Redbad Klynstra: Środowisko teatralne w Polsce jest...

    Redbad Klynstra: Środowisko teatralne w Polsce jest hermetyczne i zastraszone. Istnieje mała grupa ludzi trzymających władzę w kulturze

    Anita Czupryn

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Redbad Klynstra-Komarnicki - polski aktor, reżyser, prezenter i dziennikarz pochodzenia holendersko-fryzyjskiego. Urodzony 4 maja 1969 r. w Amsterdamie.

    Redbad Klynstra-Komarnicki - polski aktor, reżyser, prezenter i dziennikarz pochodzenia holendersko-fryzyjskiego. Urodzony 4 maja 1969 r. w Amsterdamie. W sierpniu 2017 poślubił aktorkę Emilię Komarnicką i przyjął jej nazwisko ©fot. Piotr Smoliński

    Jedyne, co aktor ma naprawdę, to imię i nazwisko, warto więc przemyśleć, na ile jego wypowiedź jest rzeczywiście prywatna, nawet jeśli jest to wypowiedź obywatelska - mówi Redbad Klynstra-Komarnicki.
    Redbad Klynstra-Komarnicki - polski aktor, reżyser, prezenter i dziennikarz pochodzenia holendersko-fryzyjskiego. Urodzony 4 maja 1969 r. w Amsterdamie.

    Redbad Klynstra-Komarnicki - polski aktor, reżyser, prezenter i dziennikarz pochodzenia holendersko-fryzyjskiego. Urodzony 4 maja 1969 r. w Amsterdamie. W sierpniu 2017 poślubił aktorkę Emilię Komarnicką i przyjął jej nazwisko ©fot. Piotr Smoliński

    Aktor powinien wypowiadać się publicznie na bieżące tematy?
    Nie myślę o tym w kategoriach „powinien” czy „nie powinien”. Niech każdy sam sobie na to odpowie. Pytanie dotyczy raczej tego, w jakim przypadku jego wypowiedź jest sensowna. A sensowna jest wtedy, kiedy jest spójna z drogą artystyczną aktora. Jeżeli na przykład występuje on w sztukach teatralnych czy filmach o tematyce społeczno-politycznej, to wtedy, można powiedzieć, że w tej dziedzinie jest kompetentny. I wtedy to ma sens - bezpośredni, dla jego wizerunku. No, bo w jakim sensie powinien się wypowiadać? Moralnym? O to chodzi?

    Chodzi o to, że aktorzy tak chętnie wczuwają się w rolę autorytetów moralnych. Ciekawa jestem, z czego to wynika.
    Zależy którzy aktorzy.

    Przykład pierwszy z brzegu i głośny ostatnio: jak widziałeś to, że Krystyna Janda na swoim profilu w mediach społecznościowych zamieściła grafikę z kobieciną, która klęczy przed eleganckim mężczyzną w garniturze, trzymającym banknot, z podpisem: „Daj głos”?
    Nie chcę za panią Krystynę ferować wyroków, czy powinna, czy nie powinna - faktem jest, że to robi. Dla mnie jest to kompletnie niezrozumiałe choćby z tego powodu, że ma ona prywatny teatr.

    Co z tego, że ma prywatny teatr? Jest bardzo znaną aktorką, która w sposób konkretny opowiada się politycznie. Filmik z jej nagraniem, w którym agituje, żeby brać udział w wyborach, bo „Polska sprawiedliwa, wolna, otwarta potrzebuje pomocy” umieściła na swoim koncie na Twitterze Platforma Obywatelska.
    Pani Krystyna Janda należy do tego pokolenia, tego mentalnego kręgu ludzi, dla których normalne było to, że artyści są blisko władzy; są z tą władzą w relacji. Mogą tę władzę krytykować czy bojkotować, tak jak to było w PRL, ale ta relacja jest wyraźna. Poniekąd ona dla artystów, aktorów jest konieczna.
    Moja agentka czyni mi wyrzuty, mówiąc, że nie powinienem się wypowiadać publicznie, bo to kosztuje mnie pieniądze
    Konieczna dlaczego?
    Ponieważ mamy niezreformowany system, w którym tak naprawdę nie ma transparentności - nie wiadomo, dlaczego jedni artyści dostają pieniądze z podatków, a inni ich nie dostają. System redystrybucji jest niejasny. Co bardziej obrotni artyści, tak jak pani Janda, która podejmując wyzwanie budowania własnego teatru, była w takiej relacji z poprzednią władzą. Mogła zadzwonić do ministra kultury, umówić się na spotkanie i przekonać go, że potrzebuje określoną sumę pieniędzy na rozwój swojego - obiektywnie rzecz biorąc - bardzo ciekawego projektu, jakim jest prywatny teatr, w którym podejmuje ona społeczne kwestie dotyczące na przykład kobiet. To, że jeden aktor nie wiadomo z jakich względów ma dostęp do ministra, a drugi nie, pokazuje, że nie ma równości, jeśli chodzi o składanie wniosków o środki finansowe. Ale dla pokolenia pani Jandy to nie jest dziwne - ono w tej oczywistości wzrosło. Przyzwyczaiło się, że takie czy inne, mniejsze czy większe pieniądze szły, a wynikało to z relacji z władzą - która to relacja nie musiała być lizusowska. Mogła być krytyczna, ale takie zwyczaje były, że władza się z artystami liczyła i finansowała, zwłaszcza tych, którzy mieli nazwisko. Teraz jednak mamy sytuację, kiedy władza się zmieniła. I to na tyle radykalnie, że to finansowe źródełko wysycha. Z punktu widzenia pani Jandy ona nie rozumie, dlaczego jej to źródełko wysycha, skoro cały czas prowadzi teatr, trzyma poziom, wszystko robi, jak trzeba. Zaczyna więc się denerwować, personalizować swoją osobistą frustrację i ekstrapolować ją na całą sytuację w kulturze i całą sytuację w Polsce.

    Za czasów PRL głos aktora, nawet kiedy przecież mówił cudze teksty, zawsze miał znaczenie. To aktorzy dawali twarz sprawie, byli twarzą idei. Aktor, który grał opozycjonistę, potwierdzał niejako w rzeczywistości wybór określonych poglądów. Tak to było widziane w latach 80., kiedy pani Krystyna Janda grała w filmach Wajdy „Człowiek z żelaza” czy potem w „Przesłuchaniu” Ryszarda Bugajskiego. Dla widza było jasne, że nie tylko jest odtwórczynią roli, ale i wyrazicielką tych poglądów.
    Można więc powiedzieć, że wtedy było to autentyczne i ideowe, choć było to też promowanie siebie. Dla kogoś, kto miał nazwisko, wówczas bojkot w karierze nie zaszkodził, a nawet dodał prestiżu. Ale był na przykład rocznik Jarosława Gajewskiego, który bardzo aktywnie jako NZS wsparł bojkot i jako artysta przepadł na długie lata. Zabrakło tej środowiskowej solidarności. Dziś mamy takie czasy, że każdy może sobie pisać w internecie, na Facebooku, co chce.
    1 3 4 »

    Czytaj treści premium w Tygodniku Ostrołęckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Specjalnie dla Was

    Wideo