wiele innych rzeczy. Zostawił mnie z niespłaconym kredytem i zadłużonym mieszkaniem. Mieszkanie kupili mi rodzice, ale przez wiele miesięcy nie płaciliśmy czynszu, bo wszystko szło na jego firmę. Z nauczycielskiej pensji musiałam potem to wszystko spłacać. Zarabiałam wówczas 1000 złotych i na życie dla dzieci po spłaceniu długów i czynszu zostawało mi niespełna 100 złotych. Wyłudzałam, tak to można nazwać, pieniądze od rodziców. Pomagały mi również przyjaciółki. Sama nie wiem, jak udało nam się przeżyć. Ale przynajmniej byłam szczęśliwa, że mam spokój. Nie płaczę po nocach, nikt mnie nie bije - Katarzyna pokazuje zaświadczenia z obdukcji o pobiciach przez byłego męża. - Jak on ma odwagę jeszcze się skarżyć - nie może pojąć.
Na temat wakacji, jak twierdzi, żadnej umowy w sprawie alimentów nie było.
- Zostawił mnie z takimi długami. Jak ja mogłam darować mu jeszcze jakiekolwiek pieniądze, kiedy nie mieliśmy za co żyć? To wymysł - mówi. - A o kontakty z dziećmi bardziej zabiega jego matka niż on sam. I ona opiekowała się nimi podczas wakacji, nie on. Dzieci były u babci w sierpniu 2000 roku. Za sierpień przysłał mi więc tylko 250 złotych z należnych 560. Upominałam się o resztę przez cały rok. Obiecał zapłacić, więc czekałam. Ale potem jeszcze raz obciął sobie alimenty o 100 złotych. Wtedy złożyłam pismo do komornika. I nie wycofam tego wniosku, bo nie mam gwarancji, że będzie płacił alimenty. Prawie nigdy nie płaci w terminie. Przeważnie z kilkudniowym opóźnieniem. Jest po prostu nieodpowiedzialny. A ja muszę nakarmić dzieci i zapewnić im pełną opiekę. Wniosek do kuratora to nie jest moja złośliwość, ale życiowa konieczność. Nieprawdą jest, że on nie ma dochodów. Firmę, którą razem tu zakładaliśmy i za którą ja spłacałam pożyczkę, przepisał na konkubinę. Ale pracować chyba w niej może - mówi Katarzyna.

* * *

Anna, była żona Mariana, nie dziwi się specjalnie skargą do gazety byłego męża.
- On bez przerwy nas nęka różnymi pismami sądowymi, różnymi zarzutami. Ciągle ma do mnie pretensje, że dzieci nie odbierają telefonów od niego i paczek. A co mają odbierać, jak ani paczek, ani telefonów nie ma. Wymyśla sobie różne rzeczy. Zawsze był bardzo podejrzliwy. Nie dało się z nim po prostu żyć. Przed rozwodem, gdy byliśmy badani w ośrodku diagnostyki rodziny, stwierdzono u niego "osobowość z cechami psychopatycznymi, wyraźnie agresywną, ze skłonnością do pieniactwa, dużą zachłanność zarówno w sprawach materialnych jak i posiadania uczuć innych osób, skłonność do mówienia nieprawdy. Osoby takie nie są zdolne do autentycznych uczuć wobec otoczenia" - cytuje opinię psychologa Anna. U niej także stwierdzono wówczas rozchwianą osobowość, tendencję do depresji i brak cech, które mogą łagodzić konflikty. Rozwód orzeczono z winy Mariana.
- Wniosek o rozwód złożyłam w 1983 roku. Adam miał wtedy półtora roku. Byłam w drugiej ciąży. Sąd odroczył sprawę, sugerując, że może po urodzeniu drugiego dziecka sytuacja się unormuje. Ale nic się nie zmieniło. Mąż, kiedy chodziłam w ciąży pobił mnie tak, że przez pół roku byłam głucha. Bałam się, że dziecko nie będzie zupełnie zdrowe. Marian, odwrotnie niż inni - agresywny był na trzeźwo. Kiedy wypił, przepraszał mnie, przyznawał się do tego, że robi nam krzywdę. Pił rzadko. Więc na co dzień przechodziliśmy piekło. Po badaniu psychologa zrozumiałam, że tak będzie już do końca życia. I tak jest. Ja chciałam, żeby on na rozwodzie zrzekł się rodziny, żeby o nas po prostu zapomniał. Nie chciałam żadnych kontaktów, żadnych alimentów - mówi Anna. Ale jednak regularnie występuje o podwyżkę alimentów. Marian na początku płacił po 220 złotych, teraz po 400 złotych. Kolejnego wniosku o podwyżkę sąd nie uwzględnił.
- Mąż dziećmi na początku w ogóle się nie interesował. Kiedy chłopcy byli starsi, zaczął się z nimi spotykać. Kiedy mieszkał jeszcze w Polsce, zabierał ich na soboty albo niedziele. Zawsze wracali zbuntowani przeciwko mnie. Krzyczeli na mnie i pluli. Byłam przerażona. Potem kilka razy zaprosił ich do Danii. Ale po pierwszym dziesięciodniowym pobycie odliczył sobie alimenty za trzy miesiące. Nie godziłam się na to. Nie dawałam rady utrzymywać dwóch dorastających chłopców ze skromnej, urzędniczej pensji. Pozostałe alimenty też zresztą płacił nieregularnie. W tej chwili ma ponad dwa tysiące złotych zaległości. Nie możemy z tego zrezygnować. Nie stać nas. On płacze, że nie ma na alimenty, ale ma pieniądze na najlepszych adwokatów, na wyjazdy do Anglii, żeby sprawdzać czy Adam tam się uczył. Do nikogo nie ma zaufania. Od początku taki był. Może to skutek tego, że wychowywał się w domu dziecka i zawsze miał poczucie krzywdy - zastanawia się Anna.
Zraziła się do mężczyzn bardzo. Dwa lata temu kolega z pracy namówił ją, by wystartowała w telewizyjnej "randce w ciemno". Nie chciała, ale znajomi nie dali żyć: co ci szkodzi, w najgorszym wypadku wystąpisz w telewizji. A może spotkasz kogoś ciekawego. Wygrała tę randkę. Wyjechała na wycieczkę do Sztokholmu. - Ale partner, który mnie wybrał, okazał się bardzo podobny do mojego męża. Nerwowy, mrukliwy. Przestraszyłam się. Nawet zresztą, gdyby trafił mi się w tej randce jakiś bardziej sympatyczny mężczyzna, bałabym się zaryzykować. Przeszłam już swoje. Wolę być sama z dziećmi - mówi Anna.
Marek i Adam przyznają, że wakacje u ojca bywały przyjemne. Zwłaszcza te w 1997 roku, gdy zabrał ich na wycieczkę do Paryża. Na jeden dzień tylko, ale zobaczyli wieżę Eiffla i Łuk Triumfalny z nazwą Ostrołęki pośród innych miast.
- Ja w 1999 roku podczas pobytu u ojca znalazłem sobie pracę. Zarobiłem trochę, ale tata wszystko ode mnie pożyczył. Przysłał mi potem te pieniądze na urodziny. I balona. Kiedy byliśmy mali, tęskniliśmy do ojca. Unikaliśmy w szkole mówienia na temat rodziny. Ale teraz nie chciałbym raczej utrzymywać z nim kontaktów. Zawsze nastawiał nas przeciwko mamie. Naubliżał mi w sądzie. Cały czas szarga naszą rodzinę. To nie jest w porządku - uważa Adam. Ale alimenty chce dostawać. - Przecież żyję. I uczę się - mówi, choć w tej chwili na studiach dziennych, korzysta z urlopu dziekańskiego, studiuje natomiast nadal zaocznie.

Rodziny na wokandzie

Uwaga czytelnicy

Imiona bohaterów tekstu oraz niektóre fakty zostały zmienione.
W papierowym wydaniu z 8 kwietnia sędzia rodzinny Andrzej Piersa tłumaczy wedle jkich zasad wyznaczane są alimenty.

Sprawy obu ojców toczą się na wokandzie sądów, prowadzone są też przez komornika.
- Wierzyciel, czyli w przypadku pana Andrzeja matka jego dzieci, jest gestorem postępowania komorniczego. Matka złożyła wniosek o egzekucję alimentów i tylko ona może ten wniosek wycofać - mówi Iwona Zacharek, komornik sądowy. - Pan Andrzej zresztą cały czas wprowadzał mnie w błąd. Udawał, że zmienia miejsca zamieszkania. Musiałam z pomocą policji ustalać jego adres zamieszkania i zatrudnienia. Nie stawia się na wezwania. Nie płaci alimentów w terminie. Żona nie chce wycofać wniosku o egzekucję, więc ja jestem zobowiązana do egzekwowania należności wobec dzieci. Chyba, że on dojdzie do porozumienia z żoną. Żona może wycofać wniosek, ale z praktyki wiem, że na ogół po dwóch, trzech miesiącach te wnioski składane są ponownie. Zdarzają się też, chociaż bardzo rzadko przypadki, że sąd obciąża kosztami egzekucji komornika wierzycielkę, gdy okazuje się, że jej wniosek był bezzasadny. Tego przypadku to nie dotyczy.
W kancelarii komornika jest w tej chwili prowadzonych 800 spraw alimentacyjnych. Większość alimentów ściąganych jest przez ZUS, bo przy obecnym bezrobociu wielu dłużników nie ma żadnych źródeł dochodów. Ale zdarzają się też dobrze sytuowani ojcowie, którzy za wszelką cenę starają się uniknąć płacenia alimentów.
Sąd Rejonowy w Ostrołęce oddalił skargę Andrzeja na czynności komornika.
- Skarga dotyczyła całokształtu czynności komornika. Pan Andrzej żądał wycofania egzekucji. Sąd natomiast może rozpatrywać tylko skargi na konkretną czynność komornika - wyjaśnia Grzegorz Zabielski, przewodniczący I Wydziału Cywilnego Sądu Rejonowego w Ostrołęce. - Pan Andrzej złożył skargę pół roku po otrzymaniu decyzji o egzekucji komorniczej. Termin złożenia w sądzie zażalenia od tej egzekucji upłynął w ciągu 7 dni od daty otrzymania powiadomienia o wszczęciu postępowania egzekucyjnego. Skarga więc złożona była długo po terminie i nie mogliśmy jej uwzględnić. Wniosek o egzekucję może wycofać tylko wierzycielka. Albo dłużnik, czyli pan Andrzej na drodze sądowej, ale wtedy musi wpłacić do kasy komornika jako depozyt równowartość półrocznych alimentów tytułem zabezpieczenia. Dłużnik może też skarżyć każde oddzielne postępowanie komornika, jeżeli uważa je za bezzasadne - informuje sędzia Zabielski.
- Pan Andrzej nie ma podstaw do takich skarg, bowiem nie płaci alimentów w wyznaczonym terminie. Każde, nawet jednodniowe spóźnienie daje wierzycielom podstawę do wszczęcia postępowania komorniczego - uważa Iwona Zacharek.
Janusz Sęk, adwokat Mariana, widzi podstawy do ponownego wszczęcia sprawy o wygaśnięcie obowiązku alimentacyjnego za okres nauki Adama w Londynie.
- Jednakże skoro prokuratura umorzyła w tej sprawie śledztwo, sąd podtrzymał w mocy stanowisko prokuratury, uzyskanie wyroku satysfakcjonującego ojca będzie trudne. Niezależnie od tego mój klient może w tej chwili ubiegać się tylko o obniżenie alimentów ze względu na zmianę sytuacji rodzinnej, zawodowej i zdrowotnej - uważa adwokat.
Alimenty muszą płacić ojcowie i wiedzieli o tym, kiedy odchodzili od rodzin. Żony deklarują, że najchętniej zapomniałyby o istnieniu byłych mężów, ale nie o alimentach. W rezultacie na wokandy trafiają emocje, które trudno ująć w paragrafy.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki