Quad to zły sąsiad

Jarosław Sender
Tak uważają mieszkańcy Wólki Grochowej. Skarżą się na dokuczliwe hałasy dobiegające z toru quadowego, który prywatny przedsiębiorca urządził im w sąsiedztwie. Ale to zdanie podziela wielu mieszkańców innych miejscowości, jak chociażby Kamieńczyka, gdzie jeżdżący qadami niszczą łąki i tereny nad rzeką.

Interesy kosztem mieszkańców

- Mieszkamy w pięknej okolicy, dookoła śpiewają ptaki, świerszcze. Jest przyjemnie… dopóki na tor nie wyjadą te quady. Jest taki ryk, że człowiekowi mózg się trzęsie - opowiada Irena Pietras, mieszkanka Wólki Grochowej. Jej dom stoi kilkaset metrów od granicy toru quadowego, a mimo wszystko nasza Czytelniczka skarży się na dokuczliwe hałasy. Jej sąsiedzi, którzy mieszkają jeszcze bliżej toru, potwierdzają, że w weekendy, kiedy quadowisko jest czynne, trudno o ciszę i spokój we własnym domu.

- Samochody tak nie hałasują. Ten warkot z quadów jest taki wredny, że ja jestem już na skraju wyczerpania nerwowego - mówi mieszkaniec Wólki.

Pani Irena podkreśla, że w okolicy mieszka wielu warszawiaków, którzy uciekli przed hałasami miasta na wieś, a teraz wolą spędzać weekendy w stolicy, gdzie - jak twierdzą - jest ciszej.

- Tu nie da się odpocząć, nie da się żyć. My chcemy tylko spokoju - mówią mieszkańcy. - Wypłoszone zostały ptaki, leśna zwierzyna, a teraz chcą chyba ludzi wypłoszyć. Tu jest obszar chroniony "Natura 2000". Czy nikt tego nie bierze pod uwagę?

Mieszkańcy skarżyli się już miejscowej policji i wójtowi. Jak twierdzą - bez rezultatu, choć po ich interwencjach ostatnio zrobiło się na torze jakby ciszej.

- Może się trochę wystraszyli, bo wcześniej to podjeżdżali nam niemal pod same posesje, a teraz trzymają się dalej, w granicach quadowiska - mówią mieszkańcy.

Do problemów z quadami doszły jednak ostatnio uciążliwości związane z rajdami samochodami terenowymi.

- Jedni hałasują, inni rozjeżdżają łąki i rzeczkę. A gmina płaci potem na oczyszczanie rowów melioracyjnych - zauważają mieszkańcy. - Wójt cieszy się, że w gminie są inwestorzy. Owszem, wszyscy dookoła robią interesy, tylko naszym kosztem.

Tor jest legalny
Wójt Długosiodła nie jest tak negatywnie nastawiony do quadowiska jak mieszkańcy.

- Wolę, żeby jeździli po wyznaczonym, ogrodzonym terenie niż rozjeżdżali nam łąki, pola, niszczyli drogi, jak to ma miejsce w wielu innych gminach - mówi Stanisław Jastrzębski.

Podkreśla, że to prywatny teren, prywatna działalności i gmina nie ma na nią wpływu. nie wydawał także żadnych zezwoleń na jej prowadzenie.

- Ja rozumiem uciążliwości i chciałbym pogodzić obydwie strony. Rozmawiałem z właścicielem i prosiłem, by korzystający z toru celowo nie potęgowali tych uciążliwości, by jeździli tylko po wyznaczonym terenie, jak najdalej od zabudowań. Wiem, że właściciel myśli o budowie jakiegoś osłony, jak na autostradach - mówi wójt.

Kierownik posterunku miejscowej policji obiecał pomoc, ale w granicach swoich możliwości. A te ma ograniczone.

- Możemy zintensyfikować patrole, sprawdzić czy nie wyjeżdżają poza swój teren i czy pojazdy są zarejestrowane oraz spełniają warunki techniczne. Ale niewiele więcej. Ten tor jest legalny, więc hałas będzie, a do 22.00 mogą jeździć - mówi Tadeusz Dawidczyk.

Jerzy Ausfeld z wydziału ochrony środowiska Starostwa Powiatowego twierdzi, że prawo stoi bardziej po stronie miłośników quadów.

- Nie ma w Polsce jeszcze dopracowanych przepisów. Poza zgodą na prowadzenie działalności gospodarczej, nie potrzeba do prowadzenia takiego toru jakichś szczególnych uzgodnień, np. środowiskowych. Skargi można kierować z powództwa cywilnego - mówi.

Nie chcę konfliktów

Właścicielem toru jest wyszkowianin, Piotr Karsznia. Zapewnia, że zależy mu na dobrych relacjach z sąsiadami.

- Wiele miejscowych osób czy ich dzieci pracuje o mnie w sezonie - mówi.

Właściciel zapewnia, że spełnia normy określone w przepisach, tzn. tor zlokalizowany jest nie bliżej niż 700 metrów od zabudowań, a hałas nie przekracza 90 decybeli.

- My organizujemy tylko małe zloty, to nie jest bardzo uciążliwe. Takie tory są w wielu miejscach i nie ma protestów - mówi Piotr Karsznia. Choć - jego zdaniem - nie musi nic dodatkowego robić, zamierza jednak zbudować wał oddzielający tor od zabudowań.

- We wsi ktoś kupił działkę i zamierza na niej wykopać staw. Umówiłem się, że wezmę od niego ziemię z wykopów i usypię wał wzdłuż toru od strony Wólki. Zrobię to, bo nie chcę mieć z ludźmi konfliktów - zapewnia Piotr Karsznia.

Elwira Kosewska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie