Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Ośrodek niezgody

Mieczysław Bubrzycki
Nie po raz pierwszy w tej kadencji radni z Szulborza Wielkiego biorą sprawy w swoje ręce i poprawiają to, co wcześniej zrobił wójt. Większość mieszkańców gminy Szulborze Wielkie była zadowolona z pracy doktora Piotra Jersaka, który przez wiele lat kierował Gminnym Ośrodkiem Zdrowia i bardzo dobrze leczył ludzi. W połowie kwietnia dr Jersak złożył na ręce wójta wypowiedzenie, zamierzał odejść z Szulborza z końcem czerwca. Tak się też stało.

Od 1 lipca w ośrodku w Szulborzu przyjmuje lekarz ze szpitala w Ostrowi Mazowieckiej, a także - dwa razy w tygodniu - lekarz pediatra. To efekt podpisania umowy najmu pomieszczeń ośrodka między wójtem gminy Henrykiem Kaczyńskim a dyrektorem Samodzielnego Publicznego Zespołu Zakładów Opieki Zdrowotnej w Ostrowi Mazowieckiej Władysławem Krzyżanowskim.

Pismo wzbudza sensację

16 lipca przewodniczący Rady Gminy Bogdan Kossakowski otrzymuje pismo od Michała Targowskiego, dyrektora Mazowieckiego Centrum Zdrowia Publicznego w Warszawie. Wynika z niego, że wójt Kaczyński naruszył "w sposób oczywisty" prawo, gdyż faktycznie zlikwidował zakład opieki zdrowotnej, ale nie zachował wskazanej prawem drogi prawnej określonej w ustawie o zakładach opieki zdrowotnej. Te działania - zdaniem Mazowieckiego Centrum Zdrowia Publicznego - naraziły mieszkańców "na brak dostępu do świadczeń zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych". Dyrektor Targowski pisze, że "rozważana jest możliwość zwrócenia się do organów ścigania o podjęcie stosownych działań".
Przewodniczący Rady Gminy jest zaskoczony radykalnym tonem pisma z Warszawy, z którym zapoznaje część radnych i sołtysów. 19 lipca dochodzi do protokołowanego spotkania przewodniczącego Rady Gminy i grupy radnych z wójtem, którego poproszono o wyjaśnienia w tej sprawie.
Wójt Kaczyński powiedział, że ogłoszenie o poszukiwaniu kierownika Gminnego Ośrodka Zdrowia zamieścił w periodyku "Służba Zdrowia", a ponadto sam rozglądał się za kandydatami. Niestety - jak stwierdził - z kilkunastu osób, które zgłosiły się, żadna nie spełniała wszystkich kryteriów, a dwie osoby, które spełniały je, nie chciały przyjść do pracy w Szulborzu. W tym stanie rzeczy wójt zwrócił się do dyrektora Krzyżanowskiego z ostrowskiego szpitala, który zgodził się zatrudnić w Szulborzu swoich lekarzy. Wójt twierdzi, że taka postawa dyr. Krzyżanowskiego zasługuje na uznanie, bo w przeciwnym razie ludzie byliby pozbawieni opieki medycznej.
Znaczna część radnych - a także miejscowej społeczności - jest odmiennego zdania, choć niekoniecznie wypowiadają je oficjalnie. Ich zdaniem, wójt zmierzał do tego, żeby przekazać ośrodek szpitalowi w Ostrowi Mazowieckiej i w ten sposób zlikwidować gminny ośrodek zdrowia. Nie jest tajemnicą, że dyrektor Krzyżanowski pozostaje w prywatnej zażyłości z wójtem Kaczyńskim, obu łączą też poglądy lewicowe.
Wójt zna te opinie i zdecydowanie im zaprzecza, a dyr. Krzyżanowski w ogóle nie chce ich komentować.
Wróćmy jednak do przeprowadzanej zmiany podległości ośrodka w Szulborzu. 2 lipca odbywa się zwołana poza planem sesja Rady Powiatu, na której znalazł się punkt dotyczący takich zmian w statucie szpitala powiatowego, które umożliwiłyby przejęcie przez szpital ośrodka w Szulborzu. Także 2 lipca dyr. Krzyżanowski składa do Mazowieckiego Centrum Zdrowia Publicznego wniosek o rejestrację działalności nowego podmiotu z siedzibą w Szulborzu. Efektem złożenia wniosku jest pismo dyrektora Targowskiego, które wywołało duże emocje w Szulborzu i okolicach.

Wójt bagatelizuje zarzuty
zawarte w piśmie dyrektora Targowskiego.
- Te zarzuty są absurdalne. Robienie ze mnie przestępcy jest wynikiem niekompetencji ludzi ze szczytów władzy w służbie zdrowia - mówi.
- W tych pismach z Mazowieckiego Centrum Zdrowia Publicznego szuka się przestępców - mówi dyr. Władysław Krzyżanowski. - Dyrektor Targowski ma takich doradców i stąd takie pisma. To się jednak nie zamknie tak gładko.
Nieoficjalnie wiemy, że kilka osób, w tym starosta ostrowski i wójt, napisało i wysłało do władz wojewódzkich skargę na dyrektora Targowskiego.
Po poniedziałkowym spotkaniu wójta z przewodniczącym pracownice ośrodka zdrowia, które od dr. Jersaka przejął dyr. Krzyżanowski, ruszają w teren. Każda ma listę i chodząc od domu do domu zbiera podpisy. To rodzaj pisemnego referendum w sprawie pozostawienia opieki medycznej w rękach lekarzy z ostrowskiego szpitala. W sumie zebrały przez trzy dni 1264 podpisy, a więc połowy mieszkańców gminy. Są jednak mieszkańcy, którzy twierdzą, że byli wprowadzani w błąd. Tłumaczono im, że podpisy są za zachowaniem takiej samej organizacji służby zdrowia, jak dotychczas. A przecież to nieprawda, bo istniejącego dotychczas Gminnego Ośrodka Zdrowia ma nie być, a jeśli jeszcze jest, to tylko na papierze.

Sesja jak wulkan

Grupa radnych wnioskuje o zwołanie nadzwyczajnej sesji Rady Gminy, która miałaby być poświęcona wyłącznie sytuacji w gminnej służbie zdrowia.
22 lipca w samo południe mała świetlica w remizie strażackiej nie jest w stanie pomieścić wszystkich osób, które przyszły nie tylko obserwować sesję, ale brać w niej czynny udział. Kilka osób zwraca się do przewodniczącego Kossakowskiego, aby przejść z sesją do dużej sali, w której odbywają się wesela. Przewodniczący ma obawy, czy poradzi sobie w tej mało akustycznej sali. Zapada jednak decyzja o przeprowadzce. Przewodniczący otwierając sesję ostrzega, że w razie harmideru sesja będzie przerwana do czasu, aż "społeczeństwo się opanuje".
Harmider powstaje co chwila, więc przerw w sumie jest kilka, a w końcu gospodarze wesela, które ma być za dwa dni, zwracają się do obradujących, aby przenieśli się znów do małej sali, bo w dużej sali trzeba zacząć przygotowania do imprezy.
Parę dni przed sesją Rada Gminy w Szulborzu otrzymała inne pismo od Michała Targowskiego, dyrektora Mazowieckiego Centrum Zdrowia Publicznego, który prosi radę o odpowiedź na kilka pytań. Dyrektor pisze, że bez otrzymania wyjaśnień od Rady Gminy, która jest organem założycielskim dla Gminnego Ośrodka Zdrowia, Centrum nie załatwi pozytywnie wniosku dyrektora ostrowskiego szpitala o wpisanie do rejestru ośrodka zdrowia w Szulborzu jako jednostki organizacyjnej SPZZOZ w Ostrowi.
Radni na sesji zadają te pytania wójtowi Kaczyńskiemu, który stara się na nie odpowiedzieć. Finałem przepytywania jest wniosek przewodniczącego Kossakowskiego w sprawie przyszłości Gminnego Ośrodka Zdrowia. Na pytanie: kto jest za jego likwidacją?, wszyscy radni głosują przeciw (także zwolennicy wójta).

Będzie referendum?

Gdy odbywa się głosowanie, radni wiedzą już (bo wcześniej powiedział im o tym wójt), że powstał właśnie komitet o nazwie "Zdrowie", którego zadaniem będzie przeprowadzenie referendum gminnego na temat formy działania opieki zdrowotnej w gminie.
Gdy radni wraz z grupą krzykliwych "kibiców" przenoszą się do małej sali, radny Janusz Kietliński informuje, że jest doświadczony i wykwalifikowany lekarz, który zgadza się pracować jako kierownik Gminnego Ośrodka Zdrowia w Szulborzu. To dr Józef Malinowski z Białegostoku, który prowadzi praktykę lekarską w Wysokiem Mazowieckiem. Radni przegłosowują wniosek J. Kietlińskiego. Tylko trzech jest przeciwko zatrudnieniu dr. Malinowskiego w Gminnym Ośrodku Zdrowia.
Doktor jest na sesji. Kiedy wstaje, żeby się przedstawić, siedząca tuż obok Jadwiga Rostkowska - zwolenniczka wójta - machając uniesioną w górę torebką mówi z nieukrywaną złością, że nie wpuści doktora do ośrodka. Dr Malinowski jest zdumiony, choć stara się nie okazywać emocji. Na końcu mówi tylko, że to, co tu zobaczył i usłyszał, "przechodzi ludzkie pojęcie".
Wcześniej mówi, że to, co dzieje się ze służbą zdrowia w tej gminie, to są "dwa kroki do tyłu". Twierdzi, że takie przekształcenie ośrodka jest równoznaczne z obowiązkiem spełnienia wyśrubowanych wymagań w stosunku do lokalu i wyposażenia, i ten ośrodek na pewno ich nie spełni.
- Po pół roku, najwyżej roku, to się rozpadnie - stwierdził.
Dodał też, że on wcale się tu nie pcha. Może tu pracować ktoś inny. Uważa jednak, że pozostawienie tej samej formy organizacji, czyli Gminnego Ośrodka Zdrowia, jest najbardziej korzystne dla gminy i pacjentów.
Zanim doktor wyszedł, wójt Kaczyński skomentował jego wypowiedź krótko:
- Każdy reklamuje swoje.

Polowanie na kaczora

Sesja dobiegała końca, już oficjalnie mogły zabrać głos osoby spoza Rady Gminy.
Krzysztof Michalec, b. przewodniczący Rady Gminy, zarzucił radnym, że nie szanują wyborców i depczą autorytety (miał na myśli przede wszystkim dyr. Krzyżanowskiego, który był na części sesji, ale po krótkim przemówieniu odjechał do innych swoich obowiązków).
- Gmina jest skłócona, podzielona - stwierdził Michalec, a za chwilę zwrócił się do przewodniczącego Kossakowskiego: - Panie Bogdanie! Ostatnie dwa lata sprawowania władzy przypomina mi polowanie na kaczora.
Tu skłonił się w kierunku wójta Kaczyńskiego.
Wanda Tereszczak, emerytka, po raz pierwszy przyszła na sesję:
- Mam wrażenie, że w Szulborzu jest królestwo i jego świta - zauważyła. - Niech nawet ta świta będzie, ale niech liczy się z odczuciami społeczeństwa.
Na koniec zaapelowała, aby starać się dogadywać ze sobą i unikać wzajemnych złośliwości. Odpowiedzią była... złośliwość ze strony wójta pod adresem emerytki. Na tym sesję zakończono.

Wójt jest zwolennikiem

Wójt H. Kaczyński z Szulborza Wielkiego jest zagorzałym zwolennikiem publicznych zakładów służby zdrowia. Uważa, że są najlepsze dla pacjentów. Ma prawo tak myśleć.
Idea wójta została jednak przełożona na język prostych ludzi w ten sposób, że inne formy leczenia ludzi, np. poprzez zakłady niepubliczne, są znacznie gorsze i wiążą się z ponoszeniem dodatkowej odpłatności. Tak myślą zwolennicy wójta, a to przecież nieprawda.
Być może wójt zrobił wszystko, żeby rozwiązać problem opieki zdrowotnej w swojej gminie. Być może, bo jednak zbyt często wójt podkreśla wyższość publicznych placówek służby zdrowia nad niepublicznymi, a przecież faktem jest, że w warunkach rynkowej konkurencji powstały także inne placówki służby zdrowia, o których trzeba uczciwie mówić ludziom. Wielu ludzi leczy się bezpłatnie w niepublicznych zakładach albo u lekarza domowego, i bardzo to sobie chwalą. Przyjęte przez wójta rozwiązanie wiąże się ponadto z rozwiązaniem Gminnego Ośrodka Zdrowia i utratą realnego wpływu na gminną służbę zdrowia - choćby na obsadę kadrową ośrodka. To dodatkowo wzbudza podejrzenia do jego faktycznych intencji.
Radni, którzy o działaniach wójta w sprawie ośrodka zdrowia dowiedzieli się z bulwersującego pisma z Warszawy, mieli prawo uznać, że wójt nie wypełnia dobrze swoich zadań. Wzięli więc sprawy w swoje ręce, o czym piszemy wyżej.
Gmina Szulborze Wielkie jest mała. Ten konflikt o ośrodek angażuje więc stosunkowo dużą liczbę mieszkańców. Niewielu jest takich, którzy nie mają swojego zdania na ten temat. Niestety, wielu ludziom brakuje rzetelnej wiedzy na ten temat. Paradoksalnie, kampania przed ewentualnym referendum w tej sprawie, które szykuje bliskie wójtowi stowarzyszenie, może tę wiedzę poszerzyć. Ludzie muszą jednak chcieć wysłuchać wszystkich argumentów za i przeciw proponowanym rozwiązaniem.

Od redakcji:

Czy wójt Szulborza Wielkiego naruszył prawo? Jakie dalsze decyzje w tej sprawie oraz w sprawie przyszłości ośrodka w Szulborzu Wielkim podejmie Mazowieckie Centrum Zdrowia Publicznego? - takie pytania zadaliśmy dyrektorowi Michałowi Targowskiemu z Mazowieckiego Centrum Zdrowia Publicznego w Warszawie. Wysłaliśmy je faksem w ub. czwartek. Mamy nadzieję, że w tym tygodniu otrzymamy odpowiedź, którą opublikujemy w następnym numerze.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki