MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Okradają nas, gdy śpimy

Jacek Pawłowski
Z obawy przed włamywaczami ludzie stawiają w drzwiach tarasowych i balkonowych wazony i donice. Przewrócone przez intruza narobią hałasu. Wybujałe kaktusy mogą też dotkliwie pokłuć złodzieja
Z obawy przed włamywaczami ludzie stawiają w drzwiach tarasowych i balkonowych wazony i donice. Przewrócone przez intruza narobią hałasu. Wybujałe kaktusy mogą też dotkliwie pokłuć złodzieja Fot. A. Rusinek
Śpimy, a w naszym domu grasuje włamywacz. Budzimy się i stwierdzamy brak wielu cennych przedmiotów. Włamania "na śpiocha", czy jak kto woli "na dziurkę" w Ostrołęce i okolicach zdarzają się coraz częściej. Lepiej więc mieć się na baczności.

Nocni goście

Paweł Malinowski, przedsiębiorca z Ostrołęki, 30 listopada wrócił późno do domu. Była pierwsza w nocy, w zasadzie zaczął się już grudzień. Zmęczony położył się spać. Gdy zbudził się o siódmej rano, stwierdził brak toyoty avensis, którą zostawił na podjeździe przed domem. Żona właściciela domu po chwili zobaczyła, że wszystkie szafki w kuchni mają pootwierane drzwiczki. Na fotelu zaś leżały, zrzucone jedno na drugie, zimowe okrycia zazwyczaj wiszące na wieszaku. Drzwi wejściowe były otwarte, drzwi balkonowe zaś - lekko uchylone. Malinowscy stwierdzili, że brakuje im nie tylko samochodu, ale też kompletu kluczy, dokumentów, kart kredytowych, rakiety tenisowej i innych przedmiotów. Ościeżnica i rama drzwi balkonowych były przewiercone jednym otworem. Musiał włamywać się profesjonalista. Za pierwszym odwiertem bez pudła trafił w miejsce, które pozwala na podniesienie blokady.
Zdecydowanie mniej doświadczenia mieli przestępcy, którzy włamali się do domu Zofii Melaniuk, szefowej KRUS-u w Myszyńcu. Musieli próbować aż sześć razy, by w końcu wywiercić ten właściwy otwór. Buszowali po domu. Gospodyni poniosła straty w wysokości 23 tys. zł. Złodzieje na szczęście nie ukradli samochodu. Chcieli jednak to zrobić. Zofia Melaniuk odkryła, że na murku w garażu złodzieje poukładali obok siebie dokumenty i kluczyki. Być może coś ich spłoszyło.

Profesjonaliści...

Dla osoby znającej budowę okien, drzwi balkonowych, ram okiennic, otwarcie z zewnątrz zamkniętego balkonu jest to kwestia kilku minut. Włamywacze - przeważnie profesjonaliści - wchodzą na balkon lub na taras, w odpowiednim miejscu (zazwyczaj na wysokości mechanizmu zamykającego) wywiercają dziurę w ramie drzwi balkonowych. W dziurę wkładają śrubokręt bądź sztywny pręt. Prętem powodują ruch mechanizmu blokującego drzwi, które szybko stają przed złoczyńcami otworem. Włamania dokonywane są najczęściej między północą a trzecią rano. Wtedy sen normalnie funkcjonującego człowieka jest najtwardszy.
Od listopada ubiegłego roku w Ostrołęce i powiecie zdarzają się średnio miesięcznie 2-3 nocne włamania do domów, w czasie gdy domownicy śpią. Ostrołęka, Myszyniec, Pełty, Rzekuń, Goworowo, Podrężewo, Kruki, Łazy - w tych miejscowościach włamywacze składali nocne wizyty w domach, nie przejmując się obecnością właścicieli.

... nie zostawiają śladów

Kto wdziera się do domów pod osłoną nocy i w czasie snu domowników? Jak dotąd żaden podejrzany nie został ujęty. Oficer prasowy ostrołęckiej policji sierż. sztab. Andrzej Ciszewski zapewnia, że policja cały czas jest na tropie sprawców, ale informacji operacyjnych nie można ujawniać. Z naszych informacji wynika, że są co najmniej dwie grupy włamywaczy - miejscowi amatorzy i przyjezdni profesjonaliści. Do domu Zofii Melaniuk włamywacze dostali się po wywierceniu aż sześciu otworów. Musieli być to amatorzy. Profesjonaliści trafiają bez pudła za pierwszym odwiertem.
Z rozmów z poszkodowanymi, sąsiadami, agentami ochrony wynika, że w okolicach, gdzie dochodziło do nocnych włamań, były wcześniej widywane charakterystyczne samochody. Najprawdopodobniej to włamywacze obserwowali okolicę przed skokiem. W rozmowach najczęściej przewija się seat cordoba w kolorze akrylowej czerwieni na nieostrołęckich numerach rejestracyjnych. Drugi samochód to granatowe bmw - jedni mówią, że z ostrołęckimi, inni, że z obcymi tablicami rejestracyjnymi. Krążą opowieści o osobie z ostrołęckiego półświatka, która "wystawia" włamywaczom domy, z których można ukraść coś cennego.
O nocnych włamaniach dużo mówi się w Ostrołęce. Prawda miesza się z domniemaniami, plotka z pogłoską. Po ostatnim włamaniu do domu sędziny przy ulicy Nadziei zaczęto nawet mówić, że przestępcy "wzmocnili" sen domowników jakimś środkiem chemicznym, który rozpylili w sypialni. Policja i prokuratura nie potwierdzają tej wiadomości.
O tym, że włamań w Ostrołęce i okolicach dokonuje jedna grupa, a zwłaszcza że są to profesjonaliści, może świadczyć charakterystyczny sposób działania.
- Jest kilka takich wspólnych elementów - mówi Mieczysław Łopusiński, były prokurator rejonowy w Ostrołęce, którego rodzina pół roku temu również padła ofiarą nocnego włamania. - Przedmioty przygotowane do wyniesienia są zazwyczaj równo poukładane w określonych odstępach. Prawdopodobnie dlatego, żeby nie zawadzić jednym o drugi i nie narobić hałasu. Wiem, że wchodzą do domu tak, aby nie narobić śladów. W czasie włamania do nas padał deszcz. W środku jednak nie było żadnych śladów butów. Może mieli buty na zmianę, może chodzili boso.
Równo poukładane, choć nie skradzione, przedmioty zauważyła u siebie również Zofia Melaniuk z Myszyńca.
Jest jeszcze jeden element (choć może to przypadek), który może identyfikować sprawców. Zabierają, ale potem porzucają, sprzęt fotograficzny. Paweł Malinowski znalazł torbę za aparatem porzuconą przy drzwiach wejściowych. Z kolei po włamaniu przy ulicy Brzozowej policja odkryła porzuconą na ul. Warszawskiej torbę z kamerą wideo.

Ofiary bronią się wazonami i kamerami

Ofiary włamań przyjmują różną postawę wobec świata. Jedni zamykają się w sobie i nie chcą mówić o wydarzeniu, żeby nie przywoływać przykrych wspomnień.
- Myślę, że takich włamań będzie tym mniej, im mniej będzie się je roztrząsać np. w gazecie - mówi jeden z poszkodowanych, pracownik dużej firmy branży spożywczej.
Inni wspominają bez skrępowania, zarówno znajomym, jak i do gazety.
- Wiem, że po tym co mnie spotkało, moi znajomi stali się bardziej ostrożni - opowiada Paweł Malinowski. - Zabezpieczają balkony, chowają na noc klucze do samochodu, już nie zostawiają ich rzuconych na stół. Ja zresztą też.
Żadna z ofiar nie może się pogodzić z tym, że w nocy, gdy wszyscy są w domu i śpią, ktoś może buszować po pokojach.
- Do tej pory nie mogę pojąć, jak ktoś w ogóle śmiał wejść bez pozwolenia do mojego domu - mówi Zofia Melaniuk.
Jednak osoby, które doświadczyły nocnych najść i rabunków, szybko wyciągnęły z tego wnioski i zabezpieczają się na przyszłość. Wzmacniają drzwi balkonowe, instalują alarmy. Jedna z osób, które doświadczyły włamania "na śpiocha", wyjmuje na noc klamki z drzwi balkonowych, a pod drzwiami stawia donice i wazony. Ma nadzieję, że następnym razem wchodząc do niej, złodziej przynajmniej narobi hałasu, wystraszy się i sam ucieknie. Zofia Melaniuk wymieniła w swoim domu stolarkę okienną i uzbroiła wnętrze domu w gongi, które uruchamiają się w nocy pod wpływem czujników ruchu.
Wszyscy, którzy zostali okradzeni, mają nadzieję, że złodziej nie wróci już drugi raz w to samo miejsce. Na wszelki wypadek wolą mieć się jednak na baczności. Nocne najścia są obecnie tak powszechne, że po jednym złodzieju może przyjść drugi...

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki