Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Porwali synów bogatego ojca

Ewa Pyśk
Nad tym zbiornikiem, prawdopodobnie w tym miejscu, zostali porwani synowie biznesmena
Nad tym zbiornikiem, prawdopodobnie w tym miejscu, zostali porwani synowie biznesmena Fot. E. Pyśk
Chłopcy pojechali nad żwirowisko na rowerach. Wzięli aparat fotograficzny, mieli robić zdjęcia na lekcję przyrody. Długo nie wracali.

Nad tym zbiornikiem, prawdopodobnie w tym miejscu, zostali porwani synowie biznesmena
(fot. Fot. E. Pyśk)

Matka poszła sprawdzić co się stało. Nad jeziorem znalazła aparat i rowery, była przekonana, że utonęli. Wezwała więc straż, pogotowie, policję. Kiedy zadzwonił telefon i rodzice dowiedzieli się, że ich dzieci zostały porwane, mogli na moment odetchnąć. Chłopcy żyli.
Wieść o porwaniu rozeszła się lotem błyskawicy. Mówiono o nim nie tylko we wsi i pobliskiej Ostrowi. O porwanych chłopcach opowiadali sobie ludzie w Ostrołęce i w Wyszkowie.
Na temat porwania informacji nie udziela ani ostrowska policja, ani prokuratura. Ostrowski komendant policji Sławomir Lewandowski potwierdza tylko, że prowadzą w tej sprawie śledztwo.
Kiedy dzwonimy do firmy, w której pracuje ojciec porwanych chłopców, na dźwięk słowa "porwanie", połączenie zostaje przerwane. Dzwonimy powtórnie. Sekretarka uprzejmie informuje nas, że pan prezes jest zajęty.

Porwani nad zbiornikiem

Porwani chłopcy mieszkają w niewielkiej wsi. Ich ojciec jest wiceprezesem liczącej się w okolicy firmy. Choć mieszkają w domu, należącym niegdyś do rodziców ojca, posiadłość nie ma nic wspólnego z wiejskimi domami. Ludzie we wsi opowiadają, że jest tam i basen, i korty tenisowe. Dom jest monitorowany. Mało kto jednak z miejscowych był na terenie posesji.
- Bo wiadomo, gdzie mi tam do dyrektora czy prezesa - mówi zagadnięty mieszkaniec wsi.
Dwaj porwani, 12- i 14-latek - w czwartek, 3 czerwca pojechali nad zbiornik wodny, który znajduje się kilkaset metrów od ich domu. Podobno chcieli porobić zdjęcia, bo na zajęcia w szkole przygotowywali album fotograficzny. Jak wydarzenia potoczyły się dalej wiemy tylko z opowieści zasłyszanych we wsi.
Podobno zajętych fotografowaniem chłopców obserwowali dwaj mężczyźni. Potem przemocą wsadzili ich do samochodu i odjechali.
- Tu nie ma tak, że jak kto obcy przyjedzie to się od razu wie, że to nie swój - opowiadają ludzie ze wsi. - Nad wyrobiska przyjeżdżają różni ludzie, więc się nie zwraca uwagi. Podobno ci chłopcy krzyczeli, ale kto tam na to zwróci uwagę? Młodzież, jak się bawi nad wodą, to cicho przecież nie jest....
Zaniepokojona długą nieobecnością synów matka poszła ich szukać nad żwirowisko. Znalazła tylko rowery i aparat fotograficzny. Pomimo nawoływań, synów nigdzie nie było. Przerażona wezwała pogotowie, straż pożarną i policję.
- Gdzieś tak po południu na sygnale przyjechała tu policja i straż pożarna - opowiada spotkana kobieta. - Dopiero wtedy dowiedzieliśmy się, że coś się stało. Ale wszyscy myśleli, że się dzieci potopiły w gliniankach. W ogóle to straszna historia i szkoda tych chłopaków, bo oni tacy grzeczni i spokojni zawsze byli.
Rodzice chłopców gdzieś po godzinie od ich zniknięcia otrzymali telefon z żądaniem pieniędzy. Jakiego okupu zażądali porywacze, nie wiadomo. Jedni mówią, że 200 tysięcy złotych, inni, że 20 tysięcy euro, jeszcze inni, że miliona złotych. W nocy z soboty na niedzielę (z 5 na 6 czerwca) chłopcy wrócili do domu. Podobno ojciec jechał po nich do Płocka, wcześniej w Warszawie w miejscu wyznaczonym przez porywaczy zostawił pieniądze.

Biednym źle, bogatym niedobrze

- Matka to zawsze dzieci zawoziła do szkoły i z powrotem - opowiadają ludzie. Może i już wcześniej czegoś się bali? I ochroniarzy mieli przed domem.
Matka chłopców przebywa w szpitalu. Podobno przeszła załamanie nerwowe.
Kiedy w ubiegłym tygodniu próbowaliśmy spotkać się z ojcem porwanych chłopców, do bramy rodzinnej posesji wyszedł dobrze zbudowany mężczyzna. Przed domem stał samochód firmy ochroniarskiej. Grzecznie zostaliśmy spod domu wyproszeni.
- Proszę ich zrozumieć, oni przeżyli tragedię - tłumaczy przyjaciel rodziny. - Tym bardziej, że uczciwie do tych pieniędzy doszli, nie obnosili się z bogactwem. Chłopców też dobrze wychowali.
Chłopcom nic się nie stało, jednak rodzina nikogo do nich nie dopuszcza.
- Szczęścia to oni chyba nie mają - mówią ludzie. - Bo taka to prawda: źle być biednym, źle też bogatym.
- Ja nawet nie pomyślałam, że kogoś z naszej wsi coś takiego może spotkać - mówi jedna z kobiet. - W telewizji się słyszy, że kogoś porwali, ale żeby tu... To jak film. Cała wieś tym żyła. Bo oni i są lubiani, i uprzejmi dla wszystkich. Są bogatsi, inaczej żyją, wiadomo, ale w drogę nie wchodzili.
- Musieli ich wcześniej obserwować - snują domysły sąsiedzi. - Bo musieli wiedzieć, że mają dwóch synów i gdzie mieszkają.
- Było to dobrze zaplanowane - słyszeliśmy takie opinie. - Ale jak się jest jakimś dyrektorem albo prezesem, ma się trochę grosza to może być niebezpiecznie.

Dziecka nie uchronisz

- Nie ma sposobu by uchronić dzieci - mówi nam znany w Ostrołęce przedsiębiorca, ojciec dwójki dzieci. - Przede wszystkim dlatego, że nie mogę ich zamknąć w domu i nigdzie nie wypuszczać. Mam w domu alarm, mam człowieka, który jest na terenie posesji cały czas i pilnuje. Dzieci na zajęcia dodatkowe, do kina czy na dyskotekę zawozimy samochodem. Nie jeżdżą autobusami. To jednak tylko tyle, bo co więcej?
- Nawet, jeżeli bardzo się chce chronić dzieci, nie można im zabierać dzieciństwa - to opinia innego biznesmena. Przeżył już kradzieże samochodów, potem żądania okupu. Na jego dom był napad. - Wiem tylko tyle, że nie można uciekać i bać się bandytów. Wcale nie mówię, że gdyby coś takiego (porwanie - przyp. red.) mnie spotkało poszedłbym z tym na policję. Mój znajomy policjant, kiedy zapytałem go, co robić w takiej sytuacji, poradził jedno: zatrudnij "konkurencyjną" dla porywaczy ekipę. Niech oni znajdą dzieci, bo policja ma zbyt małe możliwości.
Kolejny nasz rozmówca opowiada, że kiedyś płacił "wykup" za skradziony samochód.
- To było parę lat temu - mówi. - Kazali mi przywieźć pieniądze do Olsztyna. Zawiozłem, a samochodu nie zobaczyłem... Trudno powiedzieć, co bym zrobił, gdyby porwano mi dziecko. Nie chcę nawet o tym myśleć, bo domyślam się, co czuje rodzina tych porwanych chłopców.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki