Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Rzeźby nie komercyjne, ale doskonałe

Anna Suchcicka
Andrzej Staszewski chce robić rzeźby doskonałe
Andrzej Staszewski chce robić rzeźby doskonałe Fot. A. Suchcicka
Pod jego dłońmi kloce drewna nabierają życia. Rodzą się ptaki-dziwaki, Żydzi, baby w chustach i czarownice. Każda figurka to cząstka ducha artysty.

Andrzej Staszewski chce robić rzeźby doskonałe

(fot. Fot. A. Suchcicka)

- Powinienem rzeźbić same głowy, bo czasu nie starcza, by całą formę ukształtować doskonale - twierdzi Andrzej Staszewski, rzeźbiarz z Krajewa Wielkiego.

Rzeźbi od dziecka

- Nie pamiętam swojej pierwszej rzeźby. Ale tworzyłem od zawsze. W ten sposób uciekałem w swoje światy. Najpierw lepiłem z gliny, potem rzeźbiłem ptaki. Takie normalne ptaszki, ale fantastycznie ubarwione - wspomina Andrzej Staszewski.
- Jest pan także rolnikiem? - pytam. - Przede wszystkim czuję się artystą. Ale wszelki rozum, jaki dał mi stwórca, przyszedł przez naturę. Dlatego czasem trzymam zbędne rzeczy i hoduję zwierzęta, które nie przynoszą korzyści, ale dają mi natchnienie - odpowiada dyplomatycznie.

Walczę o rzeźby doskonałe

Andrzej Staszewski urodził się w miejscowości Ulatowo-Gać nieopodal Krzynowłogi Wielkiej. Obecnie mieszka w Krajewie Wielkim. Co tydzień pakuje swoje dzieła do torby i wyrusza do miasta. Przygarbiona postać wsparta na lasce zakończonej skrzydłami ("To anioł chrześcijaństwa oddający pokłon bogowi. Modli się jak pierwsi chrześcijanie, z podniesionymi dłońmi otwartymi ku górze. W ten sposób otrzymuje łączność ze stwórcą" - wyjaśnia artysta) wędruje po korytarzach urzędów oferując swoje drewniane dzieci.
W dniu 40. urodzin 31 stycznia 2001 roku Andrzej Staszewski otrzymał za swoją twórczość Order Senacki z rąk marszałka Senatu. Nagroda nie dała jeść. Staszewski nadal pracuje w nieogrzewanym pomieszczeniu, w którym nie tylko woda, ale i bejca na spirytusie zamarza. Dlatego też zimą jego prace tracą kolory.
- A drewno do rzeźbienia mam tylko dzięki przyjaciołom. Może łatwiej byłoby z pieniędzmi, gdybym robił jakiś komercyjny gatunek. Ale ja nie chcę, walczę by robić rzeźby doskonałe - mówi Staszewski, który nie kryje, że w kwestii materialnej dużo mu brakuje do normalności: - Nie marzę o bogactwach i za nic w świecie nie chciałbym być bogaczem. Natomiast chciałbym mieć zapewniony byt. Chodzi o rodzinę, o twórczość... Miałem plany dotyczące rzeźby, ale niestety proza życia jest inna. Mógłbym narzekać, ale nie o to chodzi. Myślę, że będzie dobrze, że jakoś się ułoży. Narzekaniem niczego nie osiągnę.

Robię z ducha

We wtorek 3 lutego Staszewski przywiózł do miasta metrowego władcę ptaków.
- To raczej jakiś ptasi przywódca, bo na króla on nie wygląda. Chociaż poza parawanikiem tej śmieszności i dobroduszności jest i pewne dostojeństwo - tłumaczy artysta i wyjawia, że swoją twórczością chciałby zapełniać luki. - Zarzuca mi się, że rzeźbię żydów. Ja myślę, że w ten sposób zapełniam lukę w naszej kulturze. Przecież oni tu byli. Że nigdy ich nie widziałem? Ale duch, który jest we mnie, mógł być w innym ciele i żyć w Izraelu. On widział Żydów, a ja robię z ducha.
Twarze ożywiane dłutem rodzą się w głowie artysty - przez całe życie.
- Potem dokonuję pewnej obróbki w swoim komputerze, czyli w głowie. Ale nie jest tak, że sięgam po kawałek drewna i od razu widzę, co ten kawałek w sobie kryje. Niemal wszystkie pierwsze ruchy rąk wykonuję podświadomie. Nie opieram się o myślenie, tylko o podświadomość. I trafiam - wyjaśnia.
Rzeźbiarz z Krajewa pragnie przedstawiać dobre postacie. Uważa, że samo patrzenie na pozytywnych ludzi - nawet tych z drewna - daje radość, prawdziwe ukojenie i spokój.
- Prawda to Bóg i ja chcę Boga w prawdzie wyrzeźbionej pokazać - mówi. Co w takim razie w boskiej armii Staszewskiego robią czarownice? - Nikomu nie ubliżam. Czarownice to krytyka. Wierząc w czarownice dajemy jej moc władczą. Nasza wiara czyni medium szatana nie z niej, a z nas - tłumaczy.
Z figurkami Staszewskiego szybko się zaprzyjaźniamy. Czasem wybucha miłość od pierwszego spojrzenia albo od pierwszego dotyku. Frasobliwe Chrystusy, roześmiane baby i zafrasowani Żydzi stoją w wielu przasnyskich domach. Tymczasem ich twórca żyje od figurki do figurki. I jest szczęśliwy, gdy z miasta może przywieźć dla żony i trójki dzieci chleb.
- To nie sprzedawanie. Sprzedawanie to określona zasada sprawiedliwa obustronnie. Jeśli kupują ode mnie, to z litości, wiedzą - że potrzebuję na życie. Tego nie można nazwać handlem. To żebractwo, chodzenie po prośbie, ale z godnością, z honorem - uważa artysta.
Andrzej Staszewski jest twórcą, który żyje, a raczej usiłuje żyć, wyłącznie ze swojej sztuki. Mecenat artystom jest potrzebny. Można zacząć prozaicznie - bo Staszewskiemu brakuje nawet drewna. A artysta najchętniej rzeźbi w topolowych pniach - drzewach uważanych za chwasty i hurtowo wycinanych w miastach. Na pieniądze i realizację czeka także pomysł na witacze - drewniane przaśniki, które stanęłyby na drogach wjazdowych do powiatu przasnyskiego.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki