Odszedł prawy człowiek

    Odszedł prawy człowiek

    Jarosław Sender

    Tygodnik Ostrołęcki

    Tygodnik Ostrołęcki

    Odszedł prawy człowiek
    Na drugim piętrze Urzędu Miasta dopadł go rozległy zawał. Kilka dni póżniej zmarł
    Odszedł prawy człowiek


    Tato, to nie tak miało być… - na cmentarzu parafialnym zaległa cisza, kiedy głos zabrał syn Zbigniewa Borowicza, Artur.

    - Tata był bardzo związany z tym miastem, z jego mieszkańcami. Dziękuję Tato za wychowanie i wpojenie zasad, które przekażemy naszym dzieciom. Chcemy być dobrymi ludźmi, tego nas nauczyłeś. To jest najważniejsze, reszta to rzeczy względne. Dziękujemy Ci za wszystko, spoczywaj w spokoju na wieki - mówił, także w imieniu brata Przemysława, Artur Borowicz.

    Długa lista zasług

    Zbigniew Marian Borowicz był wielkim społecznikiem, interesował się historią, ale przede wszystkim problemami miasta i jego mieszkańców.
    W radzie miejskiej pracował nieprzerwanie od 1990 roku. W latach 1994-1998 i w obecnej kadencji pełnił funkcję wiceprzewodniczącego rady. Uczestniczył w opracowaniu wzorów miejskich insygnii (herbu, flagi pieczęci, insygniów przewodniczącego rady miejskiej. W obecnej kadencji ze swojej diety radnego zasponso¬rował stypendium dla zdolnej uczennicy przasnys¬kiego gimnazjum. W latach 1993-1997 był członkiem Rejonowej Rady Zatrudnienia, a w latach 2003-2007 ławnikiem Sądu Rejonowego w Przasny¬szu. Był też członkiem Polskiego Związku Wędkarskiego, a jako zawodowy wojskowy (od 1968 roku był żołnierzem zawodowym, od 1978 roku pracował w jednostce wojskowej w Przas¬nyszu) odznaczony został Brązowym Medalem Siły Zbrojne w Służbie Ojczyzny, Brązowym Medalem za Zasługi dla Obronności Kraju, Złotą Odznaką za Zasługi dla Województwa Warszawskiego i Srebrnym Medalem Siły Zbrojne w Służ
    bie Ojczyzny.

    Zmarł 3 maja w ciechanowskim szpitalu. Miał 65 lat.

    Wszędzie go było pełno

    Msza żałobna odbyła się 6 maja w kościele pw. Chrystusa Zbawiciela w Przasnyszu. Oprócz rodziny i przyjaciół, obecni byli na niej samorządowcy, radni, koledzy z wojska, mieszkańcy. Kazanie wygłosił bratanek Zmarłego, ks. Ryszard Borowicz, który podzielił się swoimi wspomnieniami o wuju.

    - Pochodził z niewielkiego miasteczka w Wielkopolsce, z Łobżenicy. Wywodził się ze znanej rodziny przedwojennych piekarzy i krawców. Piekarzem był jego ojciec, dziadek i brat. W 1968 roku, po ukończeniu szkoły oficerskiej i zawarciu związku małżeńskiego, osiedlił się w Przasnyszu. Swoje życie zawodowe związał z jednostką wojskową, w której pracował ponad 20 lat. Został zapamiętany jako człowiek pełen honoru. Zawsze stawiał obowiązki na pierwszym miejscu, później przyjemności. Kiedy zakończył pracę zawodową, udzielał się społecznie. Wszędzie go było pełno, był pełen inicjatyw dla miasta i jego mieszkańców. Nieobce mu były problemy przas¬nyszan. Ważny był dla niego człowiek - mówił ksiądz, który jest jednym z pięciu duchownych wywodzących się z rodziny Borowiczów. - Mój wuj interesował się historią. Kiedy przyjeżdżał do rodziny, pamiętam, że bardzo mu na sercu leżała sprawa katyńska. Kiedy ja chodziłem do szkoły, nigdy tam nie słyszałem o Katyniu. Dowiedziałem się o tej zbrodni od rodziców i właśnie od wujka. B
    ardzo mu zależało, aby prawda wyszła na jaw, być może też dlatego, że jego wujek tam zginął. Bardzo cenił sobie rodzinę, przyjaźń. Miał 65 lat. To nie tak dużo, jeszcze miał wiele lat życia przed sobą. Ale Bóg miał swoje powody, aby zabrać go do siebie. Jego śmierć uświadamia nam, że życie ludzkie jest kruche i nietrwałe.



    Żegnaj drogi kolego

    Po mszy głos zabrał burmistrz miasta, Waldemar Trochimiuk. - Zbigniew Borowicz był prawym człowiekiem - rozpoczął. - Wszyscy, którzy znali Zbyszka, wiedzą, jak bezgranicznie był zaangażowany w to, co robił. Takiego go pamiętam z wojska, zawsze perfekcyjnie przygotowany. Był wielkim społecznikiem, w pełni odpowiedzialny i przejmujący się bardzo problemami mieszkańców. Radnym był przez cztery kadencję, rozpoczął piątą. Cieszył się z każdej pomyślnie rozwiązanej przez siebie sprawy. Denerwował się w sytuacjach, kiedy czegoś nie udało mu się zrobić. Zmarł w ciechanowskim szpitalu, ale tak naprawdę jego życie skończyło się na drugim piętrze Urzędu Miasta. Tam dopadł go rozległy zawał, który nie pozwolił mu dotrzeć na kolejną w jego życiu sesję rady miasta. Żegnam Cię dzisiaj drogi kolego w imieniu burmistrzów, pracowników urzędu, radnych, kolegów z wojska oraz mieszkańców Przasnysza, miasta, które tak bardzo pokochałeś.

    W przemarszu z kościoła na cmentarz parafialny uczestniczyła orkiestra dęta OSP Przasnysz oraz wojskowa kompania honorowa, która pożegnała emerytowanego wojskowego honorową salwą.

    Czytaj treści premium w Tygodniku Ostrołęckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Specjalnie dla Was

    Wideo