Pomogliśmy... siłą

Jarosław Sender
Martwimy się o naszą sąsiadkę, od kilku dni nikt jej nie widział - zaalarmowali naszą redakcję mieszkańcy jednego z bloków na os. Sienkiewicza w Ostrołęce

Chora 50-letnia kobieta nie wychodzi z mieszkania, nikogo nie chce widzieć - odrzuca wszelką pomoc, choć jej potrzebuje. Tyle, że pewnie nie zdaje sobie z tego sprawy. Mieszka na os. Sienkiewicza w Ostrołęce. Samotnie. Ma dwie córki, ale jak ustaliliśmy, nie utrzymują z matką kontaktów. Do naszej redakcji zadzwonili sąsiedzi Lidii (imię zmienione - przyp. red.). Niepokoili się, bo przez kilka dni jej nie widzieli. Martwili się, że kobieta nie ma co jeść, a może uległa w mieszkaniu wypadkowi i potrzebuje pomocy.

Byliśmy tam. Próbowaliśmy skontaktować się z panią Lidią. Bezskutecznie. Rozmawialiśmy z jej sąsiadami.

Nikogo nie wpuszcza do mieszkania

- To sympatyczna kobieta, chcielibyśmy jej jakoś pomóc. Zbliżają się święta, a ona tam siedzi sama, może głodna? Tylko jak jej pomóc, kiedy nikogo nie wpuszcza? Nie wpuściła kiedyś straży miejskiej, ani policji - powiedzieli nam.

- Torebka papierowa jest wetknięta od tygodnia w drzwi jej mieszkania - widać nikt tych drzwi nie otwierał - dodała pani dbająca o porządek w bloku, również zaniepokojona tą sytuacją. Zagadnięty przez nas mężczyzna wyraził obawy nie tylko o panią Lidię.

- Kiedyś, przez całą noc, w mieszkaniu tej pani lała się woda. Trzeba było ją potem odłączyć w całej klatce. Z tego co mi wiadomo, ta pani nie ma w mieszkaniu ani prądu, ani gazu. A jeśli np. spędza wieczory przy świecach? Może być to zagrożenie dla innych mieszkańców bloku - mówił.

Panią Lidię znają właściciele pobliskich sklepów.

- Czasami przychodziła do mnie po warzywa czy owoce - opowiadał jeden z handlowców. - Miała zawsze mało pieniędzy i prosiła o kilka ziemniaków, czy jednego banana. To przykre, bo widać było, że ta pani zwyczajnie nie ma pieniędzy na większe zakupy. Coś tam zawsze od siebie dorzucałem, bo aż mi się serce krajało kiedy patrzyłem, jak kupuje te dwa ziemniaki na obiad.

Trafiła do szpitala

Sygnały sąsiadów i własne spostrzeżenia przekazaliśmy Elżbiecie Mierzejewskiej-Nicewicz, dyrektor Miejskiego Ośrodkowia Pomocy Rodzinie. Natychmiast podjęła interwencję. Jeszcze tego samego dnia poinformowała nas, że pani Lidia zabrana została do szpitala.

- Po długich negocjacjach, naszemu pracownikowi socjalnemu udało się wejść do mieszkania pani Lidii. Panował tam bałagan, a kobieta była w fatalnej kondycji psychicznej. Umieszczona została w szpitalu - powiedziała Elżbieta Mierzejewska-Nicewicz.

Nie spełnia kryteriów

Pani Lidia jest rencistką drugiej grupy. Nie spełnia kryteriów pomocy społecznej, ale pracownik socjalny MOPR odwiedzał ją, przez pewien czas dostawała też gorące posiłki.

- Pani Lidia nie chciała naszej pomocy - mówi dyrektor MOPR. - Nierzadko nie otwierała drzwi pracownikom socjalnym.

Kobieta ma zaburzenia psychiczne. Od lat jest pod opieką lekarzy. Latem MOPR skierował do sądu wniosek o jej przymusowe leczenie, na podstawie ustawy o ochronie zdrowia psychicznego.

Być może, kiedy pani Lidia opuści szpital, uda się umieścić ją w Domu Pomocy Społecznej. Wbrew jej woli, ale dla jej dobra.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie