Opłaty za ogrzewanie mogą wzrosnąć o 10 procent

Jarosław Sender
Zarząd makowskiej spółki ciepłowniczej "Juma" zapowiedział 10-procentową podwyżkę opłat za ciepło. Prezes Adam Grabowiec argumentuje to wzrostem cen węgla i energii cieplnej. A także koniecznością rozwoju spółki. Propozycję ostro oprotestowały komunalne wspólnoty mieszkaniowe. Zarówno wiceburmistrz Grzegorz Napiórkowski, jak i prezes Grabowiec zapewniają jednak, że bez porozumienia z odbiorcami ciepła podwyżek nie będzie. Sezon grzewczy już się rozpoczął, a w Makowie jak co roku powraca problem z ogrzewaniem miasta.

- Nie mogę narzucić kategorycznie cen ciepła - zgadza się Grabowiec. - Odbiorcy mają prawo nie przyjąć naszych propozycji. Ja jednak, kierując spółką, muszę wybierać optymalne, także dla spółki rozwiązania, by nie powodować strat, lecz utrzymywać bilans przynajmniej na zerowym poziomie. A najlepiej na plusie, by "Juma" mogła się rozwijać.

Spółka potrzebuje inwestycji

Za 2008 rok spółka osiągnęła zysk netto około 90 tys. złotych. To nie jest znaczący zysk, nie pozwala na poważniejsze inwestycje, które jednak będą konieczne, jeżeli "Juma miałaby być gwarantem ciepła dla miasta. Stad też starania zarządu i wspólników, w poszukiwaniu inwestora strategicznego i rozwiązań, które pozwolą spółce rozwijać nowe moce.

- Póki będziemy dysponować tylko obecną mocą kotłów, ceny ciepła będą wciąż zagrożone podwyżkami poprzez wzrost cen paliw i energii elektrycznej - tłumaczy Adam Gra¬bowiec. - Łagodziłby to zwiększenie podaży ciepła, czyli podłączenie nowych odbiorców. A to wymaga rozwoju technicznego spółki. Nie ma innej możliwości na stabilizację cen ciepła. Ostatnio zwiększyła nam się sprzedaż ciepła o niespełna pół megawata - z tego względu, że mniej mocy potrzebują ocieplane bloki spółdzielcze. Mogliśmy podłączyć dodatkowych odbiorców - jeden z budynków ZS im. Armii Krajowej i budynek geodezji. Dotychczas korzystały one z własnych kotłowni.

Największym problemem jest to, że Maków nie posiada ani własnej sieci, ani węzłów cieplnych, które jak wiadomo sprzedało na haniebnych warunkach w 2002 roku łomżyńskiej firmie "Inkluz". I do tej pory nie dorobiło się własnego systemu, skazane w tej chwili na dzierżawę mediów od syndyka tej firmy.

- Miasto sfinansowało koncepcję budowy nowej sieci, ale najpierw trzeba było wycenić już istniejącą, by skalkulować, czy opłaca się ją odkupić - mówi prezes "Jumy". - Okazało się, że została ona zbudowana niezgodnie z planem budowlanym. Jest nie doposażona, a przede wszystkim źle izolowana, przez co nieenergooszczędna. Mimo to skazani jesteśmy na ten bubel, póki nie wybudujemy własnej sieci, bądź nie odkupimy i nie zmodernizujemy tej istniejącej. Ostatnie rozmowy w sprawie odkupienia sieci prowadzone były 28 sierpnia w Sądzie Rejonowym w Łomży. Syndyk wycenił jej wartość na horrendalną kwotę 4,5 mln złotych. A według naszych ekspertyz warta jest ona najwyżej 1 mln 700 tys. złotych i jeszcze trzeba dużo dołożyć do jej modernizacji.

Przypomnijmy - bo co roku o tej porze musi odbijać się to czkawką - że w 2002 roku makowski ZEC został sprzedany za 1 mln 200 tys. złotych!

Bo węgiel jest coraz droższy

Co dzisiaj - niezależnie od uwikłania w sieci - podbija cenę ciepła? Przede wszystkim ceny węgla.

- W tej chwili 523 złote to uśredniona cena zagwarantowana do końca roku - mówi Adam Grabowiec. - Znaleźliśmy dilera, który kupił dla nas, za własne pieniądze, 600 ton węgla w cenach obowiązujących we wrześniu. W tym są już koszty dowo¬zu do naszych kotłowni. Będę od niego stopniowo ten węgiel kupował, po zagwarantowanej cenie. Nie zdarzyło mi się kupić dotąd węgla droższego, niż w cenach kampanii węglowej i holdingu węglowego. Czyli najniższych. Nie licząc kosztów dowozu. Tyle, że cena tego węgla wciąż rośnie. W 2007 roku płaciłem 360 zł za tonę w 2008 - 424 zł. Dziś wyno¬si ona 538 złotych. Co roku każda firma musi prognozować swoje koszty. Nikt nie ma wpływu na ceny energii elektrycznej czy ceny węgla. Muszę uwzględniać dobro odbiorcy, ale także interes firmy. Nie mogę pozwolić na to, by mi zabrakło na opał.

Piece zainstalowane w kotłowni na Kopernika 12 opalane są eko¬groszkiem.

- Nie można palić innym węglem, bo te kotły są przystosowane do paliw kwalifikowanych, czyli najdroższych gatunków węgla - twierdzi Grabowiec. - Co zresztą jest bardziej ekonomiczne, niż palenie węglem byle jakiej jakości, o czym przekonałem się w ubiegłym roku, spalając ponad 120 ton węgla mniej do wyprodukowania większej ilości energii niż rok wcześniej.

W koszty podwyżek wkalkulowana jest także opłata za dzierżawę sieci od syndyka "Inkluza", a od stycznia także podatek od tej dzierżawy - około 43 tys. zł rocznie

Prezes "Jumy" zapewnia, że zatrudnienie w spółce jest zminimalizowane:

- Ludzie na jednym etacie wykonują najróżniejsze prace. Palacz jest jednocześnie spawaczem czy elektrykiem, jeśli ma uprawnienia. Wszelkie proste roboty wykonujemy własnym sumptem.

Współwłaściciele "Jumy" - czyli miasto i SM "Jubilatka" cały czas poszukują inwestora strategicznego, który pozwoliłby wreszcie wygrzebać się miastu z owego grzewczego impasu. Jest podobno poważny oferent. Jaki? Udziałowcy nie chcą na razie zdradzić.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie