MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Pierwszy piknik rowerowy

Anna Suchcicka, Jacek Pawłowski
Przez wygodę podążają (od lewej) Zenon Lendzion, Urszula Maćkowska, Bożena Sztuc, Anna Suchcicka
Przez wygodę podążają (od lewej) Zenon Lendzion, Urszula Maćkowska, Bożena Sztuc, Anna Suchcicka J. Pawłowski
Niemałą sensację na ulicach Przasnysza wzbudziła w sobotę 17 maja kolumna trzydziestu rowerzystów podążających w kierunku Szli i Osówca. Nie dość, że w okolicy rzadko można uświadczyć tyle jadących rowerów naraz, to jeszcze osoby rowerzystów budziły zrozumiałe zainteresowanie. - Jak burmistrz jeździ rowerem, to nie jest jeszcze źle - wykrzyknął przechodzień w okolicach dworca PKS-u.
Burmistrz tez odjechal po rajdzie

Rajd rowerowy Krossa i TO

Na rowerowy piknik "Tygodnika Ostrołęckiego" i producenta rowerów Kross zaprosiliśmy wszystkich, od których zależy rozpropagowanie zdrowego stylu życia i rowerowej turystki na ziemi przasnyskiej. Z zaproszenia skorzystało blisko trzydzieści osób. Burmistrz Zenon Lendzion przyjechał starym, ale jakże jarym Rometem, z pompką przełożoną w poprzek bagażnika. Wiceburmistrz Leszek Soja dotarł na nasz rajd z żoną i na trasie zaskoczył wszystkich opanowaniem i kondycją. Wiceburmistrz Przasnysza w poprzedniej kadencji Andrzej Dołęga budził podziw z powodu roweru na którym jechał (prezent od dawnych współpracowników z ratusza z autografami na tylnym błotniku) i sympatię ze względu na towarzystwo - zabrał bowiem w charakterze pasażera pięcioletnią córkę, która dzielnie znosiła trudy podróży. Przewodnik wycieczki Jarosław Włodarczyk (były kolarz szosowy) dosiadł wysłużonej wyścigówki i niemal na przekór prawom fizyki przedzierał się na cieniutkich kołach przez nierówności torowisk, żwirówek i leśne dukty. Komendant powiatowy policji Mieczysław Wierzbicki na okoliczność rajdu zdjął mundur, ale dres który przywdział, był w kolorze... radiowozu (niebieski w białe pasy). Policję reprezentował na rajdzie również Tomasz Łysiak, oficer prasowy przasnyskiej komendy policji, a prywatnie zięć Wierzbickiego.
Redakcja TO wystawiła na rajd ekipę składającą się z dziennikarzy i (lub) rodzin w składzie: Anna Suchcicka, Sławomir Olzacki, Marek Foss, Katarzyna i Jacek Pawłowscy.
Wyruszyliśmy spod Krossa. Nasza trasa wiodła przez Przasnysz, Wygodę, Osówiec, Szlę, Przejmy i Święte Miejsce (w jedną stronę 21 km, powrót - 13 km). Było zdrowo, ekologicznie i historycznie. Historia regionu dopadła nas niemal na starcie - wyjeżdżając z miasta minęliśmy kościół farny i późnogotycki pobernardyński klasztor ojców pasjonistów. Potem rowerowe kółka zaterkotały na ulicy Królewieckiej, czyli na starym trakcie z Warszawy do Królewca. W położonej nieopodal wsi Wygoda, onegdaj mieściła się karczma o tej samej nazwie. Podróżni mogli tam wypocząć i zmienić konie. Naszym rumakom postój na razie był niepotrzebny, po kilku kilometrach pokonaliśmy most na rzecze Morawce i w miejscowości Zakocie skręciliśmy ku Osówcowi. Po drodze mogliśmy podziwiać stare, drewniane chaty z charakterystycznymi dla architektury kurpiowskiej "śparogami" wieńczącymi dach. Gdyby trasą tą w tym momencie jechali turyści z daleka, już po pierwszych czterech kilometrach byliby zauroczeni ziemią przasnyską. Tuż za rogatkami można było podziwiać dostojnie przechadzającego się po łące czarnego bociana, a pierwszy napotkany las powitał rowerzystów koncertem kukułek.
Za miejscowością Osówiec zatrzymaliśmy się, by dać odsapnąć ciałom i "nakarmić" oczy. Za miejsce postoju wybraliśmy górkę zwaną Dunicą. Rozciąga się z niej panorama całej okolicy, widać kościół i podprzasnyskie wsie. Góra widokowa, umożliwiła uczestnikom rajdu zapoznanie się z topografią i z historią. Z topografią, bo cała okolica rozpościerała się wokół jak na dłoni, a z historią bo góra ta była umocnionym rejonem w czasie pierwszej wojny światowej. Pozostałości okopów widoczne są tu do dziś. Góra bardzo spodobała się wyczynowcom. Ekipa techniczna Krossa (dwaj młodzieńcy z kolarsko-przełajowym zacięciem) jeździła po zboczu. Nie bez sukcesów swoich sił w zjeżdżaniu próbował Tomasz Łysiak, natomiast Marek Foss nie osiągnął szczytu wzgórza, bo przy próbie podjazdu pękł mu łańcuch w rowerze. Szczęśliwie po kilkunastu minutach nadjechał z Przasnysza zmotoryzowany serwis Krossa z nowymi elementami napędowymi. Kilka sprawnych ruchów kluczem i rower znów nadawał się do jazdy.
Po regeneracji sił obraliśmy najprostszą drogę do leśniczówki Przejmy. Wycieczkowiczom dysponującym lepszą kondycją proponujemy dodatkowo przejazd w kierunku Szla-Jednorożec. Tam 17 października 1944 roku oddział AK - Henryka Kierzkowskiego ps. Raban wyrwał się z niemieckiego okrążenia. Wydarzenia upamiętnia wzniesiony w lesie pomnik.
W Szli ekipa rajdowców została uszczuplona o dwie osoby. Troskliwa mama przejęła do wygodnego auta małą Dołężankę, a wójt gminy Przasnysz Grażyna Wróblewska udała się na spotkanie z prezesem PSL Jarosławem Kalinowskim.
Nasz piknik rowerowy zakończył się w leśniczówce w Przejmach, gdzie przy smakowitych daniach z grilla, przygotowanych przez "La Romanticę", restaurację w Przasnyszu, uczestnicy regenerowali siły przed powrotem do miasta.
Czy rowerowa impreza TO i Krossa upowszechni w Przasnyszu zdrowy styl życia i rowerowe przejażdżki? Zapewne pokaże to czas, a my będziemy obserwować, mamy nadzieję, korzystne zmiany.
Andrzej Dołęga powiedział nam, że jemu również zależy na tym, aby Przasnysz i okolice były terenami przyjaznymi dla rowerzystów.
- Kiedy byłem wiceburmistrzem, został opracowany plan utworzenia w mieście ścieżek rowerowych - mówi Dołęga. - Założenie było takie, że przy remontach kolejnych ulic będą przy nich powstawać wydzielone drogi dla rowerów. Mam nadzieję, że plan ten będzie realizowany. Ważne jest również to, że na dzisiejszym rajdzie spotkały się w jednym miejscu osoby, które mogą zrobić coś dobrego dla upowszechnienia rowerowej turystyki. Po dzisiejszym rajdzie jestem przekonany, że mamy się czym pochwalić i bez kompleksów możemy organizować podobne imprezy dla turystów z Unii Europejskiej.
Komendant Wierzbicki, który na podsumowaniu rajdu relaksował się wożąc wnuczkę na ramie roweru, również nie ukrywał zadowolenia.
- Ale fajną imprezę zrobiliście - rzekł nam w pewnej chwili. - Prywatnie też lubię jeździć na rowerze. Do pracy mam wprawdzie za blisko, ale na działkę jeżdżę. A działka, jak to działka, trzeba jej doglądać codziennie.
Wracaliśmy przez Krępę do Świętego Miejsca zwanego dawniej Bartnym Borkiem, podziwiając drewniany kościół z 1900 roku i murowaną kapliczkę z XVIII wieku. Wedle legendy, tu pastuszkom w koronie lipy ukazała się Matka Boska. W Bartnikach obejrzeliśmy z uwagą dwuramienny krzyż zwany Carawaca, (według wierzeń chroni przed zarazą). W Bartnikach warto zwiedzić także cmentarz z I wojny światowej, który powstał na miejscu dawnych umocnień polowych. Nieco zziajani minęliśmy następnie Polny Młyn i wjechaliśmy do Przasnysza. Pierwsza rekreacyjna trasa rowerowa została zbadana i zaliczona. W następnym roku, być może, wybierzemy się w kierunku Rostkowa, Krasnego, Zwierzyńca albo Mchowa.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki