Prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie przywłaszczenia kilkunastu tysięcy złotych na szkodę klientów poczty w Rząśniku

Elwira Czechowska
Kłopoty małżeńskie, zdrowotne, finansowe, a może wszystko to naraz - tylko na podstawie domysłów mieszkańcy Rząśnika przypuszczają, jaka była przyczyna przywłaszczenia kilkunastu tysięcy złotych przez byłą naczelnik miejscowego urzędu pocztowego. Na liście poszkodowanych, którzy nie otrzymali należnych im przekazów pieniężnych lub też ich wpłaty nie zostały przekazane nadawcy, widnieją 23 osoby. Mimo to ludzie w Rząśniku nie mają do Barbary * pretensji. Jeśli przemawia przez nich żal, to raczej żałują jej samej...

- Ten "przekręt" nie mógł nie wyjść na jaw. Kobieta wpadła w prosty sposób - mówi nam policjant znający sprawę.

Gdy minął okres rozliczeń z Urzędem Skarbowym, fiskus zaczął przekazywać podatnikom należne im z podatku pieniądze. Część osób woli otrzymywać wpłaty na konto bankowe, ale część nadal za pośrednictwem przekazu pocztowego. Niektórzy mieszkańcy Rząśnika, zniecierpliwieni długim oczekiwaniem na gotówkę, wyjaśniali sprawę w Urzędzie Skarbowym. Gdy dowiadywali się, że przekaz został wysłany, wtedy odwiedzali Urząd Pocztowy w Rząśniku. Jedna z mieszkanek, która miała otrzymać zwrot ponad 400 zł, także udała się na pocztę. Naczelnik bez dokładniejszego wnikania w dokumenty wypłaciła kobiecie całe 500 zł, nie oczekując reszty.

- Kobietę to zastanowiło, zgłosiła się z tym na policję. Potem okazało się, że takich przypadków było więcej. Kto drążył temat, temu pracownica poczty wypłacała pieniądze. Zaczęły zgłaszać się do nas kolejne poszkodowane osoby - mówi policjant.

W sprawę włączyła się prokuratura.

- Zostało wszczęte postępowanie dotyczące fałszowania podpisów i przywłaszczenia powierzonego mienia. Czyny te zagrożone są karą do 5 lat pozbawienia wolności. Postępowanie dotychczas prowadzone jest w sprawie a nie przeciwko komuś. Pokrzywdzone są 23 osoby, ale śledztwo jest we wstępnej fazie i nie wykluczone, że będzie ich więcej. Kwoty, na które zostały poszkodowane są różne - czasem 400 zł, czasem ponad 1000 zł. Łącznie oszacowano je wstępnie na sumę kilkunastu tysięcy złotych. Cały czas prowadzimy czynności w tej sprawie, wystąpiliśmy o zabezpieczenie pewnych dokumentów - mówi zastępca prokuratora rejonowego w Wyszkowie prokurator Ewa Michałowska.

Pracownica poczty przywłaszczała sobie nie tylko pieniądze pochodzące ze zwrotów podatkowych. Zniknęła też część pieniędzy za rachunki opłacane na poczcie przez mieszkańców gminy.

Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, przełożeni Bożeny B. którzy nabrali podejrzeń po rosnącej liczbie reklamacji od klientów, zdecydowali się przenieść naczelnika do innego urzędu. Trafiła ona na krótko do Lubiela. Tam przepracowała ponoć tylko dwa tygodnie i także nie do końca uczciwie.

- Po coraz liczniejszych skargach i reklamacjach klientów kierownictwo Poczty Polskiej przeprowadziło wewnętrzne dochodzenie. Liczba niezrealizowanych usług wzrastała w tym konkretnym urzędzie. Po nitce do kłębka doszliśmy do pani naczelnik - mówi rzecznik centrali PP w Ostrołęce Michał Dziewulski.

Przełożeni Barbary zdecydowali o dyscyplinarnym zwolnieniu jej z pracy. W Rząśniku powołano nowego naczelnika i asystentkę.

Mieszkańcy Rząśnika są raczej powściągliwi w komentowaniu sprawy.
- Nam ona niewinna - mówi jedna z mieszkanek. Na pytanie, dlaczego Barbara okradała klientów poczty, odpowiada: - Z biedy...

Ludzie z dużą wyrozumiałością podchodzą do tego, co zrobiła niespełna 50-letnia kobieta.

- Ludzie tu jej współczują, bo miała problemy. Tyle jej na głowę spadło. Choroba i śmierć ojca. Sama miała problemy ze zdrowiem. Mąż odszedł, ale kredyty i długi zostały. Sama musiała wychować i utrzymać troje dzieci coraz starszych; synowi wesele wyprawić. Przeżyć tu miała i rodzinnych problemów... Za dużo jak na jedną głowę. Nic dziwnego, że skończyła w szpitalu - mówi znajoma Barbary, która od kilkunastu dni rzeczywiście jest hospitalizowana.

- Nie radziła sobie widać z tym wszystkim. Wiem, że chyba ziemię chce sprzedać, pewnie żeby to wszystko pospłacać - dodaje inna mieszkanka Rząśnika.

Część pokrzywdzonych, którzy odzyskali pieniądze, wycofała już nawet ponoć oskarżenie.
- Ludzie wiedzą, że Basia nie chciała ukraść, ale życie ją do tego zmusiło. Ona by pewnie wszystko oddała... - mówi starsza kobieta.

Kierownictwo Poczty Polskiej w Ostrołęce zapewnia, że wszyscy pokrzywdzeni otrzymają zwrot należnych im pieniędzy.

- Klienci, którzy złożyli reklamacje - bądź nie otrzymali przekazów pieniężnych, bądź pieniądze za ich rachunki nie trafiły do adresatów - nie zostaną bez odszkodowania - zapewnia Michał Dziewulski.

Imię bohaterki zostało zmienione

Cały artykuł w papierowym wydaniu "Głosu Wyszkowa"

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Marco ponad prawem.
A sołtys i radny z Kamieńczyka dalej sprawiedliwości unika. Popierający go komitet zapewnił mu immunitet?
m
manio
może i ten przekręt nie mógł nie wyjść na jaw ale ile takich przekrętów w Polsce nie ujrzy nigdy światła dziennego, ile spraw gdyby nie opisała ich prasa leżało by nadal zamkniętych w urzędowych szufladach? Aż strach pomyśleć Swoją drogą zastanawia taka wyrozumiełość społeczeństwa Rząśnika dla tej pani
Dodaj ogłoszenie