Po prostu wiem, jaka to melodia

Renata Jasińska
Izabela Janyszko - księgowa - rozpoznaje piosenki czasem po jednej nucie.

Izabela Janyszko z Chrzczonek, gm.Różan, po raz czwarty wystąpiła w teleturnieju „Jaka to melodia”. Odcinek z jej udziałem można było oglądać w piątek 13 maja.

- Moja przygoda z programem zaczęła się przypadkiem. Zobaczyłam gdzieś ogłoszenie, że będzie przesłuchanie do nowych odcinków. Mój narzeczony do mnie powiedział: „Jedź. Ty się nadajesz” - opowiada pani Iza. Nie wahała się ani chwili. - W grudniu 2014 roku odbył się casting. Przyjechało bardzo dużo ludzi. Przesłuchania polegały na tym, że wchodziliśmy w grupach po pięć osób. Każdy musiał o sobie coś powiedzieć i odgadnąć zagrane utwory. Potem mieliśmy czekać na wiadomość.

I pewnego dnia pani Iza odebrała SMS-a z zaproszeniem na nagranie programu.

- Zakwalifikowałam się do odcinka. Miałam być na godzinę 12, ale pojechałam wcześniej, ponieważ nie lubię się spóźniać. Po drodze okazało się, że ktoś nie dojechał i zapytano mnie, czy mogę być na 10. Więc pierwszy raz w programie był dość stresujący i szalony. Ledwo wbiegłam do studia, a już ktoś brał ode mnie kurtkę, inny ktoś mnie malował i czesał. Ale w sumie udało mi się dojść wtedy do trzeciej rundy - wspomina.

W studiu jest super!

W każdym kolejnym odcinku było już łatwiej.

- Tam jest niesamowita atmosfera. Wiadomo, że na początku jest stres, bo w studiu jest publiczność i mnóstwo osób, które pracują przy realizacji programu. Poza tym nie wiedziałam jak to będzie wszystko wyglądało. Czy jak się ruszy ręką czy nogą, to czy potem to źle nie wypadnie - wspomina pani Iza. - Bo tak poza tym, w studiu jest bardzo przyjaźnie. Prowadzący Robert Janowski jest przesympatyczny, uczestnicy też. I nie ma tam wielkich emocji, że ktoś wygrał, a ktoś inny przegrał. Po prostu następuje koniec i wszyscy pozostają w dobrych humorach.

Nad tym czy wziąć udział w kolejnych edycjach pani Iza też się długo nie zastanawiała.

- Jak raz przejdzie się casting, to potem już nie trzeba brać w nim udziału. Wystarczy obserwować na Facebooku terminy kolejnych nagrań. Jedynym ograniczeniem jest to, że należy po każdej edycji odczekać pół roku, żeby móc wziąć udział ponownie.

Sporo osób bierze udział w programie po kilka razy.

- Spotkałam nawet pana, który przyjeżdża od 15 lat. A wiadomo, im dłużej człowiek próbuje, tym jest łatwiej i zwiększa się szansa na wygraną.

Żeby wygrać w programie „Jaka to melodia” trzeba wykazać się znajomością piosenek z różnych gatunków i z różnych lat. Z tym pani Iza nie ma większego problemu.

- Nie przygotowuję się jakoś specjalnie. Trzeba tutaj zaznaczyć, że nie ma żadnej listy utworów, ani nic takiego, na czym można bazować. Osobiście idę na żywioł. Na co dzień dużo słucham muzyki, radia i to właściwie tyle. No może odkąd zaczęłam brać udział w programie, to częściej po usłyszeniu nieznanej piosenki staram się odszukać gdzieś jej tytuł.

Czasem oprócz wiedzy pomaga też szczęście.
- Te wszystkie piosenki, które ludzie rozpoznają po pierwszej nutce, to się po prostu zgaduje. Kiedy słyszy się jaki jest wykonawca, można próbować domyślać się, jaki utwór będzie najbardziej prawdopodobny.

Odcinek specjalny

Najmilej pani Iza wspomina odcinek specjalny, z Ireneuszem Dudkiem. Zasady rekrutacji do programu były nieco inne. Specjalnie powołana komisja oceniała kreatywność uczestników i na jej podstawie zapraszała do udziału. A akurat fantazji pani Izie nie brakuje.

- By dostać się do odcinka specjalnego trzeba było udzielić odpowiedzi na pytanie czy i za co lubi się Ireneusza Dudka i co można samemu wnieść do programu. Napisałam, że nie występowałam jeszcze w odcinku specjalnym i że najbardziej lubię utwór „Au Sza la la la - mam dwie lewe ręce”, i często go śpiewam mojemu narzeczonemu, kiedy prosi mnie bym coś zrobiła - żartuje pani Iza, wyjątkowo wesoła i energiczna osoba.

Na co dzień pracuje jako księgowa w firmie transportowej. Swoją pracę lubi i ceni. Jak mówi w pracy odpoczywa od domu, a w domu od pracy. W firmie akceptują „melodiową” pasję księgowej, więc nie denerwują się, kiedy wyjeżdża na nagranie. Z niecierpliwością za to czekają na nowe odcinki z jej udziałem.

Po pracy pani Iza biega, jeździ na rowerze lub spotyka się z narzeczonym, z którym niedługo stanie na ślubnym kobiercu.
- Dokładnie 8 października. Już prawie wszystko mamy gotowe na ten dzień. I myślę, że tym bardziej jest to dobry moment, żeby wygrać jakąś konkretną sumę w teleturnieju.

Ponieważ Iza mieszka w małej miejscowości, większość ludzi wie, że występuje w teleturnieju. Jak przyznaje, rozpoznają ją też mieszkańcy Różana i Młynarzy.

- Zdarzyło się, że po programie ktoś w sklepie powiedział, żebym się nie poddawała. To, trzeba przyznać, jest bardzo miłe. Ja z natury jestem trochę pokręcona, zwariowana w przeciwieństwie do mojego narzeczonego - śmieje się pani Iza. - Pewna pani w programie zażartowała, że jak ona mnie drzwiami wyrzuca, to ja oknem wchodzę. Ale trochę faktycznie tak w moim życiu jest.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie