MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Przyszywany dziadek

Mariola Zaczyńska
- Ale śmierdzisz - wyznał szczerze Tomek, na początku znajomości. Szybko otrząsnął się ze strachu, gdy znienacka, za osiedlowymi krzewami stanął oko w oko z obszarpanym staruszkiem. - Gówniarzom nic do tego - bąknął Stary, ale przygładził brudnymi paluchami resztkę tłustych włosów. - Masz kanapkę? Wiesz, że Pan Bóg każe się dzielić z głodnymi?

Dzieciak wiedział. Rozpiął szkolny plecak i po chwili siedział na ziemi obok Starego i obaj jedli. Gdy dzieciak odchodził do domu, zapytał nieśmiało: Chcesz być moim dziadkiem? Stary burknął nieuprzejmie: Nie! Ale zapytał: Przyjdziesz tu jutro? Dzieciak przyszedł: z kanapką i serkami ukradzionymi z lodówki.

Kanapki za ludziki z kasztanów

Stary nie mówił dużo. Słuchał za to opowieści chłopca o mamie i tacie, o małym braciszku Adasiu i o kolegach ze szkoły. Unikał ludzi. Po drugim spotkaniu umawiał się z Tomkiem koło budującego się kościoła na peryferiach osiedla. Stary zjadał nieforemne, zrobione przez Tomka kanapki, zapłatą były równie nieforemne ludziki i zwierzęta wyrzeźbione z patyków lub zrobione z kasztanów. Czasem opowiadał, czego to ludzie nie wyrzucają na śmietnik. Wtedy gadał najwięcej, czasem burczał pod nosem ze złością. Ale do rozmownych nie należał. Tomkowi bardzo przypadły do gustu krótkie odpowiedzi starego.
- Czemu nie mogę pogłaskać tego psa?
- Psy gryzą!
- Jak bardzo jesteś stary?
- Bardzo!
- Czemu ci się tak trzęsą ręce?
- A bo tak!
- Czemu nie masz zębów?
- Kiedyś miałem!
- To mogę do ciebie mówić dziadku?
- Mów!
Spotkania były krótkie, bo Tomek przed wyjściem na dwór musiał odrobić lekcje, a potem nie mógł spóźnić się na kolację.

Dziadek na samotność

- Nic nie wiedzieliśmy, że mały spotyka się z jakimś dziwnym staruszkiem - zapewnia matka Tomka. - Przyznaję, że od kiedy urodził się Adam, mniej czasu poświęcam Tomkowi. Jest na tyle samodzielny i grzeczny, że bez obawy puszczam go na podwórko. Zawsze wraca o właściwej porze, nie sprawia nam kłopotów. Byłam przekonana, że po prostu bawi się z kolegami. O całej sprawie dowiedzieliśmy się, gdy Tomek przybiegł do domu z płaczem, że dziadka pobili. Dzieciak dostał histerii. Na pytania męża: jakiego dziadka?!, krzyczał tylko: mojego! mojego!
Rodzice długo nie mogli wydusić z syna wiadomości, o co chodzi. Chłopiec prosił, żeby poszli szybko pod kościół, bo dziadek leży zakrwawiony i nic nie mówi. Ojciec Tomka obiecał, że pójdzie, jeśli dowie się w końcu kim jest dziadek. Dzieciak pokazał kolekcję ludzików z patyków i kasztanów.
- Przyznam, że wpadłem w panikę - mówi ojciec Tomka. - Pierwszym uczuciem był strach, że jakiś obleśny staruch zrobił mojemu chłopcu krzywdę! Przecież tyle się słyszy o zboczeńcach! Delikatnie wypytywałem Tomka, za co dostał te ludziki, czy ten pan trzymał go za rękę, czy go głaskał. Mówię pani! To mi nawet nie chciało przejść przez gardło! Myślałem, że zwariuję!
Ojciec wziął syna za rękę i poszli zobaczyć dziadka. Matka została zapłakana w domu. Zgodnie z poleceniem męża zadzwoniła na policję. Dziadka nie było już na łączce pod kościołem. Zostały tylko ślady krwi. Tomek zdesperowany biegał po łące, zaglądał za każdy krzak. Gdy podjechał radiowóz, zrobiło się zbiegowisko. Policjanci próbowali wypytać ludzi o tajemniczego obszarpańca. Bez rezultatu. Wszyscy udali się wspólnie stałą trasą spacerów Tomka i dziadka. Staruszka nie było. Po powrocie do domu chłopiec dostał gorączki. Jakiekolwiek rozmowy odłożono do następnego dnia. Była to bardzo długa noc dla rodziców Tomka.
Dzieciak nie spotkał już więcej Starego, mimo że przez wiele dni czatował w tym miejscu, co zawsze. W dyskretnej odległości również czatował ojciec. Rozmowy z psychologiem nie potwierdziły podejrzeń rodziców, że dziecko było napastowane przez starszego człowieka. Silną więź emocjonalną Tomka z nieznajomym wytłumaczono poczuciem mniejszej miłości rodziców wobec chłopca, po urodzeniu się drugiego dziecka. Tożsamości i losów dziadka nie udało się ustalić. Wieść o jakimś zdarzeniu z małym chłopcem i włóczęgą szybko rozniosła się po osiedlu. Sąsiadki milkną, gdy matka Tomka przechodzi obok, czasem ktoś pokaże dziecko palcem. Na regale Tomka stoi zwierzyniec z kasztanów, którego pilnują ludziki z patyków. Krótkie listy chłopca, opisujące zabawy w szkole, kończy niezmiennie kulfoniasta formuła: ,,Kocham cię dziadku. Mama powiedziała, że możesz do nas przyjść’’.

Tajemnicze zniknięcie

- Szukaliśmy tego człowieka wszędzie - wspomina matka Tomka. - W pomocy społecznej, pytaliśmy o niego na policji, nawet sprawdziliśmy szpitale. Ani śladu. Policjanci przypuszczają, że to jeden z tych bezdomnych staruszków, włóczących się z miejsca na miejsce. Może po prostu przejeżdżał przez nasze miasto. Nie znamy jego nazwiska, wiemy tylko od syna, jak wyglądał. Tomek na razie pisze do niego listy i wierzy, że dziadek wróci i wtedy je przeczyta. Gdy minął strach o dziecko, zaczęliśmy się martwić, że temu człowiekowi coś się stało.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki