Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Oddał synowi część swego ciała

Mieczysław Bubrzycki
Od kilku tygodni Piotr Wołoski (z prawej) żyje dzięki nerce ojca
Od kilku tygodni Piotr Wołoski (z prawej) żyje dzięki nerce ojca Mieczysław Bubrzycki
To było zaraz po świętach wielkanocnych. 23-letni Piotr Wołoski z Budek koło Chorzel usiadł z rana przy stole, żeby wypić kawę i nie mógł znaleźć łyżeczki, choć miał ją pod ręką. Obmacywał miejsce, gdzie łyżeczka powinna być. Zachowywał się tak, jakby stracił wzrok.

- Co ty Piotrek? Nie widzisz łyżeczki? - zdziwił się ojciec.
Piotr naprawdę nie widział. Następnego dnia pojechał do lekarza.
Pierwszy sygnał zlekceważył. Pół roku wcześniej, jesienią 2001 roku w Niemczech, gdzie pracował, kupił młodszemu bratu elektroniczny aparat do mierzenia ciśnienia. Gdy go przywiózł, też sobie zmierzył ciśnienie. Górne dochodziło do 200.
- Eee, pewnie zepsuty - tak skomentował odczyt przyrządu.
Wiosną 2002 roku, gdy pojechał do lekarza z objawami zaburzeń widzenia, zbadano mu też ciśnienie. Było bardzo wysokie. Trafił od razu do szpitala w Przasnyszu. Podejrzewano, że to może nerki i po trzech dniach przewieziono go do Makowa i umieszczono na oddziale nefrologicznym szpitala. Lekarze stwierdzili u Piotra całkowitą niewydolność obu nerek.
- To był szok dla nas wszystkich - mówi Andrzej Wołoski, ojciec Piotra. - Piotrek nigdy nie narzekał na zdrowie. Był przez rok w wojsku, pracował.
- Bardzo mnie ciekawiło, skąd to się mogło wziąć? - mówi Piotr. - Lekarze powiedzieli, że mógł to być skutek przebytego utajonego zapalenia nerek. Pamiętam taką sytuację, to było podczas mojej pracy w Niemczech, że przeziębiłem się i w czasie tej choroby mój mocz miał taki krwisty kolor. Powiedziałem nawet o tym mamie, ale po jakimś czasie samo przeszło. Więcej razy to się nie zdarzyło. Być może jednak nie była to przyczyna, ale pierwszy objaw tej choroby, który zlekceważyłem.
- Gdy dowiedziałem się o chorobie Piotrka, spytałem doktora Grochowskiego w Makowie, w jaki sposób trzeba te nerki ratować - mówi Andrzej Wołoski. - Odpowiedział, że tu nie ma już co ratować.
Piotr dostał odpowiednie leki i po niedługim czasie założono mu na rękę tzw. przetokę, dzięki której mógł być podłączany do sztucznej nerki. Pierwszą dializę Piotrek przeszedł po około trzech miesiącach.
- Zaczęliśmy powoli uczyć się tej choroby - wspomina ojciec Piotra. - Nigdy coś takiego nie wydarzyło się ani w rodzinie, ani wśród znajomych. Czytaliśmy wszystko, co udało nam się znaleźć na ten temat. Z tych lektur wynikał tylko jeden wniosek: Piotrek musi dostać nową nerkę.
Z rozmów z lekarzami wynikało, że można czekać na nerkę z tzw. banku organów, co może jednak trwać dość długo, ale można też przeszczepić Piotrowi nerkę pobraną od członka najbliższej rodziny, co jest korzystniejsze dla pacjenta. Potrzebne są jednak specjalistyczne badania potencjalnego dawcy. Po naradach ustalono, że pierwszy podda się im ojciec Piotra. Gdyby okazało się, że nie może być dawcą, wówczas badaniom poddałby się starszy brat Piotra.
- Wszystkie wyniki okazały się dobre - mówi Andrzej Wołoski. - Przy okazji dowiedziałem się, że jestem dosyć zdrowym człowiekiem. Były pewne problemy z lewą nerką, która ma dodatkową tętniczkę, więc postanowiono, że syn otrzyma moją prawą nerkę. Ostatnie badania robiono nam w przeddzień przeszczepu rodzinnego, gdy leżeliśmy z Piotrem w klinice Dzieciątka Jezus w Warszawie. Nawet wtedy mogło się okazać, że przeszczepu nie można zrobić.
49-letni Andrzej Wołoski od początku był zdecydowany oddać nerkę synowi. Chciał, żeby wyniki były pozytywne i żeby to on był dawcą.
- Uznałem, że tak ma być i nie myślałem już o tym - tłumaczy. - Najbardziej przekonały mnie moje wizyty w makowskiej stacji dializ. Widziałem, jak wygląda życie takich ludzi. Tak też żyłby mój syn, gdyby nie przeszczep. Oczywiście, chciałem wiedzieć, jak się żyje z jedną nerką i o to pytałem lekarzy. Starałem się też rozmawiać z tymi, którzy coś takiego przeżyli. Pośrednio rozmawiałem także z dawcami. Najważniejsze było dla mnie, że Piotr dzięki mojej nerce będzie mógł w miarę normalnie żyć.
Przeszczepu dokonano 21 sierpnia br. Najpierw ze wspólnej sali zabrano ojca. On też także jako pierwszy powrócił z operacji. Syn wrócił po pięciu godzinach. Ojciec widział, jak Piotr się budzi. Okazało się, że nowa nerka zaczęła pracę już na stole operacyjnym. Pierwszej doby Piotr oddał 4,3 litra moczu. Bardzo dużo. To był dobry sygnał.
Ojciec wyszedł ze szpitala po ośmiu dniach, Piotr po czterech tygodniach.
- Na razie obaj siedzimy w domu i chorujemy sobie - mówi Andrzej Wołoski.
- Obecnie czuję się bardzo dobrze, zupełnie inaczej niż przed przeszczepem - twierdzi Piotr. - To są sytuacje bez porównania.
Wcześniej rytm życia Piotra wyznaczały wyjazdy do Makowa na dializy. Karetka przyjeżdżała po niego trzy razy w tygodniu. Nawet latem niełatwo jest dojechać do domu i gospodarstwa Wołoskich, położonych na dalekiej kolonii Budek koło Chorzel. Zimą musieli dodatkowo dbać, aby karetka nie ugrzęzła w śniegu.
Obecnie Piotr co jakiś czas jeździ na badania kontrolne do Warszawy. Otrzymał - choć dopiero po złożeniu odwołania - I grupę inwalidzką na 2 lata i przez ten czas musi przystosować się do życia.
Piotr jest z zawodu ślusarzem-mechanikiem, ale pracował jako piekarz. Życie z jedną nerką po przeszczepie wyklucza ciężką pracę. Piotr myśli zdobyć licencję ochroniarza, a także ukończyć kurs komputerowy.
- Myślę, że uda mi się żyć po nowemu - mówi z przekonaniem.
Czy po przeszczepie relacje między ojcem a synem pogłębiły się?
- Zawsze miałem dobry kontakt z synami - wyjaśnia Andrzej Wołoski. - Myślę jednak, że ta choroba sprawiła, że pojawiła się między mną a Piotrem dodatkowa nić porozumienia.
- Tata zawsze mi dużo pomagał w życiu i teraz też się na nim nie zawiodłem - mówi Piotr.
- Jestem przekonany, że postąpiłem najlepiej, jak to było możliwe - tłumaczy Andrzej Wołoski. - W podobnej sytuacji, w jakiej my byliśmy jeszcze parę miesięcy temu, mogą się znajdować inne osoby. Zachęcam je do szukania informacji na temat tej choroby. Człowiek boi się wtedy, gdy czegoś nie zna. Wiedza pokonuje lęk. Zdecydowanie łatwiej podjąć decyzję w takiej sprawie, gdy ma się wiedzę. Jeśli ktoś, kto znajduje się w podobnej sytuacji, po przeczytaniu artykułu chciałby z nami porozmawiać, serdecznie zapraszam - mówi Andrzej Wołoski.

PS. Zainteresowanym Czytelnikom redakcja udostępni numer telefonu lub adres państwa Wołoskich.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki