Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Odwołanie na całe zło

Jacek Pawłowski
I. Żebrowska
I. Żebrowska J. Pawłowski
Do końca grudnia ma zostać odwołana dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Ostrołęce. Zwaśnione grupy pracowników ośrodka tak bardzo zajmują się własnymi sprawami, że dla podopiecznych brakuje im czasu.

Piątek, pora obiadowa. Do "Taniego Baru" MOPR przy ulicy Kilińskiego przychodzą najubożsi po darmowe obiady. Daniem dnia jest kotlet rybny, ziemniaki, surówka z kapusty i kompot. Jedni wchodzą z podniesioną głową, jedzą na miejscu, mają poczucie, że darmowy posiłek im się po prostu należy. Inni ukradkiem przemykają od drzwi pod okienko, wzrok mają wbity w podłogę, odbierają obiad w pojemnikach i z prowiantem szybko odchodzą do domu. Wstydzą się, że muszą korzystać z miłosierdzia gminy.
Sobotnie popołudnie, sklep Stodoła w centrum Ostrołęki. Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie zbiera żywność dla najbiedniejszych. Klienci robią większe zakupy niż zwykle i nadwyżki wrzucają do wspólnego kosza. Jakiś ojciec uczy kilkuletniego syna, że należy pomagać najuboższym. Dziecko wspina się na palcach i wrzuca do kosza kupioną wcześniej paczkę sera morskiego i konserwę turystyczną
Na pozór wszystko jest w porządku. Na zewnątrz działalność MOPR-u wygląda tak samo, jak zawsze. Kolejki po zasiłki wciąż bardzo długie, w świetlicach dla dzieci ciągle wielu podopiecznych. Jednak tę instytucję od kilku miesięcy zżera wewnętrzny konflikt, który sprawia, że ostrołęcki MOPR toczy się już wyłącznie siłą rozpędu. Co będzie dalej nie wiadomo.
Od dłuższego już czasu trwa cicha wojna między grupą pracowników z najdłuższym stażem a młodą dyrektorką Izabelą Żebrowską, powołaną na stanowisko w czasie, gdy prezydentem Ostrołęki był Arkadiusz Czartoryski. Cicha wojna przerodziła się w głośną batalię w październiku tego roku, gdy na wniosek dyrektor Żebrowskiej prezydent Ostrołęki podpisał nowy regulamin organizacyjny MOPR. Regulamin ten zlikwidował dwie sekcje, którymi kierowały wcześniej dwie doświadczone pracownice ośrodka: Bożena Kleczkowska (sekcja pracowników socjalnych) i Barbara Piaścińska (ośrodek interwencji kryzysowej). Każda z nich przed laty kierowała ośrodkiem, a po zmianach stały się zwykłymi pracownicami socjalnymi.

Mobbing w pomocy społecznej

Barbara Piaścińska zaskarżyła do sądu pracy zmianę swoich warunków zatrudnienia, a przy okazji oskarżyła dyrektor Żebrowską o mobbing, czyli psychiczne znęcanie się nad pracownikiem. Mobbing w ostrołęckim MOPR-ze jest obecnie słowem używanym prawie tak samo często jak zasiłek, renta, świadczenie. W rozmowach z pracownikami MOPR, przynajmniej od niektórych, można usłyszeć, że czują się prześladowani przez dyrekcję. Jedna z pracownic socjalnych skierowana na trzy miesiące do pracy w świetlicy socjoterapeutycznej twierdzi, że miała zostać w ten sposób pognębiona, bo po pierwsze nie ma kwalifikacji do pracy z dziećmi, po drugie usłyszała od dyrektor Żebrowskiej, że na jej poprzednie miejsce już jest przyjęty nowy pracownik. Inna z pracownic natomiast przez trzy lata podwyższała kwalifikacje zdobywając licencjat, a gdy już dostała dyplom, została skierowana do pracy w kuchni. Jeszcze inni pracownicy mają powierzane obowiązki niezgodnie ze swoimi kwalifikacjami. Czują się więc jakby wypędzeni na pole minowe, na którym dyrektor tylko czeka na popełnienie pierwszego błędu.
To opinie grupy pracowników, którzy nie ukrywają swojej niechęci do dyrektor MOPR. Sama Izabela Żebrowska uważa, że postępuje zgodnie z prawem i zasadami pracy organizacji pomocy społecznej.
- Poruszam się w obszarze zadań i celów pomocy społecznej - mówi Żebrowska. - Nie stosuję żadnego mobbingu. Po prostu stawiam wysokie wymagania zarówno sobie, jak i swoim pracownikom. Wiadomo, że pomoc społeczna dysponuje środkami daleko niewystarczającymi w stosunku do potrzeb. Ja staram się tak zorganizować pracę i tak powierzyć zadania pracownikom, by działalność ośrodka była jak najbardziej wydajna. Nigdy nie zatrudniałam nikogo niezgodnie z kwalifikacjami. Gdybym to zrobiła, zapewne natychmiast zostałabym zwolniona z pracy.
Grupa pracowników MOPR czuje się jednak prześladowana przez dyrektorkę. Korzystając z pomocy związków zawodowych od lipca interweniują u prezydenta. Związek Zawodowy Pracowników MOPR, do którego należy dziesięcioro spośród 97 pracowników ośrodka wysyła do Ryszarda Załuski kolejne pisma dotyczące niezgodnych, ich zdaniem, z prawem działań dyrektor Żebrowskiej.

Lincz na dyrektorce

Do końca listopada działania opozycyjnych wobec dyrekcji pracowników MOPR ograniczały się tylko do wysyłania pism do prezydenta i potajemnych spotkań między sobą i z miejskimi włodarzami.
W ubiegłym tygodniu doszło jednak do frontalnego ataku buntowników na dyrektor MOPR. Na poniedziałkowe posiedzenie komisji rodziny i opieki społecznej RM, 6 grudnia została zaproszona pracownica, którą dyrekcja MOPR wbrew woli zainteresowanej oddelegowała do świetlicy socjoterapeutycznej. Pracownica ta złożyła skargę do Rady Miejskiej. Sprawa trafiła na komisję rodziny. Jednak oprócz autorki skargi i dyrektorki MOPR, na posiedzenie komisji przyszły inne pracownice MOPR niezadowolone z działań dyrekcji.
- Zaprosiłem jedną osobę, przyszło dziesięć - przyznaje przewodniczący komisji radny Sławomir Kot. - Nie wypadało w tej sytuacji nie podjąć dyskusji i podziękować tym paniom za przybycie. Jednak nie wszyscy radni byli tego zdania.
- Komisja rodziny w ogóle nie była władna, by rozpatrywać skargę tej pani bo od rozpatrywania skarg jest komisja prawa - mówi radny Mariusz Popielarz. - Poza tym nie była to żadna dyskusja tylko lincz na dyrektor Żebrowskiej. Inaczej tego nie można nazwać. Prezydent w obecności pracownic MOPR krzyczał na panią dyrektor, że nie uzgadnia z nim polityki kadrowej. Przecież po to ośrodek jest odrębną instytucją i ma dyrektora, by mógł on samodzielnie zatrudniać pracowników, a nie z każdą sprawą biegać do prezydenta. Nie mówiąc już o formie w jakiej prezydent wyraził swe niezadowolenie. Krzyczał na dyrektor Żebrowską w obecności jej podwładnych.
- To wszystko już za długo trwa - konkluduje Sławomir Kot. - Oni muszą się między sobą dogadać, bo odgórnie problemu załatwić się nie da. Prezydent też się zachowuje nie tak, jak powinien, bo mnie jako przewodniczącemu nie było miło, gdy na posiedzeniu mojej komisji pani dyrektor płakała.
Wszystko jednak wskazuje na to, że władze miejskie będą dążyć do odwołania dyrektor Żebrowskiej.
- Sytuacja będzie zmierzać do odwołania pani dyrektor - powiedział nam 10 grudnia odpowiedzialny za pomoc społeczną wiceprezydent Ostrołęki Stanisław Rybski. - Decyzja zapadnie jeszcze w tym miesiącu. Są podstawy do odwołania pani dyrektor. Nie będę na razie ich ujawniał, bo muszę przekonsultować to z radcami prawnymi. Gdy zarzuty zostaną sformułowane, zapadnie decyzja o odwołaniu.

O co tak naprawdę chodzi w konflikcie w MOPR-ze?

- Tu nie chodzi o ten nowy regulamin. Nie chodzi też o trzysta złotych, które straciła każda z byłych kierowniczek na zmianie warunków pracy - mówi dyrektor Żebrowska. - Tu chodzi o to czyje będzie na wierzchu.
Nie bez znaczenia jest fakt kto stoi za poszczególnymi osobami uczestniczącymi w konflikcie. Izabela Żebrowska cały czas uważana jest za człowieka Arkadiusza Czartoryskiego. To on ją powołał na stanowisko i z nim do tej pory Żebrowska pozostaje w koleżeńskich kontaktach. Tymczasem w rozmowach z pracownikami MOPR i samorządowcami wyraźnie słychać również sugestię, że za oponentką Żebrowskiej, czyli Barbarą Piaścińską, stoi jej mąż Wiesław, były wiceprezydent Ostrołęki, który chce pomóc swojej żonie wejść na miejsce, które wkrótce zwolni dyrektor Żebrowska. Piaściński, choć pozostaje w cieniu życia publicznego, zajmuje się biznesem, nadal jest wpływowym działaczem współrządzącej miastem Naszej Ostrołęki. Barbara Piaścińska zaprzecza jakoby korzystała z protekcji małżonka.
- Chciałabym, żeby sprawy mojego męża zostały wyraźnie oddzielone od moich spraw - mówi.

Cierpią podpieczni

Wszyscy bohaterowie tego dramatu zgodni są co do jednego: cała ta sytuacja szkodzi podpiecznym MOPR - ludziom biednym, starym, schorowanym, dotkniętym rodzinną przemocą.
- Nie może być tak, że pracownicy zajmują się pisaniem listów protestacyjnych i zbieraniem podpisów, tylko dlatego, że na dniu pracownika socjalnego powiedziałem coś, co nie spodobało się pani dyrektor - mówi zirytowany wiceprezydent Rybski. - Przecież oni powinni się w tym czasie zajmować podopiecznymi.
O tym, że ośrodek powinien zajmować się przede wszystkim potrzebującymi ludźmi przekonane są również Izabela Żebrowska, Barbara Piaścińska i inni pracownicy. Związki zawodowe też.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki