Ostrów Maz. Osady złożono blisko miejskiej studni. Po naszej interwencji już ich tam nie ma!

Mieczysław Bubrzycki
To te osady znikły po naszej interwencji
To te osady znikły po naszej interwencji M. Bubrzycki
Udostępnij:
- Od kilku tygodni w pobliżu ujęć wody, tuż przy ul. Sikorskiego, znajduje się spora hałda ciemnej substancji – powiedział nam czytelnik.

- Mamy w mieście od dłuższego czasu poważny problem z zagrożeniem miejskich ujęć wody przez fenole i inne zanieczyszczenia, które przedostały się do gruntu z terenu dawnej nasycalni podkładów kolejowych – powiedział nam. - Mówi się, że sprawa jest wciąż monitorowana, ale tak naprawdę nie wiemy, czy kiedyś ta bomba nie wybuchnie. Dlatego, kiedy to zobaczyłem, bardzo się zdenerwowałem.

Co zobaczył czytelnik?

- Od kilku tygodni w pobliżu ujęć wody, tuż przy ul. Sikorskiego, znajduje się spora hałda ciemnej substancji – powiedział nam czytelnik. - Jak się dowiedziałem, to osad z oczyszczalni ścieków, która jest na drugim końcu miasta. Nie rozumiem tego, choć mówią, że to nie jest szkodliwe. Znam opinie, że te osady mogą być używane jako nawóz, ale przecież wiemy dokładnie, co trafia do oczyszczalni z naszych domów. Przecież jest tam sporo chemikaliów, są proszki do prania i inne preparaty używane w domu. Do oczyszczalni trafiają też ścieki z mleczarni i podczas oczyszczania na pewno nie likwiduje się wszystkich szkodliwych substancji. Teraz te osady leżą, przenikają do ziemi, zwłaszcza że często pada, zatem zagrożone są także wody gruntowe.

Studnia nr 3 miejskiego ujęcia wody (o czym informuje tablica) znajduje się bardzo blisko ulicy Sikorskiego. Nie można wejść na ten teren, bo miejsce, gdzie się znajduje studnia (w sumie kilka arów), ogrodzone jest metalową siatką z tablicą informującą, że to teren ochrony bezpośredniej ujęcia wody podziemnej, na który osoby nieupoważnione nie mają wstępu.

Gdy tam byliśmy, kilkadziesiąt metrów od ogrodzenia studni, rozpoczynała się czarna hałda, która – zdaniem czytelnika – jest osadem z miejskiej oczyszczalni ścieków. Hałda miała kilka metrów szerokości i około 100 metrów długości. Sporo, samochód musiał przyjeżdżać tu wiele razy.

Prezes Paweł Mieczkowski z Zakładu Gospodarki Komunalnej od nas dowiedział się o dziwnym składowisku obok studni i od razu zajął się sprawą.

Następnego dnia rano powiedział nam:

- To były osady ściekowe z naszej oczyszczalni, ale już ich tam nie ma. Zostały zabrane po otrzymaniu informacji od pana, Nie zagrażały pobliskiej studni, ale nie powinny tam leżeć. To, że tam się znalazły, to efekt zbiegu kilku okoliczności. Szkoda jednak, że pracownicy pobliskiej stacji uzdatniania wody nie zwrócili na to uwagi.

Więcej przeczytasz w najnowszym papierowym wydaniu TO

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie