Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Przasnyscy warszawianie

Anna Suchcicka
Waldemar Krzyżewski (od lewej) i Stanisław Myśliński
Waldemar Krzyżewski (od lewej) i Stanisław Myśliński A. Suchcicka
Członkowie Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Przasnyskiej spotkali się w stolicy przy torcie z herbem Przasnysza.

- Dzwonią do mnie, przyjeżdżają w odwiedziny, czasem przyjdzie ktoś mi posprzątać, czasem, jak komuś źle - to dam mu 50 zł. Wszyscy mnie kochają i mówią do mnie "ciocia". My z Przasnysza mamy taką żyłkę do gromadzenia się i kochania nawzajem - opowiada Maria Pawłowska, która mieszka w Warszawie już 50 lat i cały czas utrzymuje kontakt z przasnyszanami.
Dwa razy w roku przasnyszanie żyjący w Przasnyszu i przasnyszanie, którzy przed laty wyjechali do Warszawy za pracą, łączą swoje siły. 15 stycznia do klubu im. Jana Pietrzaka przy ul. Pięknej w Warszawie zjechało niemal sto osób. W grupie z Przasnysza zjawił się m.in. Zenon Lendzion, burmistrz Przasnysza z małżonką; Edward Kacprzak, wicestarosta przasnyski; Maria Kowalska, dyrektor LO; Waldemar Krzyżewski, prezes Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Przasnyskiej z małżonką; radny miejski Grzegorz Grabowski; Piotr Kaszubowski, dyrektor przasnyskiego muzeum i Ryszard Juklaniuk, dyrektor wydziału oświaty w Starostwie Powiatowym.
Dla warszawskich przasnyszan wszystkie informacje o ich rodzinnym mieście są cenne. Z uwagą śledzą plotki i publikacje prasowe. Tym razem prezes warszawskiego koła Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Przasnyskiej Stanisław Myśliński wręczał swoim kolegom ściągnięty ze strony internetowej "Tygodnika Ostrołęckiego" i wydrukowany na kredowym papierze artykuł o cukierni państwa Kaczorków, których wyroby dwa razy w roku jadą do Warszawy. 15 stycznia Andrzej Kaczorek przygotował dla swoich przyjaciół smakowity tort w kształcie rozłożonej księgi, ozdobiony herbem Przasnysza.

W przasnyskiej i warszawskiej rodzinie

Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Przasnyskiej powstało w 1956 roku, w czasach gdy organizacje społeczne nie miały prawa bytu.
- Ale ludzie potrzebowali spotykania się, rozmawiania, wyrażania swoich poglądów, mówienia o swoich problemach i słuchania o swojej historii - wspomina Waldemar Krzyżewski, prezes Towarzystwa. Od tamtego momentu minęły 44 lata - przasnyska organizacja, która powstała z potrzeby serca i chęci współdziałania, by zajmować się sprawami nauki, kultury, zbieraniem dokumentacji i pamiątek historycznych, nadal działa. Obecnie Towarzystwo liczy ok. 200 osób - koło przasnyskie ok. 100 osób, drugie tyle koło warszawskie.
Koło warszawskie powstało w 1983 roku. Wszystkimi siłami wspomaga działania przasnyskich kolegów, chociaż trudno mówić o warszawskim lobbingu na rzecz Przasnysza. W kole brakuje po prostu osób młodych, czynnych zawodowo.
- Dla młodych ważna jest praca i rodzina. Do sentymentów trzeba chyba dorosnąć - zastanawia się Adam Myśliński, który pracuje na wydziale chemii Uniwersytetu Warszawskiego i zawsze namawia młodych przasnyszan do działania w kole.

Odmłodzić, by lobbować

Najmłodszy członek warszawskiego koła ma 50 lat.
- Przed rokiem spotkałem w Warszawie panią Halinę Skalską, która namówiła mnie na przyjście na wielkanocne spotkanie Towarzystwa - wspomina Bogdan Wrzochalski, najmłodszy członek warszawskiego Towarzystwa. Dr Bogdan Wrzochalski jest radcą prawnym, pracuje w Departamencie Europy w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. 15 stycznia wziął udział w spotkaniu przasnyszan po raz trzeci. - W kole brakuje młodych ludzi. Trzeba to zmienić - uważa Wrzochalski, który twierdzi, że po październikowym zjeździe absolwentów przasnyskiego LO ożywiły się kontakty między rocznikami. - Wiele osób odnowiło znajomości i jest szansa, że na spotkaniu wielkanocnym będzie znacznie większa frekwencja - twierdzi.
Jednym z młodszych przyjaciół Przasnysza jest także Jacek Zakrzewski (rocznik 47.).
- Przez 15 lat działałem jako solista i cały wolny czas poświęcałem na robienie pieniędzy. Obecnie jestem pracownikiem Państwowej Agencji Gospodarczej i mam trochę więcej czasu na odnawianie znajomości - mówi Zakrzewski, który nie bardzo wierzy w możliwość odmłodzenia koła. - Nawet na szkolnych zjazdach młode roczniki są reprezentowane w znikomym procencie. Sentymenty pojawiają się wraz z wiekiem - uważa, i dodaje, że najtrudniej przyjść na pierwsze spotkanie. - Ale jak już nawiąże się kontakt, to trudno się rozstać - zachęca.
I ma rację. Pierwsze nieśmiałe "dzień dobry" szybko przechodzi we wspomnienia i zażarte dyskusje. Rozmowy najczęściej kończą się wymianą adresów i owocują nieformalnymi spotkaniami w wąskim gronie. Szybko powstają niemal rodzinne więzy.
- Jak pani kiedyś do Warszawy przyjedzie, to proszę do mnie jak w dym, czy na godzinę, czy na noc, czy na dłużej - zaprasza po krótkiej rozmowie 83-letnia Maria Pawłowska, przasnyszanka, która mieszka w stolicy od 50 lat. Po przejściu na emeryturę zajęła się malarstwem, wcześniej pracowała w biurze prawnym Ministerstwa Handlu Zagranicznego i wiele podróżowała po świecie. - W Przasnyszu skończyłam gimnazjum i pierwszą klasę liceum. - opowiada. - Proszę sobie wyobrazić, że mieszkając cztery kilometry od Przasnysza, w Karwaczu, nie mogłam iść do piątej klasy, zanim moja mama nie zameldowała się ze mną w Przasnyszu. Byłam chyba wówczas jedyną dziewczyną w powiecie, która się uczyła.

Nie tylko wymiana wspomnień

Doroczne spotkania to nie tylko wymiana wrażeń i zdjęć. Czasem rodzą się inicjatywy, które zyskują materialny wymiar. 15 stycznia warszawscy przasnyszanie zaoferowali pomoc w organizacji obchodów 400-setnej rocznicy śmierci Pawła Kostki (jubileusz wypada w 2007 roku) i zgłosili pomysł uczczenia pamięci osób, które działały w przasnyskim ruchu oporu. Uroczyste wmurowanie tablicy pamiątkowej ma się odbyć w 60. rocznicę bitwy pod Szlą, która przypada na 11 listopada 2004 roku.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki