Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Polowali na zająca, padł struś

Aldona Rusinek
Samica strusia kosztuje około 7 tys. zł
Samica strusia kosztuje około 7 tys. zł Fot. A. Rusinek
Lechowi Miecznikowi z Prycanowa w lutym padła strusica Pyśka. Wykrwawiła się na śmierć.

Samica strusia kosztuje około 7 tys. zł
(fot. Fot. A. Rusinek)

Właściciel uważa, że ptak zdechł wskutek obrażeń, jakich doznał z powodu polowania, które się odbyło nieopodal Mieczników w grudniu ubiegłego roku.
Lech Miecznik od trzech lat hoduje strusie. W zagrodzie położonej na kolonii wsi trzyma pięć ogromnych ptaków - dwa samce i trzy samice. Zagroda opatrzona jest ostrzeżeniem: nie wjeżdżać, hodowla strusi.
- Strusie są bardzo płochliwe, boją się hałasu, nawet głośnych samochodów - wyjaśnia gospodarz.

Polowanie

7 grudnia ubiegłego roku na polu za płotem Mieczników pojawili się myśliwi. Strusie były akurat na wybiegu otoczonym drewnianymi żerdziami.
- Zobaczyłem zbliżających się myśliwych, a z drugiej strony domu naganiaczy. Wybiegliśmy z żoną, żeby uprzedzić, że mamy strusie, krzyczeliśmy, żeby nie strzelali, bo wypłoszą ptaki. Ale w ogóle na to nie zważali. Z jednej strony zaczęli hałasować naganiacze, z drugiej padły strzały. Strusie wpadły w straszny popłoch. Zaczęły biegać po zagrodzie jak oszalałe, tłuc się o żerdzie. Zgrzały się jak konie. Nie mogliśmy w ogóle z żoną się do nich zbliżyć. Dopiero jak przewaliła się ta myśliwska kawalkada, z trudem wprowadziliśmy je do szopy - opowiada Miecznik.
Kiedy zobaczył myśliwych, zadzwonił na policję.
- Na posterunku w Różanie nie było nikogo. Zadzwoniłem do Makowa. Policja przyjechała za pół godziny, kiedy było już po polowaniu. Chciałem, żeby zmierzyli odległość strzałów, zebrali łuski. Leżał śnieg i były ślady, które można było zmierzyć. Nie chcieli. Nie chcieli też obejrzeć strusi. Powiedzieli, że to nie ich sprawa - twierdzi Lech Miecznik. - Kazali zgłosić się na posterunek do Różana. Poszedłem następnego dnia, ale tam nie sporządzono żadnego protokołu. Powiedzieli, że szkód nie ma, więc nie ma o czym mówić. Nie chcieli też powiedzieć, jakie koło łowieckie polowało za moim domem. Dopiero w gminie się dowiedziałem, że to koło Muflon z Warszawy.

Dlaczego zdechła

Następnego dnia strusie Mieczników obejrzał lekarz weterynarii Gordon Rybacki. Stwierdził, że obrażenia mają dwa ptaki. Obdarte pióra klatki piersiowej, obrzęk klatki, u samca obrażenia prawego uda, u samicy palca u nogi.
- Kiedy policja nas zlekceważyła, pojechaliśmy do biura porad obywatelskich w Ostrołęce. Poradzono nam, żebyśmy złożyli skargę do prokuratury. Złożyliśmy 22 grudnia ubiegłego roku. W połowie stycznia otrzymaliśmy z Prokuratury Rejonowej w Przasnyszu odmowę wszczęcia postępowania - informuje Lech Miecznik.
"Z rozpytywań myśliwych biorących udział w polowaniu wynika, że odległość myśliwych od posesji Leszka Miecznika wynosiła 100 metrów, natomiast strzał oddał myśliwy, znajdujący się powyżej 200 m od zagrody. Ponadto do chwili obecnej strat w hodowli nie zanotowano. Zatem nie został naruszony art. 51 pkt 1 ustawy o hodowli zwierząt łownych i prawie łowieckim" - czytamy w piśmie z prokuratury.
Lech Miecznik twierdzi jednak, że myśliwi byli najwyżej 80 metrów od jego domu i można to było zmierzyć na podstawie pozostawionych na śniegu śladów, że padł nie jeden strzał, ale kilka, co na polowaniu jest raczej bardzo prawdopodobne. I że straty w hodowli się dotkliwe. Bo w nocy 21 lutego padła samica Pyśka.
- Dostała wewnętrznego krwotoku. Doktor Rybacki podczas sekcji zwłok, robionej w obecności policjanta, stwierdził krwotok z tchawicy, uszkodzenie worków powietrznych, mięśni piersiowych i przedniej części mostka. To wszystko był efekt tego grudniowego potłuczenia - uważa właściciel hodowli.
Doktor Rybacki potwierdza, że potłuczenia z grudnia mogły być powodem wewnętrznego krwiaka, a osłabienie organizmu mogło potem wywołać wewnętrzny wylew.

Straty

- Dwa dni płakałam za Pyśką - wyznaje Miecznikowa. - To tylko zwierzę, ale człowiek się przywiązuje.
- Kto mi teraz zwróci tę stratę? - pyta Miecznik. - Samica warta była 7 tys. złotych, nie licząc ceny około 60 jaj, które by zniosła. Jaja sprzedawałem po 100 złotych. Stratny jestem na około 13 tys. złotych - wylicza hodowca.
Pyta, jakim prawem wydaje się zezwolenia na polowania w pobliżu gospodarstw, dodając, że myśliwi nie pierwszy raz zakłócili mu spokój.
Hodowca strusi skierował za pośrednictwem Zarządu Okręgowego Polskiego Związku Łowieckiego w Ostrołęce skargę do Okręgowego Rzecznika Dyscyplinarnego PZŁ. Rzecznik 13 marca wydał postanowienie o "wszczęciu postępowania dyscyplinarnego w sprawie naruszenia prawa własności i spowodowania zagrożenia osób i otoczenia podczas polowania zbiorowego" organizowanego przez Koło Łowieckie Muflon.
Łowczy warszawskiego koła Władysław Krukowski uważa, że zgodnie z tym, co wykazało postępowanie wyjaśniające policji i prokuratury, prawo nie zostało złamane.
- Polowanie zorganizowane było zgodnie z planem polowań i zachowane były przepisowe odległości. Trudno też mówić o wielkim hałasie, skoro padł raptem jeden strzał do jednego zająca. Tymczasem właściciel strusi oczekuje od nas wysokiego odszkodowania, choć nikt na razie nie stwierdził, że przyczyną śmierci strusia mogło być polowanie. W tej sprawie jest wiele niejasności. Nie ma gwarancji, że struś nie potłukł się także później. Wieść niesie, że temu panu już wcześniej kilka strusi padło, więc może nie mają zapewnionych odpowiednich warunków hodowli. Trzeba potwierdzić wiarygodność lekarskiej obdukcji - mówi łowczy Krukowski. - Taka obdukcja zresztą powinna być robiona w obecności przedstawiciela koła łowieckiego, choćby innego lekarza weterynarii w Różanie, który jest członkiem naszego koła. Będziemy się odnosić do żądania Lecha Miecznika dopiero po wnikliwym wyjaśnieniu wszelkich okoliczności tej sprawy.
Czy myśliwi wynagrodzą straty Lechowi Miecznikowi - poinformujemy.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki