Policja znalazła dwa trupy. Nowe fakty w sprawie tajemniczego wypadku (zdjęcie)

(ar)
Fot. KMP Ostrołęka
- Artur zawsze chętny był do pomocy. Choć młody, był też podporą dla rodziców w prowadzeniu tego zakładu - mówi o jednej z ofiar ks. Szczepan Borkowski, proboszcz miejscowej parafii.
Artur Kowalczyk
Artur Kowalczyk Fot. nasza-klasa.pl

Artur Kowalczyk
(fot. Fot. nasza-klasa.pl)

Na łuku drogi w Amelinie późnym wieczorem 7 września tragicznie zginęło dwóch mężczyzn: 24-letni Artur Kowalczyk z Amelina i 51-letni meszkaniec powiatu mławskiego. Policja wciąż bada nietypowe okoliczności wypadku.

Kierowca był w szoku

Prawdopodobny przebieg wydarzeń mógł być taki: jadący tirem w stronę Ostrołęki mieszkaniec pow. mławskiego zobaczył w światłach reflektorów leżącego na ulicy człowieka. Zatrzymał samochód na poboczu łuku drogi, zostawił go na światłach i wysiadł, by sprawdzić co dzieje się z leżącym. Kiedy przechodził na drugą strone ulicy zza zakrętu wyskoczyła skoda octavia.

Kierowca tira zginął na miejscu. Kierowca skody w szoku odjechał, zatrzymał się jednak po dwóch kilometrach i zgłosił na policję, że oślepiony światłami - potrącił człowieka. Skodę prowadził 29-letni mieszkaniec pow. ełckiego.

Kiedy przyjechała policja, na drodze znalazła dwa trupy. Nie żył także Artur Kowalczyk.
- Trudno w tej chwili jednoznacznie stwierzdzić w jaki sposób zginął mlody człowiek z Amelina - powiedział nam Sławomir Klik z KPP w Makowie Mazowieckim w piątek po południu. - Trwają oględziny ciała, a także drobiazgowe badania samochodu. Bierzemy pod uwagę możliwość, że Artur Kowalczyk został wcześniej potrącony przez inny samochód. Ale nie jest to pewne. Nie wiemy w tej chwili, z jakiego powodu leżał na drodze. Czy nie żył już wcześniej, czy zginął także wskutek uderzenia skody. Dochodzenie jest w toku.

Bólu nie da się ukoić

Artur Kowalczyk mieszkał w Amelinie z żoną i dwoma synkami w wieku przedszkolnym. Pracował w zakładzie stolarskim swoich rodziców.
- Bardzo dobra, spokojna rodzina - mówi o nich proboszcz miejscowej parafii, ks. Szczepan Borkowski. - Artur zawsze chętny był do pomocy. Choć młody, był też podporą dla rodziców w prowadzeniu tego zakładu. Mówię ludziom, że widocznie Pan Bóg dobrego cieśli potrzebował, bo co można powiedzieć w takich sytuacjach, gdy bólu najbliższych nie da się niczym ukoić.

Niezależnie od śmierci, dodatkowo tragiczne w tym wypadku jest to, że zginął człowiek, który chciał pomóc dugiemu. Zdarzenie to jest także tragedią dla kierowcy skody.

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

;p
.
Dodaj ogłoszenie