MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Przystanek Statoil

jaz
To jedno z miejsc, w których skupia się nocne życie Ostrołęki. Zaglądają tu ci, których chwycił nocą głód lub pragnienie. Ci, którzy zapomnieli w dzień zrobić zakupów i ci, którzy nie mają nocą co ze sobą począć.

W ostatni weekend wakacji postanowiliśmy sprawdzić, co robią ostrołęczanie nocą na całodobowej stacji Statoil. Imprezy w mieście zaczynały nabierać rozpędu, gdy o 21.00 w piątek 27 sierpnia wybraliśmy się na stację.
Wychodząc z redakcji, usłyszeliśmy deklarację młodzieńca, którego właśnie mijaliśmy: "Ulica jest boska, bo to Goworowska". A kilometr dalej, w alei Jana Pawła II, stacja Statoil budziła się do nocnego życia.
Pracownicy stacji przyznają, że weekendowe noce zdecydowanie różnią się od powszednich, ale największy ruch jest i tak w Wielkanoc i Boże Narodzenie, gdy wszystko w mieście jest zamknięte.

Bo ja tam tankuję
Oprócz klientów, którzy zajeżdżają na stację tylko po benzynę, znaczną część stanowią ci, którzy zaglądają tu po chrupiące hot dogi i alkohol. Kierownik stacji Jan Samsel zachwala, że Statoil jest chyba jedynym miejscem w mieście, gdzie można kupić wódkę schłodzoną do minus 15 stopni C. Ale wódkę kupuje niewielu klientów sklepu, z alkoholi zdecydowanie preferują piwo. Po urodzinach koleżanki zajrzały tu trzy dziewczyny, które dokupiły po piwie i się rozstały. Za kilka godzin znów zajrzały dwie kolejne wracające z imprezy na mieście. Wrzuciły do torebek po dwie puszki "Trzech Koron" - piwa produkowanego dla Statoila - i ruszyły na dalszą część imprezy.
Tuż po naszym przyjściu pojawił się tu starszy pan pod wąsem. Kupił… soczek jabłkowo-miętowy, wypił na miejscu i poszedł. Za niecałe pół godziny pojawił się po soczek ponownie. Później wracał na stację regularnie 2-3 razy na godzinę. Jak nam powiedział, zazwyczaj pracuje w nocy, więc gdy nocka wypadła wolna, nie może spać, a soczki pije, bo ma problemy z żołądkiem, a mięta dobrze mu robi na ból brzucha. Gdy opuszczaliśmy Statoil, na półce było zaledwie kilka butelek zdrowotnego soczku. Między wizytami pana z bolącym brzuchem, na stacji zakupiono taką ilość alkoholu i hot dogów, że jednorazowe ich zjedzenie i popicie bezwzględnie musiałoby przyprawić o ból brzucha.

Spotkanie po latach
Przed północą pod dystrybutorami rozgorzała dyskusja. To Kasia, Michał i Sławek spotkali się po dwóch latach. Wtedy kończyli ostrołęckie liceum, teraz studiują i wspominają dawne czasy. Z perspektywy Olsztyna i Warszawy spoglądają na Ostrołękę. Zdania mają podzielone.
- To nawet fajne miasto, tylko z pracą ciężko. Z pracą nie jest tak najgorzej, trzeba tylko chcieć. Duże pieniądze można zarobić na sprowadzaniu z Reichu samochodów - mówią na zmianę. - Wszystko jest OK, żeby tylko w tym mieście tak nie śmierdziało. Jesteśmy na stacji, a nie czuć benzyną, tylko celulozą - konstatują wreszcie.
Po dwóch latach rozmawiają o wszystkim, co może łączyć byłych kolegów z klasy, o jesiennych sesjach poprawkowych, i o samochodach.

Pompowanie nocą
O samochodach - chyba że negatywnie - nie rozmawiają rowerzyści, którzy zajeżdżają na stację dopompować koła. Kompresor co jakiś czas idzie w ruch. Przez kilka godzin naszego pobytu trzykrotnie korzystali z niego rowerzyści. Właściciele samochodów ani razu.
- Bardzo dużo osób wybiera noc na jazdę rowerem. Jest luźniej i na ulicach, i na chodnikach - mówią nocni rowerzyści i dodają, że nawet nocą policjanci ganiają ich za jazdę po pustych chodnikach. - To gdzie mamy jeździć? - pytają. Mówią, że Statoil to jedyne miejsce w mieście, gdzie można napompować koła. - Kiedyś był na Orlenie w Wojciechowicach, ale od pewnego czasu nie działa.

Z drogi po hot dogi
Największy ruch w sklepie zrobił się już przed północą. Po hot dogi zajrzały tu m.in. Magda z Agnieszką.
- W Ostrołęce nie ma miejsc, gdzie można się bawić. Nie ma dobrej dyskoteki, a te które są, nam nie odpowiadają. Jest w nich albo strasznie tłoczno, albo nie podoba nam się muzyka, albo wiek uczestników zabawy - wyliczają dziewczyny. Wracają do domu, a na stację zajrzały żeby coś zjeść, bo zgłodniały. Po hot dogi przyjechali też dwaj chłopcy, którzy bawią się właśnie w Avalonie. Narzekają, że w klubie jedzenie drogie. Inni przyjechali z grzybka Lecha na pl. Bema.
- Tam nic nie można zjeść, a piwo zaostrza apetyt - dodają i zaznaczają, że kierowca dziś jest "Krzysiem" i pije bezalkoholowe. Wielu młodych ludzi mówi, że tak naprawdę w nocy poza stacją nie ma miejsca, gdzie można szybko zjeść.
Hot dogi to produkt, który stację benzynową zmienia w rasowego fast fooda.
- Zdarzają się klienci, którzy tak bardzo się spieszą, że proszą o podanie nie do końca dogrzanych parówek - mówi Samsel i dodaje, że jak klient bardzo się domaga, to mogą podać takiego hot doga, ale tylko na wyraźną prośbę klienta. Z naszych obserwacji wynika, że w weekendowe noce przez godzinę sprzedaje się na Statoilu około 20 parówek w bułce. Jednak z własnego doświadczenia wiemy, że nieraz kolejka po ciepłe hot dogi się wydłuża, gdy ktoś zamówi ich kilkanaście i pracownicy nie nadążają z ich produkcją.
Pracownicy stacji mówią, że po latach pracy na stacji niewiele rzeczy już ich szokuje.
- Zdarza się, że na obiad na stację zajeżdżają całe rodziny - mówią. Bywają osoby, które na stacji robią regularne zakupy. - Po codzienne zakupy zagląda do nas kilka osób - mówi Jan Samsel.
Największym zainteresowaniem cieszą się produkty, za które można dostać punkty w programie lojalnościowym.
- Pewien pan przyjeżdżał do nas specjalnie po chleb, bo były za niego dodatkowe punkty - mówią pracownicy. Wspominają też klientów, którzy na stacji w środku nocy szukali... skarpetek.
Po piwo i hot dogi zajrzała też grupka dwudziestokilkulatków. Posilili się hot dogami i na krawężniku przed budynkiem stacji zaczęli pracować nad zakupionym w sklepie piwem. Po dłuższym siedzeniu na chodniku przenieśli się na parking pobliskiego MiniMala, gdzie przez nikogo nie niepokojeni mogli kontynuować plenerową imprezkę. Wzbogacili ją jeżdżeniem w koszach po pustym parkingu pod sklepem.

Trzecia nad ranem
W środku nocy i nad ranem ludzie najczęściej szukają jednak ciepłego jedzenia i alkoholu. Podczas naszego pobytu pracownicy zmuszeni byli wezwać ochronę do mocno zmęczonego pana, który głośno domagał się sprzedania alkoholu. Ochroniarze wyperswadowali mu dalsze tankowanie i spokojnie opuścił stację. Pracownicy ochraniającej stację agencji Tarcza mówią, że jedyne interwencje, jakie im się tu zdarzają, dotyczą właśnie podpitych, domagających się alkoholu.
- Kradzieże benzyny nas nie interesują, bo tym zajmuje się policja, a obiekt jest monitorowany - mówi ochroniarz.
- Każdorazowe niezapłacenie za tankowanie samochodu kończy się złożeniem zawiadomienia do sądu, takie są procedury - potwierdza Jan Samsel. Statoil uchodzi w mieście za bezpieczną stację, a to między innymi dlatego, że często podczas nocnych przerw w służbie na kawę i hot dogi wpadali tu policjanci. Teraz już nie zaglądają, bo widok siedzących za stolikiem przy kawce umundurowanych stróżów prawa drażnił klientów i przechodniów. Zgłaszali swoje uwagi i w komendzie, i w redakcji (drukowaliśmy je w rubryce "Co nas boli"). Po mieście rozeszła się plotka, że stacja płaci policjantom za dodatkową opiekę. W końcu komendant miejski zabronił swoim podwładnym spędzania przerw w służbie na Statoilu.

Licznik bije, a tu kolejka
Pijani to obok klientów taksówek specyficzna grupa klientów. Ci pierwsi są namolni, drugim zawsze się spieszy. Licznik bije, a oni chcą szybko zrobić zakupy.
- Najczęściej po alkohol zajeżdżam z klientami, którzy wracają z imprez i chcą się jeszcze dopić w domu. Ci, których wożę np. z pracy, nie tak często kupują alkohole - mówi taksówkarz z Bravo Taxi, który właśnie przywiózł spragnionego klienta na zakupy.
Po północy na stacji zaczyna robić się spokojniej. Klienci pojawiają się co pół godziny albo rzadziej. Z tym, że przychodzą falami. Chwile spokoju na stacji wykorzystuje na szczebiotanie w bmw para. Chłopak właśnie przed chwilą kupił hot dogi.
Nowy typ klientów pojawia się na stacji nad ranem. Wracający do domów z imprez zaczynają odczuwać głód i pojawiają się po coś innego niż zimne alkohole, poszukują ciepłego jedzenia. Kolejnych zaczyna doganiać kac i by nie dać się wyprzedzić, zaglądają po kilka kolejnych piw. Po dłuższej przerwie stacja wraca do codziennego życia. Po świcie zjawiają się klienci, którym zabrakło chleba, a w południe może znów zajrzy rodzina, której niedzielny obiad składa się ze statoilowych hot dogów. W ciągu dnia przy miejscowych stolikach spotykają się przedsiębiorcy na rozmowy przy kawie.
- Kiedyś podsłuchałem, że ludzie spotkali się w sprawie przyjęcia do pracy - opowiada Jan Samsel.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki