Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Oczekiwana zmiana miejsc?

(mb)
Od nowa rozpocznie się proces w sprawie tragicznego wypadku pod Sypniewem. Na ławie oskarżonych zasiądzie policjant, który w pierwszym procesie był... oskarżycielem.

Na łamach Tygodnika od początku towarzyszyliśmy tej sprawie.
Przypomnijmy, 7 maja 2000 roku pod Sypniewem dwaj pijani policjanci wracający z hucznej imprezy w Maminie najechali fiatem punto na tył bryczki, którą doszczętnie rozbili. Powożącemu zaprzęgiem 18-letniemu wówczas Pawłowi Budnemu lekarze dawali małe szanse na przeżycie. Wyszedł jednak z tego, choć do końca życia będzie borykał się ze skutkami bezmyślności policjantów.
Na ławie oskarżonych zasiadł Wojciech N., do którego należał fiat punto. Taką decyzję podjął wtedy prokurator. Akt oskarżenia okazał się jednak na tyle wadliwy, że w styczniu 2002 roku Sąd Rejonowy w Ostrołęce uniewinnił Wojciecha N., a Sąd Okręgowy w maju tegoż roku podtrzymał to orzeczenie.
9 czerwca br. do Sądu Rejonowego w Przasnyszu wpłynął drugi akt oskarżenia w tej samej sprawie. Tym razem dotyczy Krzysztofa O., drugiego z policjantów jadących wtedy z zakrapianej imprezy w Maminie. Sprawę prowadziła tym razem Prokuratura Okręgowa w Ostrołęce.
Prokurator Andrzej Ołdakowski zarzucił Krzysztofowi O., b. policjantowi Komendy Powiatowej Policji w Makowie (w lutym br. został wydalony ze służby), że będąc pod wpływem alkoholu (miał we krwi co najmniej 2 promile) i kierując fiatem punto rozwinął nim nadmierną prędkość (ok. 110 km/h) i uderzył w tył bryczki powodując ciężkie kalectwo Pawła Budnego i obrażenia ciała u Wojciecha N.
Świadkowie, którzy zjawili się jako pierwsi na miejscu wypadku, nie są w stanie jednoznacznie określić, który z policjantów był kierowcą. Jeden ze świadków pomagał im wyjść z rozbitego auta, ale ponieważ obaj jadący w nim są podobnej postury, byli wtedy jednakowo ubrani i obaj mieli zakrwawione twarze, więc świadkowie nie są pewni, który był kierowcą, a który pasażerem.
Prokurator oparł się więc na innych dowodach. Po pierwsze: gdy obaj pijani policjanci wyjeżdżali spod remizy w Maminie, samochód prowadził Krzysztof O., a Wojciech N. został dosłownie wrzucony na prawy fotel, bo był nieprzytomnie pijany. Po drugie: do takiego wniosku doszli autorzy ekspertyzy z Zakładu Medycyny Sądowej AM w Białymstoku - znaczące są zwłaszcza obrażenia kończyn dolnych, które miał tylko Wojciech N., a w tej konkretnej sytuacji nie mógł ich mieć kierowca. Po trzecie: badania genetyczne tkanki naskórka, włosów i krwi znalezione w rozbitym samochodzie wskazują, że za kierownicą siedział Krzysztof O.
Krzysztof O. nie przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów. Stwierdził, że w ogóle nie pamięta jazdy samochodem, za wyjątkiem momentu tuż przed zderzeniem się z bryczką. Stwierdził też, że rodzina jego b. kolegi (wówczas w makowskiej policji pracowali brat i teść Wojciecha N.) po wypadku pozmieniała miejsca usytuowania dowodów na rozbitej szybie, czyli włosów i naskórka. Te zarzuty nie znalazły jednak potwierdzania w trakcie śledztwa.
Pierwsza rozprawa w Sądzie Rejonowym w Przasnyszu, tym razem z Krzysztofem O. na ławie oskarżonych, odbyć ma się 29 października.
PS. Wypadek stał się przyczyną potężnego konfliktu między rodzinami obu policjantów. W czerwcu 2001 r. sąd w Przasnyszu skazał ojca Krzysztofa O. na rok pozbawienia wolności z zawieszeniem na 4 lata, za to, że uderzył pięścią w twarz ojca Wojciecha N., w wyniku czego złamał mu nos. Z kolei Krzysztof O. złożył zawiadomienie do prokuratury, że teść Wojciecha N., także policjant, stosował wobec niego groźby karalne. Prokurator umorzył jednak śledztwo w tej sprawie nie dopatrując się w tym zdarzeniu znamion przestępstwa.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki