Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Plecak pełen wibratorów

Magdalena Mrozek
Liczy się pomysł, pieniądze pojawiają się same, twierdzi Tobiasz, który zarabia na internetowym handlu erotycznymi zabawkami

W marcu Tobiasz zarobił prawie 800 zł, kwietnia jeszcze nie podsumował, bo pieniądze są w drodze. Jadą konwojem z granatowo-żółtym logo Poczty Polskiej. Z zadowoleniem zaciera ręce, bo zysk powinien być o jakieś 200 zł wyższy. To był przyzwoity miesiąc - mówi i po chwili wybucha śmiechem. A raczej wyjątkowo nieprzyzwoity - dopowiada.
Tobiasz uczy się w trzeciej klasie jednego z ostrołęckich liceów. W którym dokładnie, podobnie jak prawdziwe swoje imię i nazwisko, pozostawia do naszej wiadomości. Twierdzi, że jego pomysłowość i przedsiębiorczość może nie zostać doceniona przez nauczycieli. Swoje bardzo wysokie kieszonkowe zawdzięcza bowiem amatorkom wibratorów, przezroczystych majtek z suwakami i puszkami, gumowych kombinezonów, pejczy i wielu innych akcesoriów urozmaicających życie erotyczne Polaków i Polek.
Zabawki wyłącznie dla dorosłych zdobywa przez Internet i również tą samą drogą klientów.
- Wszystkie przedmioty, które wyszperam, wystawiam na aukcje i na razie jeszcze się nie zdarzyło, żeby coś nie poszło. Udało mi się wyczuć rynek - mówi z wyraźną satysfakcją.

Zapłodniła mnie osiemnastka

Pomysł w głowie niepozornego blondyna w okularach zaświtał zupełnie przez przypadek.
- Kumpela zaprosiła mnie i jeszcze parę innych osób na osiemnastkę. Prezent miał być zrzutkowy. Chcieliśmy dać jej coś naprawdę odjazdowego, takiego, żeby jeszcze wnukom opowiadała, jakich to miała znajomków. Po kilku piwach w pubie byliśmy zgodni, że to musi być komplet zabawek dla dorosłych już dziewczynek. Tyle, że w Ostrołęce nie ma ich co szukać. Pojechaliśmy ekipą do Warszawy, do sex shopu.
W drodze do warszawskich różowych sklepików chłopakom animuszu nie brakowało. Na zakupy wybierała się cała czwórka. Gorzej było przed samym wejściem do sklepu.
- Odwaga chyba na prowincji została, bo później to już nikt się nie rwał do wejścia do sklepu. Za to samochodu na parkingu pilnować chcieli wszyscy. W końcu poszliśmy we trzech, z cegłą na pulasach wyjąkaliśmy kolesiowi co konkretnie chcemy i błyskawicznie zdecydowaliśmy się na to, co nam podał. Wibrator, kajdanki, czapkę niby policyjną i prezerwatywy z wypustkami.
Tobiasz chwali się, że prezent zrobił furorę. Z kolei o wyprawie do sex shopu wśród znajomych krążą już niemal legendy ze śladową ilością prawdy.
- Pomyślałem sobie, że ludzie chociaż lubią "ten sport" i naprawdę mają fantazję, ale wstydzą się jednak ją wprowadzać w życie. Ja też byłem skrępowany wchodząc do sklepu z tandetną, wymalowaną na szybie panienką w rozkroku. Sprawdziłem więc gdzie i co można kupić w Internecie - mówi. - Nie żebym szukał czegoś dla siebie, tylko tak z ciekawości.
Tobiasz znalazł kilka adresów internetowych firm, które rozprowadzają erotyczne gadżety, producentów wyuzdanej bielizny. Trafił też na kilka aukcji, którym najpierw dokładnie się przyglądał.
- Towar błyskawicznie dochodził do cen żądanych przez sprzedających. Zacząłem więc kombinować.
W pierwszej swojej aukcji zlicytował za 10 zł gumowy pierścień miłości, podtrzymujący erekcję. Zanim przesyłka dotarła do domu, Tobiasz zdążył pierścień wystawić na innej aukcji i sprzedać za 13 zł.

Najlepiej idą wibratory

Dalej jak mówi, to już samo poszło. Godzinami siedział w domu przed komputerem, na szczęście ze stałym dostępem do Internetu, bo na opłacenie połączeń przez modem nie wystarczyłoby "kieszonkowego". Mama i babcia są przekonane, że zamknięty w swoim pokoju pilnie się uczy.
- Zaglądają tylko czasami, żeby upewnić się, że nie gram. Mówię, że szukam w necie czegoś do pracy domowej i zostawiają mnie w spokoju.
Największy popyt, według trzymiesięcznych obserwacji Tobiasza, jest na wibratory.
- Dobrze się sprzedają takie lateksowe po ok. 50-60 zł i z gęstego żelu, które zmieniają kształt i są nawet o 30 zł droższe. Poza tym bawole oczko dla facetów i drażniące kulki dla pań, hiszpańska mucha, różne kremy i tabletki "orgasmusy", no i hitem cały czas są prezerwatywy. Im bardziej powydziwiane, tzn. smakowe, kolorowe, świecące w ciemności, z głowami zwierząt, tym lepiej i drożej się sprzedają. Nawet po 10 zł za sztukę.
Kto częściej robi zakupy u Tobiasza? Osiemnastolatek mówi, że kobiety.
- Licytują erotyczną bieliznę: gorsety z czarnej gumy albo skóry, przezroczyste biustonosze z puszkami, albo neonowym sercem, majteczki z rozcięciem w kroku. No i wibratory, często z dodatkowymi nakładkami.
Kilka razy zdarzyło się że dostał maila z konkretnym zamówieniem.
- Trzy tygodnie temu facet napisał mi, czy nie miałbym do sprzedania gumowego manekina, czyli lalki. Udało mi się taką znaleźć za 650 zł. Sprzedałem z zyskiem i to nawet niezłym - przyznaje otwarcie. To był mój największy jak dotąd zarobek.
Tobiasz twierdzi, że kompletnie nie interesuje go handel kasetami i płytami z filmami erotycznymi i pismami.
- Nigdy nie wiadomo, co na nich naprawdę jest. Może jakieś filmy nakręcone przez pedofili? Nie chcę mieć z tym nic wspólnego.

Babcia przesyłki nosi

Największy problem Tobiasz ma z obiegiem przesyłek. Cały czas denerwuje się, żeby przypadkiem do paczki nie zajrzała babcia, która odbiera ją od kuriera, albo niesie na pocztę.
- Oficjalna wersja dla mamy i babci jest taka, że znalazłem sobie pracę przez Internet w firmie komputerowej. Myślą, że piszę i wysyłam dla nich jakieś programy. Przesyłki, czyli materiały od firmy odbiera babcia. Ja w tym czasie jestem w szkole. Babcia ma przykazane, żeby nie zaglądać, bo to wszystko bardzo czułe i można niechcący uszkodzić. Siostra od paru tygodni połapała się w tym co robię i niemalże ryczy ze śmiechu, jak babcia ostrożnie oddaje mi te paczki.
Mówi, że gdyby babcia zorientowała się że w pakunkach, które przynajmniej raz w tygodniu nosi pod pachą na pocztę są takie bezeceństwa, miałby w domu na bank awanturę i egzorcyzmy.
- Proszę ją tylko za każdym razem, żeby najpierw poszła wysłać paczkę, a potem dopiero zaszła do kościoła się pomodlić, jak to ma w zwyczaju.
O swoim pomyśle na dorobieniu do kieszonkowego nie rozpowiada też wśród kolegów. Trochę obawia się konkurencji, ale najbardziej długich języków.
- U rodziców ten numer by przeszedł, bo są w miarę nowocześni. Tata nie rozprawiał o pszczółkach i kwiatkach, tylko wręczył mi na siedemnaste urodziny paczkę prezerwatyw. Teraz też czasem kiedy wychodzę na imprezę pyta czy mam gumki. Ale w oczach nauczycieli i babci byłbym zboczeńcem.
O różowych paczkach wie oprócz siostry Tobiasza, jego najlepszy kolega - przyjaciel z tej samej piaskownicy.
- Kupuje ode mnie kolorowe i smakowe prezerwatywy, bo mówi, że jest zażenowany kiedy sprzedawcy na stacji benzynowej czy w kiosku mierzą go wzrokiem, kiedy o takie właśnie prosi.
Tobiasz przez cały czas naszej rozmowy był bardzo szczery i bezpośredni. Kilka razy podkreślał, że nie wstydzi się tego co robi.
- Grunt, że pomysł okazał się trafiony. Cały czas media trąbią, że trzeba być mobilnym, oryginalnym i umieć się sprzedać. A ja chcę być socjologiem. Zdobywam doświadczenie. A branża, też taka ludzka.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki