Ruchome niemieckie piaski i jądrowa reakcja Dudka. Widowisko bolesne jak atak wyrostka

Piotr Olkowicz
Patryk Dudek
Patryk Dudek fot. Adam Jastrzebowski
Udostępnij:
We wschodnich landach Niemiec po staremu. Tor nie bardzo nadawał się do jazdy, a podium znowu było biało-czerwone.

Nowi organizatorzy cyklu SGP świętują. Przebrnęli najprawdopodobniej najtrudniejszy dla nich odcinek tegorocznej rywalizacji o Indywidualne Mistrzostwo Świata. Po turnieju sprzed tygodnia, który odbywał się w Pradze, w sobotę byliśmy świadkami kolejnej sytuacji, jaka nie powinna mieć miejsca. Zawody okupione bólem, cierpieniem i zgrzytaniem zębami można spuentować tylko jedną refleksją – chyba nie taka miała wyglądać reklamowana na sztandarach „nowa era speedway’a”. Całe szczęście, że festiwal upadków i walki zawodników o bezpieczne wyjechanie ze stadionu zakończył się podobnie, jak ostatnie przedcovidowe zamagania w Teterow w roku 2019, czyli odegraniem Mazurka Dąbrowskiego na koniec oraz zajęciem dwóch najwyższych miejsc na podium przez naszych reprezentantów.

Najbardziej z SGP Niemiec zapamiętamy wątek medyczny. Otóż heroiczną walkę w swoim trzecim biegu mocnym uderzeniem w okolice, które dla mężczyzny są najbardziej wrażliwe, przypłacił jadący od początku zmagań błyskotliwie Patryk Dudek. To, że podczas ataku na Leona Madsena pogięły i uszkodziły się elementy jego motocykla nie było wcale najważniejsze. Większe znaczenie miało to, że już podczas wyścigu „Duzers” dokonywał pierwszych, wtedy jeszcze nieśmiałych, oględzin wydolności swojej pachwiny i okolic podbrzusza. Zanim zjechał do parku maszyn po tym wyścigu wyglądał na gościa, który bardziej myśli o udaniu się do najbliższego szpitala w związku z podejrzeniami ataku wyrostka robaczkowego, niż o szarpaniu się w dalszym ciągu na paskudnym, zdradliwym i piekielnie wymagającym w ujeżdżaniu owalu.

Po raz kolejny okazało się jednak, że żużlowcy to bardzo dziwni ludzie. Oni im mają trudniej i bardziej ich boli, potrafią często wykrzesać z siebie trudne do przewidzenia pokłady witalności i determinacji. W takim schemacie zafunkcjonował rzeczony Dudek. Pomimo zabiegów chłodzących nazbierał tyle punktów, że wygrał turniej eliminacyjny i mógł wybrać sobie wymarzone wewnętrzne pole startowe na półfinał, a po jego bezapelacyjnym wygraniu, powtórzył swój tok myślowy przed wielkim finałem. Z podobnym skutkiem!

Dla Patryka, który w SGP przejechał już wcześniej cztery pełne sezony, zdobywając po drodze tytuł wicemistrza świata w roku 2017, były to jednak dopiero trzecie wygrane zmagania w serialu SGP. Ciągle słabo zważywszy na fakt, że facet będzie miał już za kilka dni „trójkę” z przodu.

Rehabilitacja Dudka zajmującego dotychczas miejsce na szarym końcu klasyfikacji przejściowej cieszy niezmiernie, natomiast największym beneficjentem godnej pożałowania walki o przeżycie na torze jest jednakowoż nasz główny kandydat do mistrzostwa, Bartosz Zmarzlik.

On również w trakcie zawodów miał mocno zmarszczone czoło kombinując, jak osiągnąć długofalowe cele bez narażania się na nadmierne niebezpieczeństwo. Ostatecznie wyszło wspaniale, gdyż dzięki mądrości i doświadczeniu nasz dwukrotny czempion doturlał się do wielkiego finału, a zajęcie bezpiecznej drugiej lokaty za plecami dobrego kolegi „Duzersa” dało mu zwiększenie przewagi w klasyfikacji nad drugim Maciejem Janowskim do 11-u oczek.

„Magic” rozpoczął rewelacyjnie od zwycięstwa, a potem z minuty na minutę gasł w oczach. Półfinały były tym razem za daleko. Podobne przebłyski stały się udziałem ostatniego z naszych reprezentantów Pawła Przedpełskiego, choć ten angażując się ambitnie w pogoni za kolejnymi punktami nie ustrzegł się lądowania na plecach, choć było ono bardziej wynikiem zażartej rywalizacji niż stanem toru w sensie stricto.

Bohaterem wieczoru najbardziej odpornym na zdradliwe meandry nawierzchni okazał się Brytyjczyk Dan Bewely. Wychowany na przeróżnie przygotowywanych angielskich torach Rudzielec, najmniej robił sobie z niebezpieczeństw czyhających w niemieckim owalu i zajął drugie miejsce za plecami Dudka w turnieju fazy zasadniczej. Przy wyborach pól startowych poniosła go lekko fantazja i choć w drugim półfinale wybierał pierwszy i stanął dumnie na białym kawałku podłogi, to decyzja okazała się względem korzystnego startu mocno chybiona. Do pierwszego w życiu wielkiego finału dostał się za to jego kolega z reprezentacji Robert Lambert. Chociaż w zawodach jechał w stylu mocno szarpano-improwizacyjnym, do finału dostał się przywożąc w półfinale za plecami swoimi i Dudka starszego kumpla z kadry, mocno wówczas rozkręconego Taia Woffindena.

Największym rozczarowaniem niemieckich zawodów był człowiek z czuba klasyfikacji Mikkel Michelsen. Duńczyk jechał w pierwszej fazie zawodów jak sparaliżowany. Wolno, bezbarwnie i nieskutecznie. Dopiero w swoim ostatnim starcie wyskoczył energetycznie na pierwszym łuku, podrażniony, jakby kręcąca się po parku maszyn niemiecka zawodniczka Celina Liebmann, która tydzień temu z dziką kartą podczas zmagań najlepszych juniorów świata na podobnie trudnym torze w Pradze zawstydziła kilku rówieśników, powiedziała mu – wiesz co, już ja bym lepiej tu „latała”.

Spodziewanego sensacyjnego wyniku nie „zrobił” w Teterow jadący z dziką kartą Kai Huckenbeck. Kiedy po trzech seriach miał na koncie sześć oczek i wydawało się, że kontroluje przebieg wypadków, nagle w swoim czwartym podejściu wjechał w taśmę. Zrobił tym niemiłego psikusa żywiołowo reagującej niemieckiej publiczności, by „dobić” ją fatalnym startem w jego ostatnim biegu i szybko czmychnąć pod prysznic.

Pointa z tegorocznego zlotu elity w Teterow jest jedna. To nie powinno tak wyglądać. Tak, że doświadczeni zawodnicy, byli mistrzowie świata, spadają targani warunkami torowymi z motocykli, jak kukły zdmuchnięte wiatrem. Albo zamykający gaz, żeby tylko ukończyć męczarnie, jak wyraził się Bartosz Zmarzlik, w obawie przez odniesieniem kontuzji. A przecież wystarczyło „tylko” w obawie o nawierzchnię toru używanego sporadycznie, raz czy dwa razy do roku, zlecić lokalnym organizatorom pewne działania prewencyjne, chociażby dwa tygodnie czy miesiąc temu.

Całe szczęście na następnym spotkaniu elity za trzy tygodnie w Gorzowie nie będzie już jaj. Tam Dudek, a przede wszystkim Zmarzlik mogą z pomocą kolegów postarać się w końcu o zapewnienie kibicom żużlowego „entertainmentu”. Może w końcu przez duże „E”!

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

miejsce #1

EcoBike

Ecobike X City Cappuccino 28 2022

6 699,00 zł6 199,00 zł-7%
miejsce #2

Esperia

Esperia Rubino Grafitowy 28 2022

5 999,00 zł
miejsce #3

Skymaster

Skymaster Energy Eco Ciemnozielony 28 2022

2 799,99 zł
miejsce #4

Esperia

Esperia E250 Lione Czarny Zielony 28 2022

4 299,00 zł
miejsce #5

MBM

MBM E1200 Karios U16 Czarny 27.5 2022

12 599,00 zł
Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Ruchome niemieckie piaski i jądrowa reakcja Dudka. Widowisko bolesne jak atak wyrostka - Sportowy24

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Tygodnik Ostrołęcki
Dodaj ogłoszenie