Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Obywatel Podlasin

Aldona Rusinek
Od 1 września codziennie o 8.00 rano na placu Obrońców Różana rozlega się dźwięk ręcznej syreny. Obwieszcza kolejny dzień strajku Andrzeja Podlasina, mieszkańca Różana. Co rano Podlasin rozstawia na chodniku pod Urzędem Gminy tablicę z napisem "Żądam zmian", dwie biało-czerwone flagi i dwie tablice z postulatami.

1 września rano, pod chwilową nieobecność strajkującego, akcesoria strajkowe z chodnika usunięto.
- Kierownik ekipy, która remontuje urząd, poskarżył się, że te rzeczy przeszkadzają mu w rozładunku materiałów budowlanych, a ponieważ stały w pasie drogowym, kazałem je przenieść na zaplecze. Potem zostały właścicielowi zwrócone - tłumaczy burmistrz Jerzy Parciński.
Zanim jednak zostały zwrócone, wzburzony Andrzej Podlasin wpadł do urzędu z groźbą.
- Krzyczał, że idzie po brzytwę i podetnie sobie żyły, kazał wzywać karetkę - opowiada sekretarz gminy Barbara Gawianowska.
Wkrótce Podlasin wywiesił na swojej tablicy strajkowej oświadczenie: "Z uwagi na kradzież przez pracowników urzędu mojej własności, czyli symboli narodowych oraz hasła wraz z płytą informacyjną, oświadczam i żądam natychmiastowego zwrotu. Oczekuję do 8.45 celem zwrotu. Jeżeli nie, proszę przygotować karetkę. Czynię was odpowiedzialnymi za wszystko, co się tu działo i dzieje". Choć własność została zwrócona, oświadczenie wisi do dziś. Chyba jako dowód martyrologii i desperacji Podlasina.
To nie pierwsza akcja strajkowa Andrzeja Podlasina. Sześć lat temu protestował na tym samym placu przeciwko nieprawidłowościom w działalności Ośrodka Pomocy Społecznej.
- Dzisiaj wstydzę się tego, bo niczego nie osiągnąłem. Poprzedni dyrektor ośrodka wprawdzie odszedł, żegnany kwiatami, ale bałagan i nieuczciwość pozostała - mówi Podlasin.
W obecnym proteście Andrzej Podlasin rozlicza władze gminy i władze powiatu ze złego zarządzania oświatą. Żąda uzdrowienia sytuacji i zawieszenia w czynnościach dyrektorów różańskich szkół.

Pisarz Podlasin

Andrzej Podlasin jest autorem kilkudziesięciu pism skierowanych w ostatnich dwóch miesiącach do Urzędu Gminy w Różanie i starostwa makowskiego. Niełatwa jest ich lektura, bo konkrety, dotyczące meritum sprawy, toną pośród kwiecistych refleksji dyktowanych przez emocje. Tonacja większości pism jest kategoryczna, krytyczna, oskarżycielska. Podlasin ocenia władze samorządowe i władze oświatowe, w słowach nieraz mało wybrednych, wręcz obraźliwych. Oskarża, poucza, żąda, stawia warunki. W niektórych prosi. W pierwszym piśmie do Urzędu Gminy z 6 lipca prosi na przykład o zgodę na dokonanie publicznej zbiórki pieniędzy do wystawionej metalowej puszki.
"Puszka ww. będzie następnie złożona jako wotum dziękczynne za postępującą demokrację w naszej gminie oraz symboliczna prośba w myśl Ojca Świętego »Bogu dziękujcie, ducha nie gaście«, o dalszy dar przeobrażeń w naszym kraju, naszej gminie, naszym starostwie". Cel, jak widać, miał być ogólnoludzki i szczytny. Puszka ta miała być ponadto ważnym elementem w planowanym przez autora prośby wystawieniu sztuki ulicznej, nawiązującej do obecnej sytuacji i sposobu zarządzania gminą i starostwem. Dzień później jednak Podlasin prośbę wycofał. Po tygodniu zaś złożył pismo o zgodę na happening uliczny - wystawienie na placu przed urzędem skrzyni z wypisanymi zagrożeniami społecznymi i patologiami. Podlasin zapowiada jednocześnie konieczność powołania Komitetu Obrony Samorządu i Administracji, któremu miałby przewodniczyć. Kolejnym pismem z 29 lipca z tego pomysłu też się jednak wycofał, przerzucając zainteresowanie na poważniejsze problemy, mianowicie na skandaliczne jego zdaniem zarządzanie oświatą.

Podlasin - uzdrowiciel oświaty

Andrzej Podlasin, rencista, bezrobotny ojciec sześciorga dzieci, z których kilkoro uczy się w miejscowych szkołach, poczuł moralny obowiązek uzdrowienia sytuacji w oświacie. W lipcowych pismach do starosty i burmistrza Różana stawia wiele pytań m.in. o zasady funkcjonowania komitetów rodzicielskich w różańskich szkołach (prawo dostępu dyrektorów do kont bankowych komitetów, wymuszanie na uczniach opłat na komitet), o formalne umocowanie i rozliczenie prowadzonych zbiórek ulicznych na budowę fontanny przy szkole podstawowej, o opłaty za naukę jazdy w szkole rolniczej, o odmowę wydawania świadectw uczniom, którzy nie wnieśli opłat na komitet rodzicielski w Zespole Szkół w Różanie, o nieprawidłowości w ubezpieczeniu dzieci w szkole podstawowej.
- Nie chodzi mi o destrukcję oświaty. Jako rodzic, który sześcioro dzieci musi wykształcić i wykarmić, oczekuję pomocy w zapewnieniu mi ku temu należytych warunków, przynajmniej jeśli chodzi o wykształcenie - wyjaśnia Podlasin. - Praca z dziećmi w szkole jest pracą u podstaw. Bardzo ważną, którą szkoła powinna wykonywać sumiennie. Nie krytykuję burmistrza. Myślę, że on znalazł się w sytuacji bez wyjścia. I nie ma koncepcji rozwiązania tych problemów. Ale wierzę, że on koncepcję znajdzie - mówi Podlasin. Koncepcję uzdrowienia różańskiej oświaty, co do której Podlasin ma wiele zastrzeżeń.
- Kiedy patrzę na zdjęcie w waszej gazecie, gdzie na uroczystości nadania imienia gimnazjum uczeń całuje z pełną wiarą nowy sztandar, który mu wręcza dyrektorka, myślę, że to drwina. Bo przecież ten sztandar został "przepity", mówiąc w przenośni. Dano na niego pieniądze dwa razy - uważa Podlasin. - Podczas uroczystości mówiono, że ufundował go Bank Spółdzielczy w Różanie, a ja potem widzę w gminie rachunek za ufundowanie sztandaru.
- Sztandar został kupiony z budżetu szkoły, czyli za pieniądze z gminy, na co są oczywiście dokumenty u skarbnika gminy - odpowiada dyrektor gimnazjum Anna Kurlanda. - Zatem pan Podlasin nie mógł słyszeć podczas uroczystości, że sztandar ufundował Bank Spółdzielczy. Bank ufundował tylko gablotę dla sztandaru oraz przeznaczył 1000 zł na organizację uroczystości. Są na to również dokumenty, a całe szczegółowe rozliczenie kosztów będzie przedkładane na najbliższym zebraniu komitetu rodzicielskiego. Zapraszałam pana Podlasina na to zebranie, ale nie okazał zainteresowania. Myślę, że rzucanie oskarżeń bez dowodów, na zasadzie domysłów i podejrzeń, niczemu nie służy, a zniechęca ludzi, którzy angażują się we współpracę ze szkołą - mówi dyrektor.
- Jeśli różni miejscowi rzemieślnicy wybudowali społecznie fontannę przed szkołą, to na co poszły pieniądze, które zbierały w Różanie dzieci z nauczycielem? Dlaczego nie było na to druków ścisłego zarachowania? - docieka dalej Podlasin.
- Koncepcja zagospodarowania podwórka szkolnego pojawiła się kilka lat temu - wyjaśnia Krzysztof Kępka, dyrektor Szkoły Podstawowej w Różanie. - Jeden z nauczycieli, Stanisław Osiecki, zgłosił pomysł miniparku. Zaakceptowała to rada pedagogiczna i komitet rodzicielski. Nie było pieniędzy na realizację tego pomysłu w budżecie szkoły, więc postanowiliśmy zaangażować w przedsięwzięcie lokalne środowisko. Rzeczywiście, pan Osiecki z uczniami zwracali się do mieszkańców Różana, informując o tej inicjatywie i o potrzebie pomocy. Jeżeli ktoś chciał ją wesprzeć, wpłacał pieniądze od razu, albo przynosił do szkoły. Wszystkie wpłaty były rejestrowane przez uczniów i nauczyciela w specjalnym zeszycie. Wpłynęło na ten cel 4500 złotych. Więcej niż się spodziewaliśmy, więc zrodził się pomysł wybudowania także fontanny. Zakup elementów do fontanny sponsorowały dwie różańskie firmy, rodzice-rzemieślnicy wykonali ją rzeczywiście w większości w czynie społecznym. Pieniądze zebrane przez uczniów zostały wykorzystane na zakup materiałów, potrzebnych do zagospodarowania terenu, obudowy fontanny. Zarówno wpływy, jak i wydatki, są zarejestrowane. Nie mam żadnych zastrzeżeń do rozliczenia tych prac, w które wiele wysiłku włożyli uczniowie, rodzice i nauczyciele. Może rzeczywiście powinniśmy dokumentować dotacje na specjalnych drukach, mieć zgodę burmistrza na zbieranie pieniędzy, ale nie traktowaliśmy tego jako zbiórki ulicznej, lecz jako dobrowolny udział mieszkańców Różana w pomocy szkole - mówi dyrektor.
- Przykro mi z powodu pomówień pana Podlasina, sugerujących nieuczciwość moją i uczniów - mówi Stanisław Osiecki. - Ale śpię spokojnie, skoro tyle osób nam zaufało i żaden z ofiarodawców nie zgłosił żadnych wątpliwości, co do wydatkowania tych pieniędzy. Na otwarcie miniparku w ubiegłym roku byli zaproszeni nasi sponsorzy, w dowód wdzięczności obdarowaliśmy ich symbolicznie sadzonkami drzewek. Ten minipark, to nie tylko przyjemne miejsce spędzania wolnego czasu między lekcjami przez uczniów. Służy on także wychowaniu i edukacji - dzieci uczą się szanować drzewa, które posadziły, dbają o rybki pływające w fontannie. Myślę, że udało nam się wspólnie osiągnąć wiele dobrego.
- Obawiam się, że sugestie pana Podlasina mogą wyhamować takie inicjatywy ze względu na zachwianie zaufania do szkoły, choć mam nadzieję, że współpraca z rodzicami będzie układała się wspaniale, tak jak dotychczas - mówi dyrektor Kępka.
Na żądanie Podlasina burmistrz Parciński zwołał spotkanie dyrektorów szkoły podstawowej i gimnazjum. Uczestniczyła w nim także Czesława Popielarczyk, starszy wizytator ostrołęckiej delegatury Mazowieckiego Kuratorium Oświaty, a także skarbnik i sekretarz gminy. Dyrektorzy odnosili się do stawianych przez Andrzeja Podlasina zarzutów. W protokole ze spotkania zapisano wnioski dotyczące organizowania zbiórek pieniężnych zgodnie z obowiązującymi przepisami i umieszczania wszelkich darowizn na rachunku środków specjalnych szkoły, cofnięcia upoważnień dla dyrektorów szkół do dokonywania operacji na rachunku bankowym komitetów rodzicielskich.
- W tych wnioskach w zasadzie potwierdzono moje zastrzeżenia. Ale dlaczego dopiero ja to wyciągnąłem na światło dzienne? Gdzie był dotychczas nadzór samorządu i władz oświatowych? - pyta Podlasin, niezadowolony zresztą ze spotkania.
- Ja to spotkanie uważam za farsę. Jak ja mogę cokolwiek uzgodnić z ludźmi, których obwiniam. A wizytator z delegatury, który odpowiedzialny jest za nieprawidłowości, bo on to wszystko kontrolował, nie jest dla mnie partnerem do rozmów - orzeka Podlasin, który spodziewał się spotkania z kuratorem oświaty i zastępcami dyrektorów szkół. Dyrektorów jego zdaniem należy zawiesić w czynnościach do pełnego wyjaśnienia sprawy.
- Pan Podlasin był u mnie - mówi Maria Skibniewska, dyrektor ostrołęckiej delegatury KO. - Złożył pismo bardzo obraźliwe dla całego środowiska oświatowego w Różanie, w tym dla ludzi, którzy wiele dobrego społecznie robią dla szkół. Postawił wiele bezzasadnych zarzutów, które staraliśmy się wyjaśniać, ale ten pan wyjaśnień nie przyjmuje do wiadomości. Żądał ode mnie odwołania dyrektorów, uzurpował sobie prawo do wskazywania nowych. Mam wrażenie, że pan Podlasin ma zachwiane relacje z wieloma ludźmi. Pierwszy raz spotkałam się z taką niechęcią wobec tak wielu osób. Trudno mi zrozumieć, dlaczego także samorządowcy pozwalają się przez tego pana obrażać.

Starostwo ma dosyć Podlasina

Do starosty makowskiego Andrzej Podlasin złożył dwie skargi - na działalność dyrektorki Zespołu Szkół w Różanie i nieprawidłowości, które jego zdaniem w szkole są popełniane i na funkcjonowanie Powiatowego Urzędu Pracy. Skarga dotyczyła organizacji kursów dla bezrobotnych. Do starostwa w lipcu i sierpniu wpłynęło sześć pism podpisanych przez Podlasina. Starosta przekazał poruszane w nich sprawy, zgodnie z przepisami do rozpatrzenia przez Komisję Rewizyjną Rady Powiatu. Komisja Rewizyjna po zbadaniu dokumentów, po wysłuchaniu wyjaśnień dyrektorki i kierownika warsztatów Zespołu Szkół w Różanie oraz kierownika działu rynku pracy PUP, uznała zarzuty zawarte w skargach Andrzeja Podlasina za niezasadne, o czym Roman Zakrzewski, przewodniczący Rady Powiatu, powiadomił zainteresowanego pismem datowanym 30 sierpnia.
Jak powiedział nam wicestarosta Janusz Gójski, starostwo tym samym wyczerpało możliwości dyskusji z Andrzejem Podlasinem i wysłało komplet jego skarg do Prokuratury Rejonowej w Przasnyszu.
Podczas jednej z ostatnich wizyt w starostwie Andrzej Podlasin wezwał policję po rozmowie w biurze Rady Powiatu.

Podlasin broni nazwiska

Wobec braku satysfakcji z działań władz gminy i powiatu oraz braku reakcji na kolejne zażalenia, 30 sierpnia Andrzej Podlasin w piśmie, kierowanym do burmistrza zapowiedział protest ostrzegawczy "przed protestem planowanym na 15 września 2004 r., który będzie polegał na odmowie spożywania posiłku i wysłaniu petycji stosownym władzom". Od 1 września ostrzega więc włodarzy gminy, rozstawiając codziennie rekwizyty protestacyjnego spektaklu. Czy podejmie głodówkę, jeszcze nie jest zdecydowany.
- Posiadam dokumenty, które wykażą, że dyrektorzy szkół dopuszczają się bezprawia - mówi, choć w naszej rozmowie tych dokumentów nie przedkłada. - Jeżeli nie dojdzie tu na miejscu do rozwiązania zgłoszonych przeze mnie problemów, wniosę sprawę do sądu. Będę też pisał do najwyższych władz o pomoc i wsparcie moralne. Bo ja muszę obronić swoje racje i muszę bronić swojego nazwiska. Dostarczę tzw. twardych dokumentów i świadków, jeżeli będzie trzeba - zapowiada Andrzej Podlasin.
Mieszkańcy Różana różnie reagują na poczynania Andrzeja Podlasina. Przy stanowisku strajkowym nie widać wielu zainteresowanych. Od czasu do czasu ktoś się zatrzyma, poczyta.
- A czy to coś da? - pyta z uśmiechem starszy człowiek.
- Podlasin widocznie - mówi mieszkanka Różana - zatęsknił za popularnością, on to lubi. Ale powinien chyba bardziej zająć się pracą niż strajkowaniem, żeby tyle dzieci utrzymać.
- Wszyscy tu wiedzą, że Podlasin jest inspirowany przez niektórych nauczycieli - mówi jeden z mieszkańców - a przy okazji znów chce załatwić własne interesy, np. przenieść żonę z przedszkola, gdzie jest intendentką, do szkoły, gdzie ta praca jest łatwiejsza.
Andrzej Podlasin zaprzecza:
- Protest to moja własna inicjatywa, z niczyjego podszeptu. A o przeniesienie żony rzeczywiście prosiłem burmistrza, by uniknąć pomówień, że żona pracuje w placówce, której dyrektorem jest nasza krewna.
- On już kiedyś strajkował, przeciwko opiece społecznej - przypomina sobie inny mieszkaniec. - Wystrajkował sobie węgiel i przestał.
- Nie dla siebie wtedy strajkowałem, dla ludzi - odpiera ten komentarz Podlasin. - A tonę węgla, którą dostałem, rozdałem ludziom, tu na placu - zapewnia.
- Racji to on trochę ma, bo w szkołach nie najlepiej się dzieje, a władza wszystko przyklepuje - mówi matka trójki dzieci w wieku szkolnym.
- Nie rozumiem, jak władza samorządowa może pozwolić na takie warcholstwo - mówi mieszkaniec Różana. - Jak burmistrz może ulegać żądaniom z ulicy, zwoływać posiedzenia, komisje? Do kontrolowania placówek są chyba jakieś uprawnione organy. Trudno sobie wyobrazić, co by było, gdyby każdy z nas, mieszkańców, chciał osobiście sprawdzać finanse gminy, szkół, innych instytucji. Czy burmistrz boi się Podlasina, a jeśli tak, to dlaczego?
- Nie boję się Andrzeja Podlasina, bo nie mam ku temu żadnych powodów - odpowiada burmistrz Jerzy Parciński. - Każdy mieszkaniec ma prawo do wyjaśnienia wątpliwości związanych z funkcjonowaniem instytucji i placówek gminnych. Staraliśmy się wątpliwości pana Podlasina rozwiać, nie udało się. Ma on konstytucją zagwarantowane prawo do protestu w demokratycznym kraju. Co dalej zrobi, to już jego sprawa.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki