Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Oszukiwanie biedy

Aldona Rusinek
W tym bloku komunalnym przy ul. Mickiewicza mieszkają ludzie, którzy liczą się z każdą złotówką
W tym bloku komunalnym przy ul. Mickiewicza mieszkają ludzie, którzy liczą się z każdą złotówką A. Rusinek
Lokatorzy mieszkań socjalnych przy ul. Mickiewicza w Makowie dopatrzyli się, że od lat opłacają czynsz za większy metraż, niż zajmują

Przy ul. Mickiewicza w Makowie Mazowieckim stoją dwa stare bloki z lat 40. ubiegłego stulecia, w których znajduje się kilkadziesiąt mieszkań socjalnych, przeznaczonych dla najuboższych mieszkańców miasta.
Mieszkania są niewielkie, od kilkunastu do 50 metrów kwadratowych. Standard jest niski, czynsz też niewysoki, zależny od kondygnacji i tak zwanych wygód. Najtańsze są mieszkania na kukawkach, czyli na poddaszu. Po podwyżkach wprowadzonych od 1 marca bieżącego roku stawka podstawowa za metr kwadratowy w tych blokach wynosi 2,60 zł. Na kukawkach, ze względu na obniżony standard, lokatorzy płacą 1,43 zł/m kw. Za mieszkanie 50-metrowe czynsz więc wynosi 72,64 zł, a z opłatami za wodę, kanalizację i śmieci - 99,68 zł. Niby niewiele, ale trzeba pamiętać, że mieszkania te zajmują najczęściej ludzie, dla których każde dziesięć złotych w miesiącu jest ważne.
Niektórzy lokatorzy dopatrzyli się ostatnio rozbieżności w naliczaniu powierzchni użytkowej między pierwotnymi, a odnawianymi później umowami o najem lokali.
Józef Kozłowski spod numeru 32 pokazuje dwie umowy: umowę z 1976 roku o przydziale mieszkania o pow. 45,3 m kw., i drugą, z 1984 roku, w której powierzchnia wynosi 50,8 m kw.
- To co, mieszkanie mi się w ciągu kilku lat powiększyło? - pyta z niedowierzaniem Kozłowski. Jak mówi, zgłaszał tę wątpliwość już w ubiegłym roku do Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej, ale nie otrzymał żadnej odpowiedzi. W tym roku na te rozbieżności w umowach zwróciło uwagę kilku innych lokatorów. Również zwrócili się do ZGM.
- Otrzymaliśmy trzy wnioski od lokatorów bloków nr 27 i 28 przy ul. Mickiewicza o skorygowanie sprzecznych pomiarów powierzchni - informuje Teresa Bucińska, kierownik Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej. - Zmierzyliśmy te mieszkania. Rzeczywiście, metraż wpisany w umowach był zawyżony. W jednym przypadku różnica była minimalna, niespełna metr kwadratowy, ale w innym prawie 10 metrów.
Oznacza to, że lokatorzy tych mieszkań przez całe lata nadpłacali czynsz za dodatkowe metry.
W nowych pomiarach przeprowadzonych 19 kwietnia okazało się, że Józef Kozłowski ma powierzchnię użytkową o 10 metrów mniejszą, niż wykazywały dotychczasowe umowy najmu lokalu. Ponad 12 metrów więcej miała naliczone Agnieszka Kosakowska. Za czynsz niespełna 40-metrowego mieszkania płaciła dotychczas 124 złote. Po nowych obliczeniach płaci 104 złote.
- W sytuacji, kiedy tylko ja pracuję, mąż dorabia dorywczo i dwoje dzieci mamy na utrzymaniu, nawet 20 złotych to spora obniżka czynszu - mówi właścicielka mieszkania.
Takich mieszkań jest w starych blokach. około czterdziestu.
- Metraż był naliczony niezgodnie z przepisami - przyznaje Teresa Bucińska. - W mieszkaniach na poddaszu są skosy stropowe. Przy skosie do 140 cm w ogóle nie nalicza się powierzchni użytkowej do opłat czynszowych, do 220 cm nalicza się tylko 50 proc. powierzchni, dopiero powyżej tej wysokości nalicza się powierzchnię w stu procentach. Zakład Gospodarki Mieszkaniowej przejął te lokale w 1992 roku od poprzedniego zarządcy Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej, który wykonywał pomiary mieszkań. Nie weryfikowaliśmy ani umów, ani pomiarów. Po ostatnich podwyżkach czynszu lokatorzy widocznie zaczęli uważniej przyglądać się umowom i zwrócili się do nas o wyjaśnienia - mówi Teresa Bucińska.
Wątpliwości co do metrażu mają także niektórzy lokatorzy niższych kondygnacji, gdzie nie ma skosów. Jedna z lokatorek na parterze ma na przykład wyliczony metraż zajmowanego lokalu w rachunku czynszowym na 14,8 m kw., a jak twierdzi, pokój ma niespełna 12 metrów powierzchni.
W ZGM wyjaśniono nam, że różnica w tym wypadku bierze się z doliczania powierzchni korytarza i wc, które lokatorka użytkuje wespół z innymi mieszkańcami.
W blokach tych są bowiem w małych korytarzach po dwa, trzy mieszkania ze wspólną łazienką. Czynsz za tę dodatkową powierzchnię dzieli się równo między użytkowników.
Inny użytkownik mieszkania na poddaszu zwrócił uwagę na to, że do metrażu doliczane są także wnęki okienne, co jest również niezgodne z prawem.
- Rozważam podjęcie decyzji o przeprowadzeniu inwentaryzacji w tych budynkach, czyli dokładnych pomiarów mieszkań - informuje Teresa Bucińska. - Lokatorzy mieszkań, w których zostaną stwierdzone różnice w naliczeniu powierzchni, będą mogli ubiegać się o zwrot nadpłat czynszowych za ostatnie trzy lata.
Nie będą to zapewne wysokie zwroty, ale dla niektórych rodzin, które tu mieszkają, nawet kilkadziesiąt złotych stanowi znaczącą kwotę w domowym budżecie.
Przy okazji rozmów o czynszach wysłuchujemy innych skarg lokatorów.
- Mnie zwrot za skosy nie interesuje, bo to są groszowe sprawy - mówi właściciel przyjemnie urządzonych dwóch małych pokoików z kuchnią. - Ale chętnie płaciłbym wyższy czynsz, gdyby mi wymieniono przeciekające okna. Tu jednak remontów nie ma od lat. Poza tym boli mnie lekceważenie, z jakim się spotykamy. Nasze podwórko tonie w błocie. Podczas deszczu trudno wynieść śmieci do śmietnika. Dzieci bawią się w kałużach, co chwila przynosząc z tego brudu choroby. Przy niektórych ulicach zrywa się zupełnie niezłe chodniki, by wymienić je na kostkę. My nie możemy się doprosić choćby kawałka tego chodnika z odpadów, by przejść suchą nogą do śmietnika. Kosze miejskie, od frontu domu, są ciągle zapełnione śmieciami, bo ludziom butów szkoda, by niszczyć je w błocie - mówi.
Od lat nie remontowane są także klatki schodowe. Niektóre bardzo obskurne, inne odmalowane przez samych lokatorów (farbą z ZGM). We wszystkich klatkach natomiast czysto wyszorowane są zmurszałe wiekiem drewniane schody. Dba o to dozorczyni.
- Boli - mówią lokatorzy - że traktuje się nas jak margines społeczny. A przecież wielu z nas znalazło się tutaj z życiowej konieczności, opuszczając lepsze mieszkania po utracie pracy. Wielu lokatorów to ludzie starzy, których z emerytury lub renty nie stać na lepsze warunki. Ale władze miasta traktują te bloki jak slumsy dla tak zwanego "elementu". Choć rzeczywiście i pijaków tu nie brakuje.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki