MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Ostatni cukier z Krasińca

Mieczysław Bubrzycki
Cukrownia w Krasińcu dożywa swych dni. Ostatnia kampania cukrownicza zakończy się w listopadzie. Mieszkańcy Krasińca boją się o przyszłość swojej osady.

Na placu przy cukrowni leżą hałdy buraków. W cukrowni wre praca. Wszędzie czuć charakterystyczny słodkawy zapach. Kampania rozpoczęła się 2 października. Dzień w dzień cukrownia przerabia około 2400 ton buraków. Są w tym roku wyjątkowo dobrej jakości. Przerobione zostaną na cukier do końca listopada.
W cukrowni pracuje 149 osób. Pracują najlepiej jak potrafią, choć wiedzą, że to ostatni cukier, który wyjdzie z maszyn cukrowni Krasiniec.

Cukrownia z tradycjami

Ponad 18 tys. ton cukru cukrownia Krasiniec wyprodukuje w ostatniej kampanii
(fot. Fot. M. Bubrzycki)

Cukier produkowany jest w Krasińcu od 1866 roku. Cukrownia przetrwała zaborcę, kilku okupantów i PRL-owski socjalizm. Została sprywatyzowana w 2000 roku. Nabywcą większościowego pakietu akcji został niemiecki koncern Nordzucker AG, który w tym czasie kupił jeszcze akcje pięciu innych polskich cukrowni. Nordzucker jest firmą licząca się w Europie.
W zeszłym roku Nordzucker zamknął jedną z trzech swoich cukrowni, skupionych w grupie pomorskiej, cukrownię w Mełnie k. Grudziądza. Była ona trochę mniejsza od cukrowni w Krasińcu. Dotychczas nie udało się znaleźć kupca na majątek, jaki po niej pozostał. W 2003 roku Nordzucker postanowił zamknąć kolejną cukrownię, właśnie Krasiniec.

Małe cukrownie skazane są na zamknięcie

- Na początku stycznia 2004 roku poinformujemy Powiatowy Urząd Pracy w Makowie o zamiarze zwolnień grupowych - powiedział nam Stanisław Zbrojkiewicz, prezes zarządu Cukrowni Krasiniec SA.
Zbrojkiewicz jest także prezesem zarządu spółki Pomorski Cukier SA i na co dzień urzęduje w Chełmży. Do odległego o niecałe 200 kilometrów Krasińca przyjeżdża raz w tygodniu.
O zwolnieniach mówi bez większych emocji, bo rozumie nieuchronność procesów, jakim poddane jest polskie cukrownictwo.
- Niestety, tak musi być, że małe cukrownie przestają istnieć - tłumaczy. - Gdyby utrzymać wszystkie trzy cukrownie (chodzi o cukrownie skupione w spółce Pomorski Cukier, zlikwidowana w Mełnie, Krasińcu i Chełmży - przyp. red.), to przy naszym limicie na produkcję cukru, kampania mogłaby trwać w każdej z tych cukrowni najwyżej po 50-55 dni. W jednej będzie trwała ponad 90 dni. Nie muszę mówić o skutkach ekonomicznych takiej zmiany. Przez Polskę przejdzie jeszcze straszna fala, bo z rynku zniknąć musi 30-40 cukrowni. W grupie pomorskiej z trzech naszych cukrowni pozostanie tylko cukrownia w Chełmży, a w grupie wielkopolskiej produkować będzie tylko Opalenica, dwie inne cukrownie trzeba było zlikwidować.

Rząd nie pomyślał o pracownikach cukrowni

Pracownicy z Krasińca wypowiedzenia dostaną w lutym. W okresie wypowiedzenia większość z nich nie będzie musiała świadczyć pracy. W maju dostaną odprawy, choć nie wszyscy. Pozostanie przez jakiś czas - do sierpnia-września 2004 r. - kilkanaście osób, bo trzeba będzie sprzedać ponad 18 tysięcy ton cukru z ostatniej kampanii, potrzebna też będzie obsługa oczyszczalni ścieków.
Potem nad Krasińcem zapadnie cisza. Co prawda, Nordzucker wynajął firmę, która szuka kogoś, kto kupiłby cukrownię, ale nie ma co się łudzić.
- Sprzedaż tej cukrowni nie będzie łatwa - mówi prezes Zbrojkiewicz. - Nie udało się to z wcześniej zlikwidowanymi cukrowniami. Szanse byłyby znacznie większe, gdyby w Polsce był boom inwestycyjny.
- Nasi pracownicy pracują ofiarnie do końca, żeby nikt nie postawił nam kiedyś zarzutu, że fabryka została zamknięta na własne życzenie - zapewnia dyrektor ds. techniczno-produkcyjnych Tomasz Soliwodzki. - Niestety, na tym rynku nasi wysoko wykwalifikowani pracownicy mają minimalne szanse na znalezienie pracy. Dlaczego nie ma żadnego programu rządowego czy regionalnego, który pomógłby tym ludziom?
- Uważam, że rząd, przystępując do prywatyzacji polskich cukrowni, nie zaprzątał sobie głowy przyszłością pracowników - mówi prezes Zbrojkiewicz. - A przecież zwolnienia dotknąć mogą w całej Polsce ok. 8000 ludzi.
Wszystko wskazuje na to, że Krasiniec, który zawsze żył z cukrowni, stanie się osadą bez przyszłości.
- To ogromnie smutne, że pomimo dobrych i bardzo dobrych wyników, jakie osiągamy, cukrownia musi zostać zlikwidowana - mówi dyrektor Soliwodzki. - W waszym "Tygodniku" napisaliście kilka miesięcy temu, że cukrownia została złożona na ołtarzu przemian. To bardzo trafne określenie. To, co dzieje się z naszą cukrownią, to skutek źle wynegocjowanych przez poprzedniego właściciela, czyli Skarb Państwa, umów sprzedaży. Sprzedający wiedzieli o tym, że cukrowni wkrótce nie będzie, ale nikt do tej pory nie zadał sobie pytania: a co z ludźmi?

Pakiet na trzy lata

Niemcy, kupując Krasiniec musieli wiedzieć a przynajmniej przewidywać, że cukrownia może nie utrzymać się na unijnym rynku, który opiera się na sztywnych limitach przydzielanych producentom cukru oraz na jednakowych dla całej Unii cenach skupu buraków cukrowych. Mimo to - jak nam powiedziano w cukrowni Krasiniec - przez trzy lata Niemcy z Nordzucker robili wszystko, żeby cukrownia stawała się coraz bardziej konkurencyjna na coraz trudniejszym rynku.
- Nasz produkt jest z roku na rok coraz lepszy - mówi dyrektor ds. techniczno- produkcyjnych Tomasz Soliwodzki. - Załoga to w większości ludzie wysoko kwalifikowani. Nie ma u nas zaniedbań na żadnym szczeblu.
Niemcy, kupując Krasiniec, podpisali trzyletni pakiet socjalny, którego termin obowiązywania właśnie się kończy. Kiedy sprzedawano polskie cukrownie, mówiło się, że Niemcy kupują je po to, by je pozamykać.

Kto zadba o Krasiniec

- Mieszkam tu i pracuję od wielu lat - mówi Henryka Grabarska, kierownik działu kontroli jakości. - Pracuje także mój mąż, który po 45 latach pracy pójdzie na zasiłek dla bezrobotnych. Taki sam los czeka także pozostałych pracowników. Aż strach pomyśleć, co będzie z naszą osadą. Dotychczas o wszystko dbała cukrownia. Czy gmina przejmie jej zadania? Czy nie będzie tak, że będzie u nas ciemno, brudno, zamkną nam przedszkole, a potem szkołę?
W Krasińcu ludzie opowiadają, że w jakiś czas po likwidacji cukrowni w Świeciu nie było kupca na jej majątek. W końcu sprzedano grunt. Gdy burzono mury cukrowni, byli pracownicy patrzyli w milczeniu i płakali.
- Dopóki żyjemy, nie pozwolimy rozebrać cukrowni w Krasińcu - mówi Mieczysław Piotrowski, przewodniczący Związku Plantatorów Buraka Cukrowego przy cukrowni Krasiniec.

Związkowcy próbują walczyć

Oba związki zawodowe działające w cukrowni Krasiniec wystąpiły 16 października do Rady Nadzorczej Cukrowni Krasiniec SA z wnioskiem o przeprowadzenie jeszcze co najmniej jednej kampanii w Krasińcu. Z ich wyliczeń wynika, że koszt przeprowadzenia jeszcze jednej kampanii będzie o ponad 4 mln zł niższy od kosztów zaprzestania produkcji. W piśmie związkowcy deklarują, że pomogą też w dalszym zmniejszeniu zatrudnienia.
- Zarząd Nordzucker AG przeanalizował dokładnie pismo związków zawodowych - mówi Adam Koziolek, przedstawiciel firmy Nordzucker AG. - Jest kategoryczna decyzja zarządu o zaprzestaniu produkcji cukru z końcem tej kampanii.
HHH
W krajach Unii Europejskiej, gdzie coraz więcej dziedzin życia poddawanych jest biurokratycznej regulacji, także cukrownictwo działa w ramach tzw. kwot cukrowych i stałych w całej Unii cen skupu buraka cukrowego.
Wobec takiej perspektywy coś trzeba było zrobić z polskimi cukrowniami. Ich właściciel, czyli państwo, zdecydowało się na prywatyzację. Zachodni inwestorzy kupując polskie cukrownie kupowali przede wszystkim kwoty cukrowe, które przypisane są do każdej z nich. Teraz zamykają kolejne zakłady, tłumacząc to względami ekonomicznymi. Krasiniec nie jest jedyną cukrownią, którą zamknięto. Gdyby nie nieszczęsna kwota cukrowa i jej reperkusje, cukrownia Krasiniec mogłaby istnieć na rynku.
Cukrownia Krasiniec i zatrudnieni w niej ludzie płacą więc za wejście Polski do Unii Europejskiej. To bardzo wysoka cena.
Jeśli uznać za nieuchronne procesy związane z wejściem do struktur europejskich, to państwo powinno tak sprywatyzować cukrownie, aby skutki tej operacji były jak najmniej bolesne. Tymczasem operacja ta bardzo boli i będzie długo boleć. Zawiniło państwo, czyli konkretni urzędnicy na wysokich stołkach. Do takiego państwa trudno mieć zaufanie.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki