Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Pędzą cykliści wśród zeschłych liści

Jacek Pawłowski
Nie dość, że zdrowo, to jeszcze przyjemnie - tak najkrócej można streścić sens jeżdżenia na rowerze. Sprawdziliśmy czy po Ostrołęce da się jeździć przyjemnie i bezpiecznie. Wnioski są niewesołe. Dróg dla rowerów nie ma w mieście za dużo. Jedna prowadzi na Stację, druga do Wojciechowic, a trzeciej nie ma (tzn. istnieje tylko na znakach). Przejechaliśmy się wszystkimi.

Na Stację

Ścieżka wzdłuż alei Jana Pawła II, liczy 2,5 km. Ciągnie się wzdłuż całej ulicy, a na jezdni obowiązuje zakaz ruchu rowerów. Zakaz jednak czysto teoretyczny. Rowerzyści śmigają jezdnią, że aż strach i jak dotąd nie dostrzegliśmy żadnego patrolu policji ani straży miejskiej, który egzekwowałby zakaz.
Ścieżka budowana była w dwóch etapach. Odcinek od ronda Zbawiciela Świata do hotelu pielęgniarek istnieje od pierwszej połowy lat 90. Pozostałą część aż do ulicy Nasypowej oddano do użytku w 2000 roku. Oba odcinki różnią się między sobą jakością nawierzchni, a więc i komfortem jazdy rowerzysty. Starszy odcinek jest dość nierówny i miejscami wyszczerbiony. Ale po kolei. Jadąc od Stacji, można wjechać na ścieżkę od ulicy Kaczyńskiej. Choć jest wyraźnie oznakowana jako ciąg pieszo-rowerowy, nie ma na nią wygodnego wjazdu. W okolicy znaku oznaczającego początek ścieżki rowerowej wszędzie dookoła są dość wysokie krawężniki. Trzeba na nie najeżdżać ryzykując uszkodzenie kół, albo zsiadać z roweru. Można też próbować wjechać na chodnik przy ulicy Kaczyńskiej (jest tu dość bezpieczny wjazd) i chodnikiem dojechać do ścieżki (patrz zdjęcie nr 5 na infografice).
Dalej dość bezpiecznie jedziemy w stronę centrum, aż do miejsca, gdzie trzeba przeciąć jezdnię. Zawirowania wokół własności gruntów przy budowie ulicy Artyleryjskiej sprawiły bowiem, że chodnik w pewnym momencie się urywa i zaczyna się po drugiej stronie. Przejazd przez jezdnię jest w tym miejscu niebezpieczny, ponieważ oznakowany został wyłącznie jako przejście dla pieszych (zdj. 6). Teoretycznie więc, chcąc pozostawać w zgodzie z prawem, rowerzysta powinien zsiąść z pojazdu i przeprowadzić rower przez jezdnię. Na pewno więc łatwiej niż rowerzystom byłoby miejskim władzom oznakować to przejście jako przejazd dla rowerzystów i postawić w odpowiedniej odległości znaki ostrzegawcze "uwaga rowerzyści".
Zbytek ostrożności? Do pierwszego wypadku!
Jedziemy dalej. Za hotelem pielęgniarek ścieżka krzyżuje się z ulicą dojazdową do przychodni specjalistycznych. Tu również nie ma oznakowanego przejazdu dla rowerzystów. Gdyby był, rowerzyści mieliby pierwszeństwo przed pojazdami skręcającymi w tę uliczkę z alei Jana Pawła, natomiast musieliby ustępować pierwszeństwa pojazdom wyjeżdżającym ze szpitala (chyba, że znaki wskazywałyby inaczej). Obecnie sytuacja nie jest jasna, ponieważ rowerzystom nie wolno jeździć w poprzek jezdni po przejściach dla pieszych. Odcinek od wjazdu do nowego szpitala do skrzyżowania ze Skierkowskiego bywa niebezpieczny z uwagi na ubytki w nawierzchni. Zwłaszcza w okolicach skrzyżowania z Berlinga nawierzchnia została dosłownie wyrwana (zdj. 4). Skrzyżowanie ze Skierkowskiego, wjazdem do MiniMala i wjazdem na Statoil, mają te same niedogodności: nie stoją żadne znaki, które ostrzegałyby kierowców, że przecinają ścieżkę rowerową. Dodatkowo przy Statoilu wybudowano wysepkę z dość wysokimi krawężnikami. Ścieżka wzdłuż alei Jana Pawła II kończy się niespodziewanie. Nie ma też płynnego wprowadzenia rowerzystów w normalny ruch uliczny.
Rowerzyści jadący w drugą stronę, czyli w kierunku Stacji, również mają kłopot z wjazdem na ścieżkę. Przejeżdżają rondo Zbawiciela Świata i nagle widzą zakaz wjazdu rowerów. Mogą odbić w prawo i narażać się na krawężniki przy Statoilu, albo próbować wjechać na ścieżkę przez dość łagodny wjazd przy MiniMalu, wówczas jednak przez ok. 50 m łamią zakaz.

Do Wojciechowic

Druga droga wyznaczona dla rowerów ciągnie się wzdłuż ulic Łomżyńskiej i I AWP i powinna raczej służyć jako tor z przeszkodami dla miłośników wyczynowej jazdy na przełaj. Zaczynamy jazdę od przejazdu kolejowego w Wojciechowicach. Nie wiadomo gdzie droga dla rowerów się zaczyna, bo nie stoi żaden znak. Domyślamy się, że gdzieś w okolicach skrzyżowania z Batalionu Czwartaków, bo stoi tam znak informujący o końcu drogi dla rowerów dla jadących z przeciwka. Na jezdni stoi zakaz wjazdu rowerów. Nie ma jednak wyznaczonego zjazdu dla rowerzystów na ścieżkę.
Niemal przez całe Wojciechowice droga dla rowerów to stary, od lat nie remontowany chodnik z lat 70. Dziurawy i wyszczerbiony (np. przy kościele, przystanku PKS i przejeździe przez ulicę Koszarową - połamane trylinki łatane asfaltem), tudzież dostarczający rowerzystom niezapomnianych wrażeń ze względu na wysokie krawężniki (skrzyżowanie z ulicą Partyzantów oraz Bielik i Makarowej) i imponujące garby ukształtowane poprzez biegnące pod chodnikiem korzenie drzew (np. przy pawilonie Społem) (zdj. 3). Naprzeciw cmentarza czerwonoarmistów kilka dziur w chodniku, w których zgromadziły się śmieci (zeschłe liście i trociny po wycince gałęzi drzew) iÉ pieniek (zdj. 1) po wyciętym drzewie na samym środku. Na wysokości dawnego kina Uśmiech nadal betonowe płyty oraz góry i doły. Dalej jest już nieco lepiej, bo od ulicy 5. Pułku Ułanów zaczyna się asfalt. Przed laty na wyasfaltowanym odcinku udało się ściąć wystające korzenie i wyrównać nawierzchnie, ale drzewa wciąż rosną i podnoszą asfalt do góry.
Dojeżdżamy powoli do centrum. Ścieżka kończy się równie niespodziewanie, jak się zaczęła. Przy skrzyżowaniu z Witosa i Podchorążych widzimy znak, że ścieżka ciągnie się dalej wzdłuż Witosa (niestety, znowu popsute betonowe płyty). Nie wiadomo jednak jak daleko, bo znaku końca drogi dla rowerów nie uświadczyliśmy przez kilkaset metrów, aż w końcu przy stacji paliw Esso chodnik się skończył i musieliśmy zjechać na jezdnię.
Chcąc z kolei kontynuować jazdę z Wojciechowic ulicą Traugutta, mamy szansę na fragment prawdziwej ścieżki dla rowerów, równej i oddzielonej od chodnika. Zła wiadomość jest taka, że luksusu tego starcza zaledwie na kilkadziesiąt sekund jazdy. W dodatku ścieżka ta w kierunku Wojciechowic jest tak wyprowadzona koło przystanku MZK przy parku, że można zderzyć się z wiatą przystankową.
Jedyną zaletą ścieżki wojciechowickiej jest prawidłowe oznakowanie skrzyżowań z prostopadłymi ulicami. Nadjeżdżający kierowcy, o ile uważają na znaki, wiedzą że mają na równych prawach przepuszczać i pieszych, i rowerzystów.

A za Narwią żwir

Po drugiej stronie Narwi mamy jeszcze drogę oznaczoną jako ścieżkę dla rowerów. Jej nawierzchnia wykonana jest z... piasku i żwiru. Spuśćmy na nią kurtynę miłosierdzia.
Podsumowując ten przegląd, trudno powiedzieć, że mamy w Ostrołęce ścieżki rowerowe. Byłoby to stwierdzenie stanowczo na wyrost. Owszem, jest w mieście kilka ciągów, które mają szansę stać się drogami dla rowerów w pełnym znaczeniu tego słowa, pod warunkiem, że zostaną uporządkowane i prawidłowo oznakowane.
Poniżej przedstawiamy mapę ścieżek, które mogłyby powstać. Prosimy zauważyć, że po nałożeniu obu mapek na siebie, powstaje szkic nowoczesnego europejskiego miasta ze spójną i funkcjonalną siecią dróg rowerowych, może niezbyt gęstą ale adekwatną do finansowych możliwości samorządu. Za rok, może dwa aż przyjemnie byłoby popatrzeć jak zamiast bandy obciachowców ścigających się wieczorami po mieście samochodami, kulturalna młodzież podąża rowerami do pubów. Jak w Rotterdamie, Bonn czy Kopenhadze...

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki