Ostrów Mazowiecka. O byłej nasycalni z wiceministrem i PKP:...

    Ostrów Mazowiecka. O byłej nasycalni z wiceministrem i PKP: "Zaległości są wieloletnie" [ZDJĘCIA, WIDEO]

    Mieczysław Bubrzycki

    Tygodnik Ostrołęcki

    Tygodnik Ostrołęcki

    Nasycalnia podkładów kolejowych działała przez kilkadziesiąt lat na obrzeżach Ostrowi. Nie działa już od 18 lat, ale po likwidacji stała się bombą ekologiczną
    Ostrów Mazowiecka. O byłej nasycalni z wiceministrem i PKP: "Zaległości są wieloletnie" [ZDJĘCIA, WIDEO]
    1/28
    przejdź do galerii
    2 października kilkadziesiąt osób przyszło na spotkanie zorganizowane przez burmistrza w siedzibie niedawno oddanych Jatek. Dotyczyło „spadku” po byłej nasycalni. Chemikalia, których używano w procesie technologicznym, przedostawały się przez lata do gruntu, a także do wód podziemnych i wolniutko płyną w kierunku miejskich ujęć wody.

    Długo czekali na to spotkanie


    - To są historyczne zanieczyszczenia, ale także jeden z ważnych kłopotów Ostrowi, a to spotkanie jest naprawdę bardzo długo oczekiwane – powiedział burmistrz Jerzy Bauer.

    Dzięki długim staraniom burmistrza problemem zanieczyszczeń spowodowanych przez ostrowską nasycalnię zainteresowali się osobiście trzej ministrowie: Henryk Kowalczyk – minister środowiska, Marek Gróbarczyk – minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej oraz Andrzej Adamczyk – minister infrastruktury.

    W efekcie ostrowski problem stał się jednym z tematów międzyresortowej komisji zajmującej się trudnymi sprawami środowiskowymi, czyli tzw. bombami ekologicznymi.

    Sprawa nie skończy się w ciągu kilku miesięcy


    I są już konkretne decyzje, z którymi przyjechali do Ostrowi: Sławomir Mazurek – wiceminister środowiska, Krzysztof Mamiński – prezes zarządu PKP S.A., Marek Surmacz – zastępca głównego inspektora ochrony środowiska, Małgorzata Kopczyńska – zastępca prezesa Państwowego Gospodarstwa Wody Polskie i dr Tomasz Nowacki – dyrektor Państwowego Instytutu Geologicznego.

    - Wśród kluczowych problemów, którymi zajmujemy się w tej komisji, jest sprawa ostrowskiej nasycalni – powiedział Sławomir Mazurek, wiceminister środowiska. - Chodzi nam o szybkie działania, ale sprawa nie skończy się w ciągu kilku miesięcy, bo zaległości są wieloletnie.

    Właścicielem 22 hektarów po nasycalni jest spółka PKP S.A. i to ona powinna oczyścić ten teren, a więc także to, co jest w ziemi.

    - Są już decyzje w tej sprawie – powiedział w Ostrowi prezes Krzysztof Mamiński. - Został rozstrzygnięty przetarg i za kilkanaście dni wyłoniona w nim firma rozpocznie działania na terenie rozlewiska ścieków przy ul. Torowej. Będą tam prowadzone prace remediacyjne mające na celu oczyszczenie gruntu. Metodę remediacji wybrano po szerokiej konsultacji z fachowcami. Po dwóch latach ocenimy, czy ta metoda się sprawdza, a mam głębokie przekonanie, że tak. Wtedy wybierzemy firmę, która przystąpi do właściwej remediacji, co będzie trwało trochę dłużej. Pilotaż, który się niedługo rozpocznie, będzie kosztować 2 mln zł, a późniejsze remediacje kilkadziesiąt milionów. Jesteśmy przygotowani na poniesienie tych kosztów.

    PKP usunie także dwa zbiorniki na chemikalia, które pozostały na terenie nasycalni przy ul. Fabrycznej, gdzie już rozebrano wszystkie stojące tam budynki. Był już na wykonawcę, który do kwietnia 2019 roku za 1,6 mln zł nie tylko rozbierze te nieszczęsne zbiorniki, ale też – zgodnie z decyzjami środowiskowymi - zutylizuje gruz oraz grunt.

    To, co robi się teraz, PKP powinny zrobić już bardzo dawno. Prezes PKP, który pełni tę funkcję od półtora roku, wielokrotnie podczas spotkania w Ostrowi przepraszał za wcześniejsze zaniedbania i zaniechania jego firmy w sprawie nasycalni.

    Co już jest w wodach gruntowych?


    Oczyszczenie gruntów z zabójczych substancji, którymi nasycano podkłady, to jedna sprawa. To może w przyszłości zlikwidować dalsze ich przedostawanie się do wód gruntowych.

    Problemem naglącym jest to, co już jest w gruncie, a także w wodach gruntowych. Także w drugiej warstwie wodonośnej, z której czerpią wodę studnie miejskiego ujęcia przy ul. Sikorskiego.

    Nasycalnię od ujęć dzieli odległość około 1,5 kilometra. Pomiędzy nimi Zakład Gospodarki Komunalnej już 10 lat temu wykonał kilka studni kontrolnych, w których bada się wodę. Nie tak dawno okazało się, że w studni znajdującej się najbliżej zatrutego terenu, w drugiej warstwie wodonośnej pojawiły się zanieczyszczenia, i to w sporych ilościach.

    Od dwóch lat sprawą zajmuje się Państwowy Instytut Geologiczny. Jego zadaniem jest sporządzenie modelu geologicznego terenów między nasycalnią a miejskim ujęciem wody.

    - Nie ulega wątpliwości, że podziemna woda migruje w stronę ujęć wody, a niestety część zanieczyszczeń z nasycalni jest już w wodach podziemnych – powiedział Tomasz Nowacki, dyrektor PIG. - One przemieszczają się bardzo wolno. Naszym zadaniem jest określenie dokładnego kierunku przemieszczania się wody. Na tej podstawie można będzie wprowadzać środki zaradcze.

    Zobacz galerię

    Czytaj treści premium w Tygodniku Ostrołęckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Polub nas na Facebooku

    Specjalnie dla Was

    Nasze akcje [plebiscyty, konkursy, imprezy]

    Nasze akcje [plebiscyty, konkursy, imprezy]

    Pół roku za pół ceny! Świąteczna promocja prenumeraty cyfrowej

    Pół roku za pół ceny! Świąteczna promocja prenumeraty cyfrowej

    QUIZ: Jak dobrze znasz Ostrołękę - co to za miejsca?

    QUIZ: Jak dobrze znasz Ostrołękę - co to za miejsca?

    Wybieramy najlepszych fotografów - profesjonalistów i amatorów | GŁOSUJ

    Wybieramy najlepszych fotografów - profesjonalistów i amatorów | GŁOSUJ