Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Rozpoczął się proces nauczyciela oskarżonego o łapówki

Jacek Pawłowski
Piąta próba rozpoczęcia procesu nauczyciela oskarżonego o wymuszanie łapówek od uczniów okazała się skuteczna. We środę 26 marca Sąd Rejonowy w Ostrołęce rozpoczął przewód sądowy w sprawie Tadeusza G., nauczyciela Zespołu Szkół Zawodowych nr 2 w Ostrołęce.

Nim doszło do otwarcia przewodu sądowego, jeden z obrońców oskarżonego zażądał, aby sąd sprawdził czy obserwujący rozprawę dziennikarze mają urządzenia nagrywające, ponieważ, jak stwierdził, na poprzednich rozprawach takie urządzenia były włączane bez zgody sądu. Nie podał konkretnie na których rozprawach i kto z dziennikarzy włączał urządzenia do nagrywania. Faktem jest, że kodeks postępowania karnego mówi wyraźnie, iż nagrywanie, fotografowanie i filmowanie rozpraw wymaga zgody sądu.
Dziennikarz TO złożył wniosek do sądu o zgodę na fotografowanie i nagrywanie. Skład orzekający nie zezwolił jednak na to. Przewodnicząca składu orzekającego, sędzia Joanna Mameła zażądała wyniesienia i zdeponowania w sądowej portierni wszystkich urządzeń rejestrujących.
Prokurator Tomasz Mierzejewski w jedenastu punktach aktu oskarżenia opisał przypadki zmuszania uczniów do wręczania łapówek w zamian za zaliczenia prowadzonych przez siebie przedmiotów, które to przypadki - według oskarżyciela - miały miejsce w latach 2001-2002.
Oskarżony nie przyznaje się do winy. Odmówił składania wyjaśnień i odpowiedzi na pytania oskarżyciela, sądu i obrońców. W tej sytuacji sąd odczytał zeznania oskarżonego ze śledztwa.

Co zeznał Tadeusz G.

W śledztwie Tadeusz G. zeznał, że uczniowie, od których miał (wg aktu oskarżenia) wymuszać łapówki, byli słabymi uczniami, w dodatku często opuszczającymi zajęcia. Jeden z uczniów był zagrożony oceną niedostateczną, bardzo prosił o zaliczenie. Zobowiązał nauczyć się materiału w czasie wakacji, ale przestał się odzywać. G. miał dzwonić do niego dwukrotnie, ale uczeń zbywał go brakiem czasu. Trzej inni uczniowie byli, zdaniem G., przepuszczani z klasy do klasy tylko dlatego, że siedemnastoosobowej klasie groziło rozwiązanie, jeżeliby trzech uczniów zostało skreślonych z listy. Uczniowie, którzy zeznawali przeciw swojemu nauczycielowi, według Tadeusza G. oddawali na sprawdzianach czyste kartki, nie prowadzili zeszytów, z powodu licznych nieobecności nie mieli wyznaczonych prac dyplomowych.
Jeden z uczniów Tadeusza G. oddał na sprawdzianie czystą kartkę. Potem twierdząc, że nie rozumie materiału, poprosił o wyjaśnienie.
"Potraktowałem to jako korepetycje - tłumaczył oskarżony w śledztwie - i zapytałem ile ma pieniędzy. Nie umawialiśmy się na termin ani na kwotę". Uczeń znowu 9 kwietnia przyszedł do nauczyciela i powiedział, że ma pieniądze, przyniósł 250 zł. Gdy rozmowa zaczęła dotyczyć terminu korepetycji, uczeń wybiegł z pomieszczenia. Tadeusz G. poszedł za nim, a za drzwiami stała już policja.

...i świadkowie

W czasie pierwszej rozprawy sąd przesłuchał troje świadków: dwóch byłych uczniów Tadeusza G. i matkę jednego byłego ucznia, który obecnie przebywa za granicą. Pozostali świadkowie nie stawili się do sądu. Wszyscy troje obecni na ubiegłotygodniowej rozprawie świadkowie zeznali przed sądem, że nauczyciel uzależniał postawienie pozytywnej oceny od pieniędzy i że przekazywali mu kwoty 300-400 zł, czasami więcej niż jeden raz.
Świadkowie mylili się w zeznaniach. Podawali w sądzie inne wersje wydarzeń niż wcześniej w śledztwie, mieli kłopoty z datami, co skrzętnie wytykali adwokaci Tadeusza G. Prokurator zgłosił sprzeciw wobec pytania mecenasa Stanisława Podmostki. Adwokat pytał jednego z byłych uczniów, czy nie było przypadkiem tak, że gdy świadek usłyszał, iż nielubiany nauczyciel trafił do aresztu, to przyłączył się do obciążających zeznań. Prokurator uznał to pytanie za sugerujące odpowiedź, a sędzia uchyliła pytania obrońcy.
Kolejną rozprawę sąd wyznaczył na 25 kwietnia.

Zawód zaufania

"Tygodnik Ostrołęcki" złożył jeszcze jeden wniosek w czasie pierwszej rozprawy. Poprosiliśmy o zwolnienie prasy z przestrzegania zakazu publikacji danych osobowych i wizerunku oskarżonego. Sąd ma taką możliwość na podstawie art. 13. paragraf 3 prawa prasowego. Złożyliśmy taki wniosek, ponieważ naszym zdaniem sprawa Tadeusza G. położyła się cieniem na całym środowisku nauczycielskim Ostrołęki i wywołała niepotrzebne nadinterpretacje opinii publicznej typu, że "nauczyciele to łapówkarze", "nie zapłacisz, nie zdasz" i inne. Atmosfera, która powstała wokół sprawy Tadeusza G., naszym zdaniem, niepotrzebnie postawiła w negatywnym świetle większość nauczycieli, którzy na co dzień od lat sumiennie i uczciwie wykonują swoje obowiązki. Dokładne określenie, kto jest oskarżonym, w naszym przekonaniu sprowadziłoby sprawę do właściwych rozmiarów jednostkowego problemu i nie naruszało jednej z podstawowych zasad procesowych, czyli zasady domniemania niewinności. Wszak w jednej z naszych wcześniejszych publikacji na ten temat podkreślaliśmy, że postawienie Tadeusza G. w stan oskarżenia nie przesądza jeszcze o jego winie. Na podstawie materiału dowodowego i zeznań świadków, ale też biorąc pod uwagę argumenty obrony, sąd ma ustalić, jak było naprawdę. Sąd kieruje się m.in. zasadą swobodnej oceny dowodów, zasadą, że trzeba udowodnić winę, a nie niewinność i że wszelkie, nie dające się rozstrzygnąć wątpliwości, przemawiają na korzyść oskarżonego (patrz TO nr 72/2002).
Sąd nie przychylił się do naszego wniosku. Przewodnicząca składu orzekającego uzasadniła tę decyzję jednym zdaniem: "Mam przykre doświadczenia z prasą".
Szanujemy werdykt składu orzekającego i będziemy go przestrzegać. Na postanowienie sądu w tej sprawie nie przysługuje zażalenie. Pozostaniemy jednak przy swoim zdaniu, że w sprawie tak bulwersującej opinię publiczną, gdy oskarżony reprezentuje zawód zaufania publicznego, jest wychowawcą młodzieży, nie powinien być chroniony zakazem publikacji nazwiska i twarzy. Nauczycielstwo to po prostu taki zawód. Jeżeli człowiek go wybiera, świadomie poddaje się publicznemu osądowi swojego postępowania przez uczniów, rodziców, kolegów nauczycieli przez całe zawodowe życie, a nierzadko i emeryturę. Chcąc tego uniknąć, można zostać księgowym, analitykiem kontrwywiadu, czy innym specjalistą pracującym w zaciszu gabinetu.
Jeżeli oskarżony okaże się niewinny, to również informacja o uniewinnieniu podana właśnie z imieniem i nazwiskiem, miałaby inną wartość, inną moc oddziaływania na opinię publiczną, byłaby bardziej wiarygodna.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki