Ostrów Mazowiecka. Do późnego wieczora rozbrajali ekologiczną "bombę"

Mieczysław Bubrzycki
Debatę zorganizował i prowadził Andrzej Morawski
Debatę zorganizował i prowadził Andrzej Morawski Mieczysław Bubrzycki
Kilkadziesiąt osób skorzystało z zaproszenia Andrzeja Morawskiego i przyszło w poniedziałkowy wieczór do małej sali gimnastycznej w ostrowskim liceum. Debata na temat byłej nasycalni zajęła cztery godziny.

Andrzej Morawski jest postacią znaną w Ostrowi Mazowieckiej. Obecnie angażuje się w działalność stowarzyszenia Ruch Kontroli Wyborów i Władzy, jest przewodniczącym ostrowskiego oddziału.

Od kilku miesięcy Morawski i ostrowski RKW zajmują się byłą nasycalnią podkładów kolejowych położoną obok dawnej stacji. Funkcjonująca przez kilkadziesiąt lat nasycalnia została definitywnie zamknięta kilkanaście lat temu, ale to, co po niej zostało, spędza sen z oczu wielu osobom.

Andrzej Morawski, ale także radny Stanisław Dylewski, nie omijają żadnej okazji, aby o „pamiątkach” po nasycalni przypominać. Zebrali bogatą dokumentację w tej sprawie, zainteresowali nią prasę i telewizję. Zwołanie debaty publicznej dotyczącej m.in. nasycalni jest kolejnym krokiem. Zatytułowali ją: „Tykająca bomba ekologiczna – degradacja środowiska naturalnego odpadami rakotwórczymi po działalności nasycalni podkładów kolejowych PKP zagrożeniem dla życia i zdrowia mieszkańców”.

- Nie jest naszym celem przywalenie komukolwiek – tłumaczył Morawski na początku debaty. - Chcemy poprzez debatę poinformować mieszkańców o tym poważnym problemie. Chcieliśmy, żeby powiedzieli publicznie, dlaczego przez ten długi czas nic nie zrobiono, mimo że wyprodukowano co najmniej 253 pisma, o których wiemy, a w których nie kwestionuje się powagi problemu. Jest co najmniej 11 instytucji, które za to odpowiadają. Takie mamy przepisy i dlatego chcieliśmy, żeby w debacie wzięli udział parlamentarzyści z naszego okręgu wyborczego.

Niestety, żaden z zaproszonych posłów i senatorów nie przyjechał do Ostrowi. Większość nie odpowiedziała nawet na zaproszenia, a posłowie Marek Zagórski (PiS) i Anna Siarkowska (Kukiz 15) przysłali dyrektorów swoich biur. Nie było też przedstawiciela Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska (miała być Monika Sobczak – szefowa ostrołęckiej delegatury WIOŚ) ani Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska.

Debaty nie zlekceważyła spółka PKP S. A., do której należy teren po dawnej nasycalni. Przyjechał Paweł Kośnik, dyrektor Oddziału Nieruchomości PKP w Warszawie. Przyjechał też dr Wojciech Irmiński, geolog, który od dwunastu lat bada wpływ nasycalni na środowisko, zwłaszcza na wody podziemne.

Z lokalnych władz nie przyszedł ani starosta (ochrona środowiska leży w kompetencji starostwa), ani burmistrz. Byli jednak wysocy urzędnicy ze starostwa i ratusza (m. in. sekretarz powiatu Jolanta Ugniewska, wiceburmistrz Zbigniew Chrupek i sekretarz miasta Bożena Szostak). Przyszedł też Tomasz Liwartowski – szef ostrowskiego sanepidu.

Podczas debaty uczestnicy dowiedzieli się bardzo dużo o tym, co nam grozi ze strony byłej nasycalni, a także o urzędniczej mocy i niemocy. Jest szansa, że zostanie zmodyfikowany nie najlepszy projekt remediacji (czyli oczyszczenia) terenu przy ul. Torowej, gdzie przez lata wylewano szkodliwy kreozot. A to oznacza, że w najbliższych latach sytuacja może się poprawić.

Więcej o debacie przeczytasz w najbliższym papierowym wydaniu TO.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie