Parapety na sztorc!

Aneta Kowalewska Zaktualizowano 
Tomasz Liwartowski
Tomasz Liwartowski Fot. A. Kowalewska
Wyszkowscy kupcy obawiają się po wejściu w życie unijnych norm dotyczących sprzedaży żywności, będą musieli zamknąć sklepy. Twierdzą, że nie stać ich na kosztowne dostosowania do unijnych wymogów. Kupcy spotkali się 3 czerwca z szefem wyszkowskiego sanepidu Tomaszem Liwartowskim.

Na spotkanie przybyło zaledwie kilkunastu kupców.
- Jest źle - rozpoczął spotkanie prezes Zrzeszenia Kupców i Przedsiębiorców Wyszkowa Wojciech Chodkowski. - Gdy rozwoziłem zaproszenia na to spotkanie wśród miejscowych kupców i przedsiębiorców przekonałem się naocznie, jak bardzo jest źle. Jeszcze dwa lata temu sklepy tętniły życiem. Teraz siedzą w nich zmartwieni właściciele, których nie stać na zatrudnienie pracowników, którzy w swoim sklepie są i sprzedawcami, i sprzątaczami, i zaopatrzeniowcami. Borykają się z ZUS-em, Urzędem Skarbowym, bankami, Sanepidem i coraz częściej zamiast osiągać zyski, dokładają do interesu.
- I nikt nam nie odpuści: ani ZUS, ani urząd skarbowy, ani urząd miasta, ani sanepid. Nigdzie nie ma mowy o przedłużeniu terminu zapłaty, od razu są odsetki i koniec rozmowy. A my czasem naprawdę mamy pusto w kasach - mówiła właścicielka jednego ze sklepów.
- Każda kontrola Sanepidu to dla mnie koszt 500-600 złotych, z jednej strony muszę zapłacić za kontrolę, chociaż wcale jej nie zapraszałem, z drugiej zaś dostaję całą listę zaleceń: kupić to, czy tamto, tu dodatkowa umywalka, tam oddzielne wejście - a ja dzierżawię lokal i ledwie wiążę koniec z końcem. Nie będę inwestował w cudzym lokalu, zresztą i tak na to nie mam. Czy nie dałoby się rozsądniej spojrzeć na te wszystkie normy? - pytał inny wyszkowski kupiec.
Tomasz Liwartowski szczegółowo wyjaśniał kupcom zasady działania inspekcji sanitarnej.
- Nie twierdzę, że zawsze jesteśmy nieomylni, warto więc znać drogę odwoławcza od naszych decyzji. Zachęcam jednak państwa do przychodzenia do mnie bezpośrednio, do rozmowy i współpracy, zamiast kłótni i sądowych przepraw - mówił szef Sanepidu.
Informacje, które Tomasz Liwartowski przekazał kupcom, dotyczące wymogów sanitarnych w Unii Europejskiej przeraziły kupców. Większość zaleceń ocenili jako niespełnialne w polskich warunkach.
- Parapety pod kątem 45 stopni żeby kurz nie osiadał? - dziwili się kupcy. Mało którego stać będzie na gruntowny remont pomieszczeń, powiększenie ich liczby, zakup nowoczesnego sprzętu, samochodów. Tomasz Liwartowski podał przykład miejscowego właściciela masarni, który by móc produkować na unijne rynki musiał wybudować w swoim zakładzie... profesjonalną myjnię samochodową.
- To jest działanie w kierunku zniszczenia polskiego biznesu - ocenili kupcy - kogo będzie stać na takie dostosowania? Tylko duże, bogate firmy, najczęściej z zachodnim kapitałem. Zamiast naszych sklepów powstaną super i hipermarkety, bo tam właściciela będzie stać na wszystko. Dla nas to oznacza wyrok. Czy nie lepiej powiedzieć nam już teraz: ?ludzie zamykajcie i wyprzedajcie co możecie, bo i tak za dwa lata, gdy wejdą te przepisy nie będziecie mogli działać??
Szef sanepidu zapewnił kupców, że on także ma nadzieję, że przepisy sanitarne, które wejdą w życie w związku z procesem dostosowawczym, nie będą aż tak restrykcyjne. Przyznał, że nie czuje się zręcznie wobec kupców.
- Rozumiem państwa bolączki, ale jestem urzędnikiem państwowym zobowiązanym do stosowania prawa, które jest obowiązujące. Nie mnie je zmieniać - tłumaczył kupcom.
Na spotkaniu z Tomaszem Liwartowskim pojawili się handlujący mięsem dla dużym wyszkowskim targowisku przy Dworcowej, dzierżawcy miejskich pawilonów. Chcieli wiedzieć, jak wygląda ich przyszłość i czy w świetle zmieniających się przepisów nie stracą miejsc pracy.
- Nie sądzę, by zmienione przepisy weszły w życie z dnia na dzień, większość tych zaleceń byłaby zresztą najprawdopodobniej nie do przyjęcia w polskich warunkach, Sadzę, że o ile będziecie państwo stosować się do norm sanitarnych i weterynaryjnych, na razie możecie się nie obawiać o swoją pracę - uspokoił sprzedawców mięsa mówiąc, że pawilony, w których sprzedają spełniają podstawowe wymagania sanepidu.
Tomasz Liwartowski zwrócił uwagę sprzedawców mięsa także na konieczność posiadania świadectw weterynaryjnych.
- Szanujmy się wzajemnie - zaapelował. - Nie wmawiajcie nam głupstw, przedstawiając świadectwo weterynaryjne na dwie półtusze, podczas gdy nóżek macie ze czternaście.
Przedsiębiorcy chcieli także wiedzieć, dlaczego kontrole sanepidu są tak kosztowne i czemu to oni muszą za nie płacić.
- Moja prywatna opinia jest taka, że skoro pracownicy sanepidu są urzędnikami państwowymi i państwo chce poprzez nich coś kontrolować, to powinno za to płacić. Prawo niestety mówi inaczej. Płacicie państwo jednak tylko za te kontrole, które nie wypadają w całości pozytywnie - wyjaśnił Tomasz Liwartowski.
- Kontrole sanepidu nigdy w całości nie wypadają pozytywnie. Czy wysokie opłaty to sposób na załatanie finansów sanepidu - pytali kupcy.
- Nie, bo pieniądze wpływają bezpośrednio do budżetu państwa - tłumaczył Liwartowski.
Kupców bulwersowało również, że otrzymanie koncesji na sprzedaż piwa wiąże się z uzyskaniem opinii sanepidu, za którą trzeba płacić. Nawet, jeśli było się kontrolowanym tydzień wcześniej, potrzebna jest nowa, kosztowna opinia. Z tymi wątpliwościami szef sanepidu odesłał ich jednak do miejskich władz. Uczestnicy spotkania narzekali także na sposób przeprowadzania kontroli przez pracowników sanepidu.
- Proszę państwa, kontrola to nie szkoła wdzięku ani Big Brother. Nikt nie lubi być kontrolowany i nie jest to nic przyjemnego. Ale musimy wykazać trochę wyrozumiałości względem siebie - tłumaczył Liwartowski. Zapewnił również, że robi wszystko, aby wyeliminować niewłaściwe zachowanie swoich pracowników, jeśli mają miejsce.

polecane: FLESZ: Ekologia na co dzień: 6 mitów, w które wierzymy

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3