MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Pożegnanie z komendantem

Rozmawiała Anna Suchcicka
Mieczysław Wierzbicki
Mieczysław Wierzbicki A. Suchcicka
Mieczysław Wierzbicki przez siedem lat był komendantem policji w Przasnyszu, a wcześniej pełnił przez 11 lat funkcję zastępcy komendanta. 30 kwietnia przyszedł do pracy po raz ostatni. Po 35 latach pracy, w tym 31 latach w mundurze, przeszedł na emeryturę. Jego obowiązki przejął nadkomisarz Jerzy Pałysa.

Czy decyzja o odejściu na emeryturę była łatwa?
- Na emeryturę mogłem wybrać się już pięć lat temu. I gdyby nie budowa nowej komendy - może i tak by się stało. Nie chciałem przed dokończeniem budowy nowego statku opuszczać go. Chciałem wszystkiego dopilnować. W tym roku otwarcie nowo wybudowanej komendy zbiegło się niemal z 35-leciem mojej służby i... miałem zawał. O emeryturze, nie ukrywam, przesądził też stan zdrowia. A w tej pracy trudno ustrzec się stresu.
Czy o mundurze marzył Pan od dzieciństwa?
- Skłamałbym, gdybym powiedział, że od zawsze chciałem zostać policjantem. W mojej rodzinie nie ma żadnych tradycji mundurowych. Dziadek i ojciec byli rolnikami. Gdy kończyłem szkołę podstawową, w mojej wiosce robiono meliorację. Bardzo spodobali mi się wówczas geodeci, którzy chodzili po polach z dziwnymi przyrządami. Postanowiłem wówczas zostać geodetą, wyszukałem sobie technikum geodezyjne i postanowiłem tam zdawać. Ale rodzice niechętnie o tym myśleli, bo szkoła była gdzieś daleko w Polsce. Zdałem więc do technikum mechanicznego w Przasnyszu. A policjantem zostałem z przypadku. Na zmianę zawodu namówił mnie brat żony, który był policjantem. Na tej decyzji zaważyły także sprawy finansowe. Byłem żonaty, miałem dziecko, a w policji płacili o 600 zł więcej niż w Powiatowym Zarządzie Dróg Lokalnych.
Co zaliczyłby Pan w poczet swoich największych osiągnięć zawodowych?
- Trudno mnożyć przykłady jednostkowe. Byłyby ich chyba zresztą setki. Każde wykrycie poważniejszych przestępstw było sukcesem i dawało satysfakcję. Za sukces uważam to, że nie dopuściliśmy, by w powiecie przasnyskim po otwarciu granic rozpanoszyli się przestępcy z państw rosyjskojęzycznych. Nie dopuściliśmy także do powstania naszych rodzimych zorganizowanych grup przestępczych. A zalążki takich grup były. Były napady na złotników, włamania, próby wymuszeń haraczy i próby kontaktowania się naszych przestępców z grupą ostrołęcką. Ale dobre rozpoznanie stabilnej kadry sprawiło, że zawsze dosyć wcześnie wpadaliśmy na trop i zwalczaliśmy wszelkie te próby w zarodku. Każde pojawienie się przestępców z Pruszkowa czy z Wołomina było szybko wychwytywane. Mieli tu tak utrudniane życie, że szybko się wycofywali.
A największa porażka zawodowa?
- Z przykrością wspominam degradację ze stanowiska komendanta w Makowie Mazowieckim na zastępcę komendanta w Przasnyszu. Zostałem ukarany, bo ktoś zdewastował cmentarz żołnierzy Armii Radzieckiej. Takie to były, niestety, czasy.
Ale praca milicjanta w PRL-u też chyba miała swoje uroki?
- Za PRL-u nie było słodko. Był znacznie większy reżim, jeśli chodzi o dyscyplinę i nie byliśmy lubiani przez społeczeństwo. W latach 1983-1986 zostałem szefem rejonowym i mój zastępca ds. służb bezpieczeństwa informował mnie o działaniach SB. Z perspektywy czasu muszę stwierdzić, że funkcjonariusze SB zajmowali się głównie plotkami. Zanim stwierdzili, że plotka jest wymysłem, teczka była już pękata. Teraz policjanci narzekają na biurokrację. Najlepiej byłoby, gdyby każdy funkcjonariusz miał swoją sekretarkę. Jesteśmy też krajem, w którym jest najmniej policjantów w przeliczeniu na mieszkańców. W Polsce przypada jeden policjant na ok. 400 obywateli, w Szwecji jeden na 270, w Danii jeden na 320.
Poczynając od 1 maja p.o. komendantem policji w Przasnyszu jest dotychczasowy zastępca komendanta nadkomisarz Jerzy Pałysa. Czy oznacza to, że ma szansę zostać mianowany na komendanta i kto w takim razie zostanie jego zastępcą?
- Zazwyczaj powierza się pełnienie obowiązków nawet do pół roku. Po tym okresie komendant wojewódzki, po zasięgnięciu opinii starosty (nie jest to opinia wiążąca - przyp. red.) może zatwierdzić mianowanie. Zazwyczaj osoba, której powierza się obowiązki, potem zostaje powołana. Mój zastępca był w rezerwie kadrowej na komendanta, przeszedł kurs menedżerski i spełnia wszystkie kryteria. Zastępcę wybierze sobie nowo powołany komendant.
Czy ma Pan w zanadrzu kilka rad dla następcy?
- Najważniejsza jest umiejętność przewidywania ludzkich odczuć. Do każdego podwładnego trzeba podchodzić indywidualnie i indywidualnie rozmawiać. Nigdy nie wolno zapominać o zasługach poszczególnych funkcjonariuszy i nie wolno przekreślać ich z powodu jednostkowego przekroczenia. Kolejna rada wiąże się ze współpracą z samorządami. Nie wolno być natrętnym. Oni też mają swoje zadania i sprawy. Wprawdzie w swoich obowiązkach mają zapisaną dbałość o ład i porządek, ale nie oznacza to, że trzeba wszystko na nich zrzucać. Komendant powinien uczestniczyć w sesjach rad miasta i gmin. W ten sposób poznaje bieżące problemy i dowiaduje się, czy dany samorząd ma jakieś rezerwy budżetowe, z których można skorzystać. Dobry policjant powinien być po prostu dobrym człowiekiem.
Gdyby jeszcze raz miał Pan szansę rozpocząć karierę zawodową, czy ponownie wybrałby Pan mundur policjanta?
- Nie żałuję swojego wyboru. Dało mi to wiele satysfakcji.
Czym zajmie się Pan na emeryturze?
- Mam wybudowany dom w stanie surowym. Na więcej jakoś nie starczyło pieniędzy. Chciałbym kontynuować budowę domu, ale nie chciałbym też rozstać się ze służbą na zawsze. Naczelnik wydziału kadr Wyższej Szkoły Policji w Szczytnie zaproponował mi prowadzenie praktycznych zajęć ze słuchaczami tej szkoły.

Mieczysław Wierzbicki pochodzi z miejscowości Kaki-Mroczki (gm. Krzynowłoga Mała). W Przasnyszu skończył technikum mechaniczne i rozpoczął służbę wojskową, którą zakończył w Słupsku w stopniu młodszego specjalisty radioelektroniki. Będąc w wojsku kontrolował loty samolotów rozpoznawczych państw zachodnich. Po wojsku przez dwa lata pracował w Powiatowym Zarządzie Dróg Lokalnych. Służbę w policji zaczął 1 września 1973 roku. Pierwsze, wówczas jeszcze milicyjne kroki stawiał w Komendzie Powiatowej Milicji Obywatelskiej w Przasnyszu. Przez trzy lata był posterunkowym, a potem awansował na inspektora i przeszedł do referatu operacyjno-dochodzeniowego. W 1976 roku rozpoczął studia w Wyższej Szkole Milicji Obywatelskiej w Szczytnie, którą ukończył w 1979 roku. Po studiach został skierowany do pracy w wydziale przestępczości gospodarczej w Komendzie Wojewódzkiej w Ostrołęce. Pełnił tam obowiązki kierownika sekcji tzw. rolno-spożywczej. 1 maja 1980 roku został przeniesiony do komisariatu policji w Makowie Mazowieckim na stanowisko zastępcy kierownika komisariatu. Jesienią 1982 roku awansował na kierownika. W 1983 roku organizował tzw. rejonowe urzędy spraw wewnętrznych (posterunki i komisariaty milicji podlegały przez jakiś czas pod instytucje wojewódzkie. Ale centralne zarządzanie nie bardzo się sprawdziło i zaczęto reorganizację. Rolę dawnych komend powiatowych miały pełnić właśnie rejonowe urzędy spraw wewnętrznych - przyp. red.). W Makowie Mieczysław Wierzbicki pracował do 1986 roku. 1 maja 1986 roku został przeniesiony do Przasnysza. Przez 11 lat pełnił tu obowiązki zastępcy komendanta, a przez siedem - komendanta.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki