MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Radują się w ukryciu

anek
Jak ci się coś udało, to lepiej się nie chwal, bo zaraz ci ktoś spróbuje podłożyć świnię - to dewiza wielu wyszkowskich ludzi sukcesu, bez względu na to, czy ten sukces to pieniądze, intratna posada, wpływy, uroda, talent, czy cokolwiek innego, co pozytywnie wyróżnia z tłumu.

Właściciel dobrze prosperującej firmy, który w czasach kryzysu jakoś sobie radzi, nie chce darmowej reklamy i unika mediów, które chciałyby o nim napisać, że dobrze robi interesy, ze przedsiębiorczy, że daje pracę. I nie dlatego, że ma problemy z urzędem skarbowym - tam i tak życzliwi doniosą co trzeba, gdy się nadarzy sposobność i ku temu podstawa. Nie chce trafić na łamy, bo jak mówi, w Wyszkowie najlepiej wiedzie się przeciętności, a kto ponad tę przeciętność się wynosi, musi się liczyć z ludzką zazdrością, a nawet zawiścią.
- Wyszków chętnie gości i bardzo lubi ludzi sukcesu, ale muszą spełnić jeden warunek: nie mogą być ludźmi z Wyszkowa - śmieje się Wojciech Chodkowski, jedna z bardziej znanych w Wyszkowie osób. On, choć jak sam mówi, człowiekiem sukcesu nie jest, przez swoją społeczną działalność zyskał tyluż przyjaciół, co wrogów. Małe miasta nie lubią, gdy ktoś próbuje wyrwać się ponad przeciętną. Choć ich mieszkańcy głośno chwalą się swoimi reprezentantami, którym coś się w życiu udało, po cichu, z zazdrości życzą im, by dobra passa się skończyła. A w tej sytuacji naprawdę lepiej się nie chwalić.
- Ludzie wolą siedzieć cicho i robić swoje, i nawet gdy komuś pomagają, coś im się powiedzie, czy coś robią naprawdę dobrze, wolą, by miasto o tym nie wiedziało - tłumaczy współwłaściciel sporej wyszkowskiej firmy handlowej. - Ja sam przyznam szczerze, wolę zapłacić za standardową reklamę w gazecie, nawet sporo, niż być bohaterem artykułu w tej samej gazecie, bo wiem, że gdybym został pochwalony, natychmiast ludzie doszukiwaliby się w tym podtekstu, usiłowali dokuczyć, szukali czegoś na moją niekorzyść. Jeden z moich partnerów handlowych zaangażował się kiedyś w akcję charytatywną i pomógł jakiemuś choremu dziecku. Natychmiast pojawili się u niego jego pracownicy, twierdząc, że też mają chore dzieci i jak szef chce komuś pomagać, to lepiej swoim, niż obcym. Facetowi odechciało się pomagać. Ja, jeśli daję pieniądze na jakiś cel, zastrzegam sobie, żeby tego nie było we wszystkich gazetach. Zapewniam, że nie dlatego, że obawiam się o legalność swoich interesów, tylko dlatego, że wiem, do czego ludzie są zdolni. Jak po latach ciężkiej pracy wziąłem na kredyt lepszy samochód, ktoś natychmiast napisał dononos do urzędu skarbowego, żeby mnie sprawdzili. Sprawdzili i nic nie wykryli. A ja dobrze wiem, kto był autorem tego donosu.
Inny przedsiębiorca. Firma mu się rozrasta, wciąż zatrudnia nowych ludzi, dobrze radzi sobie i z trudnościami na rynku, i na przykład z pozyskiwaniem unijnych funduszy. Nawet słuchać nie chciał naszej propozycji, żeby opowiedział czytelnikom, jak odnieść sukces w biznesie.
- Tu ludzie nie potrafią się cieszyć, jak się komuś coś udaje, ale zaraz doszukują się, że na pewno nielegalnie się dorobił, albo ma ojca pijaka czy komunistę, a może kogoś na czarno zatrudnia i w ogóle, jakby tu mu dopiec, żeby nie był taki usatysfakcjonowany człowiek sukcesu - tłumaczy przedsiębiorca. A urzędnik, którego ktoś kiedyś publicznie pochwalił, do tej pory słucha złośliwych uwag pod swoim adresem, tudzież wyjmuje zza wycieraczek przy szybach w samochodzie pouczające informacje o właściwym - zdaniem pouczającego - parkowaniu.
- To chyba nie tylko nasza wyszkowska mentalność, ale ogólna Polaków, że nie lubimy, jak komuś w czymś dobrze się wiedzie. U nas jest tak, że jak sąsiad ma ładną i dorodną krowę, to nie myśli się - oj, żebym ja też taką krowę miał, tylko żeby sąsiadowi zdechła - mówi sekretarz powiatu Robert Malinowski. On, wbrew powszechnym o nim opiniom, nie uważa się za człowieka sukcesu, jeśli chodzi o obiegowe rozumienie tego terminu.
- Oczywiście, mogę powiedzieć, że mam na swoim koncie jakieś sukcesy, jestem spełniony zawodowo, mam wspaniałą rodzinę i w tej mierze mogę mówić o sukcesie. Ale czym sukces jest w ogóle? Nie, nie myślałem o sobie nigdy, jak o kimś, kto jest człowiekiem sukcesu, i nawet nie wiem, czy chciałbym nim być - tłumaczy skromnie Malinowski.
- Niestety, nasza obyczajowość jest zupełnie inna, niż na przykład w Ameryce, gdzie ludzie, którzy odnieśli sukces, są wzorem do naśladowania, ceni się ich i robi wszystko, żeby czegoś się od nich nauczyć, gdzie społeczność jest dumna, mając kogoś, kto odniósł sukces w swoim gronie - mówi Robert Malinowski.
U nas szuka się w nim raczej wad, żeby przekonać się, że wcale nie jest taki wyjątkowy. Wyszkowianka, której się w życiu bardzo powiodło, wcale na skrzydłach nie przylatuje do swojego rodzinnego miasta.
- Owszem, bywam tu często, tu mam rodzinę. Oficjalnie mówię, że lubię Wyszków i chętnie tu zaglądam, bo tak wypada. W rzeczywistości jest trochę inaczej. Kiedy idę do sklepu i ktoś mnie rozpoznaje, czuję, jak mi się przygląda i szuka moich słabych punktów. Nie ma w nas takiej solidarności, że jak nasze, to najlepsze. Ludziom nie chce się wyrwać poza utarte schematy, ale gdy ktoś to robi, tępią go, bo wyjątkowość zmusza przeciętność do pewnego wysiłku, do zmian, do pracy nad sobą. A to już nie takie proste jak złośliwa krytyka - mówi.
- Tak, Wyszków nie lubi ludzi sukcesu - potwierdza sam burmistrz Grzegorz Nowosielski. Młody burmistrz do dziś nie uważa się za człowieka sukcesu. Cieszy się z małych sukcesów, jakim jest choćby dorodny syn.
- Zazdrość powoduje, że ludzie tu nie potrafią cieszyć się z tego, że komuś jest lepiej, że coś mu się udało - mówi Grzegorz Nowosielski. - Dlatego pewnie ci, którym coś się udaje, nie chcą się tym chwalić. To smutne, bo przecież ludzie powinni korzystać z pozytywnych przykładów. Gdy firma pana Janka zawarła intratny kontrakt, szczęśliwiec pochwalił się tym przed sąsiadami i znajomymi. O sukcesie przedsiębiorcy mówiła cała okolica. A gdy rozpoczął on wymuszoną kontraktem rozbudowę firmy, sąsiedzi ostro zaprotestowali, utyskując po cichu pod oknami, że oto jeszcze się pan Janek nie nachapał, że mu te sukcesy nie wystarczają i ciągle mu mało, i jeszcze chce, i jeszcze…
- A ja tylko chciałem rozwijać swoją działalność, i nie tylko z pobudek finansowych, ale i ambicjonalnych. Na Zachodzie to normalne. U nas jest tak, że sąsiedzi mi zaprotestowali dla zasady, bo jak sami bezrobotni, to mnie się nie należy, żebym jeszcze więcej zarabiał, bo musi być sprawiedliwie, jak im się nic nie chce, to i mnie się powinno nie chcieć - żali się pan Janek. Mała Patrycja odniosła mały sukces - zakwalifikowała się do popularnego programu w telewizji. Zanim jeszcze dziewczynka wystąpiła, już całe osiedle trąbiło, że ją mama na siłę lansuje, a mała wcale nie jest taka uzdolniona. I co ciekawe, mówili to ci, którzy jeszcze kilka tygodni przed tym, jak Patrycji udało się przebrnąć eliminacje, podtrzymywali ją na duchu, zapewniając, że dla nich zawsze będzie wielką gwiazdą.

Nasza sonda: Kto w Wyszkowie odniósł sukces?

Elżbieta Piórkowska, pedagog Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Wyszkowie: - Wydaje mi się, że jest w Wyszkowie wielu ludzi sukcesu, trudno mi jednak wskazać jakąś konkretną osobę, bo jest ich zbyt wiele. Za ludzi sukcesu uważam tych wszystkich, którzy czują się usatysfakcjonowani swoim życiem, spełnieni i szczęśliwi, cokolwiek robiliby w życiu, kimkolwiek byli, bez względu na ich status materialny czy pozycję społeczną czy zawodową. Każdy inaczej pojmuje sukces i dla każdego będzie nim coś innego.

Maria Piekarska, trzydziestolatka, matka dwójki maluchów, obecnie na urlopie wychowawczym: - Wielu ludzi w Wyszkowie to ludzie sukcesu - zajmują ważne stanowiska, zarabiają duże pieniądze, mają dobrze prosperujące firmy. Pierwszy, który mi przychodzi do głowy to właściciel supermarketu Galeo Zenon Bala. Młody, bardzo przedsiębiorczy człowiek odniósł duży sukces w interesach, a do tego ma normalną rodzinę, piękny dom, wszystko, czego do szczęścia potrzeba. Jego sklep odniósł sukces, więc i on jest człowiekiem sukcesu.

Mirosław Wieczorkowski, mieszkaniec Rząśnika, pracownik firmy ochroniarskiej: - Dla mnie człowiekiem sukcesu jest Bogusław Morka, który tak jak ja pochodzi z niewielkiej wsi, a jest znany nie tylko w Polsce, ale i na świecie jako wspaniały śpiewak operowy. On osiągnął coś naprawdę wielkiego i faktycznie może się uważać za człowieka sukcesu. Trudno mi wymienić jakiegoś człowieka sukcesu mieszkającego na co dzień w Wyszkowie - pewnie jest ich wielu, zależy co uznać za sukces.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki