Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Obyś nie mieszkał na Nadnarwiańskiej

jaz
- Mieszkamy tu gorzej niż w slumsach, przebywanie w tych pomieszczeniach zagraża naszemu zdrowiu i życiu - poskarżyli się nam mieszkańcy bloku przy ul. Nadnarwiańskiej 2a w Ostrołęce. Sprawdziliśmy jak mieszkają.

Nieopodal wału przeciwpowodziowego na Narwi, nie więcej jak 30 metrów od niego, stoi blok, pokryty czerwonym dachem. Budownictwo siermiężne, ale stosunkowo nowe. Bryła architektoniczna od razu zdradza, że blok powstał w końcu lat 80. Z daleka wygląda ładnie. Z każdym kolejnym krokiem robi coraz gorsze wrażenie. Obskurne zaniedbane klatki, popękane ściany i przerażające dziury w dachu. Od razu widać brak gospodarskiej ręki.

Wie pan, jak się wtedy budowało

Pod koniec lat 80. budowę bloku przy Nadnarwiańskiej rozpoczęło Przedsiębiorstwo Robót Inżynieryjnych z Giżycka. W trakcie jego wznoszenia firma popadła w kłopoty finansowe i odsprzedała połowę z 24 mieszkań wojsku. Po upadku inwestora pozostałe 12 mieszkań przejęło miasto. Teraz 12 mieszkań stanowi własność Wojskowej Agencji Mieszkaniowej z Warszawy. Z drugiej połowy miasto sprzedało już około 40 proc. mieszkań osobom prywatnym. W sprzedawaniu zagalopowało się tak, że sprzedało też jedno mieszkanie spośród tych należących do wojska. Struktura własności w budynku, w którym na dokładkę funkcjonują dwie wspólnoty mieszkaniowe jest tak skomplikowana, że mało kto się w niej orientuję. Całością administruje Ostrołęckie Towarzystwo Budownictwa Społecznego (OTBS).
- Tutaj wszyscy najchętniej wyciągają ręce po pieniądze, natomiast jak trzeba coś naprawić, odnowić, wyremontować to nie ma komu - złoszczą się mieszkańcy budynku.
Blok został wybudowany bardzo blisko wału przeciwpowodziowego. Powiatowy inspektor nadzoru budowlanego Tadeusz Szczapa przyznaje, że w tej części miasta jest to jedyny budynek postawiony tak blisko rzeki.
- W górę Narwi od tego budynku jest wyłącznie zabudowa jednorodzinna - podkreśla inspektor. Mieszkańcy mówią, że kilka lat temu podczas wysokiej wody w rzece, mieli w piwnicach około 30 cm wody.
- Problemy z wodą, podchodzącą pod budynek są sporadyczne - wyjaśnił nam prezes OTBS, Andrzej Krawczyk. Mieszkańcom jednak to nie woda, czy lokalizacja najbardziej doskwiera. Ich największą bolączką jest administracja, a właściwie jej brak.
- Przez 12 lat od kiedy tu mieszkamy, nie zrobiono przy bloku zupełnie nic - mówi chorąży sztabowy Janusz Trypuć, który pracuje w ostrołęckiej WKU.
Urzędnicy i mieszkańcy przyznają, że lokalizacja nad samą rzeką nie jest najszczęśliwsza. Jednak wszyscy nasi rozmówcy za stan techniczny winią wykonawców.
- Wie pan jak się wtedy budowało - mówią zgodnie. - Takie czasy były, pod koniec komunizmu budowało się bezmyślnie - reasumują. Prezes OTBS przyznaje, że nie ma nawet pełnej dokumentacji przekazanego mu w administrację budynku.

Wie pan, to tylko eternit

Przyglądając się blokowi można zobaczyć pękające ściany, liszaje wilgoci na murkach i fundamentach. W połowie października były jeszcze potężne dziury w dachu. Po naszej wizycie i rozmowach z prezesem OTBS Andrzejem Krawczykiem i inspektorem nadzoru budowlanego Tadeuszem Szczapą, dziury w dachu zostały połatane.
- Teraz jest ostatni dzwonek na wymianę pokrycia dachu, bo chociaż eternit odpada, to więźba dachowa jest jeszcze w miarę zdrowa, jeśli nie wymieni się pokrycia, to dach zupełnie zbutwieje i trzeba będzie go budować od nowa - uważa Janusz Trypuć.
Mieszkańcy, którym cieknący dach daje się we znaki przy każdej większej ulewie, oprócz wizji biegania z wiaderkami bardziej obawiają się tego, że dach pokryty jest eternitem. Opowiadają, że po deszczu zmiatają z balkonów jakiś dziwny pył i sugerują, że zlasowane płyty wydzielają do atmosfery cement i drobinki azbestu.
- To jest niemożliwe. Problemy z eternitem mamy w większości naszych budynków i sukcesywnie z roku na rok wymieniamy pokrycia na kolejnych budynkach. Nadnarwiańską chcemy ująć w swoich planach na przyszły rok - powiedział nam prezes Krawczyk. Mieszkańcy uważają, że rozpadający się dach stwarza poważne zagrożenie dla ich życia i zdrowia.
- W wakacje była u mnie wnuczka. Bawiła się na balkonie. Wiał lekki wiatr, więc poprosiłam, żeby schowała się w domu. W tym momencie od dachu oderwał się kawałek eternitu, który wbił się w balkon w miejscu, gdzie przed chwilą stała wnuczka - opowiada pani Halina Czerska, pokazując dziurę jaką zrobił w lenteksie na balkonie spadający eternit.
Rzecznik Urzędu Miejskiego, Krzysztof Szeląg, poinformował nas, że miasto prowadzi inwentaryzację budynków pokrytych eternitem.
- Chcemy poznać skalę tego zjawiska i przesłać dane do Urzędu Marszałkowskiego, na razie trudno mówić co z tego wyniknie - dodał rzecznik. Mieszkańcy opowiadają, że otrzymali od prezydenta pismo, w którym poinformowano ich, że miasto dofinansowuje do 80 proc. kosztów wymiany pokryć dachowych z eternitu. Krzysztof Szeląg nie potwierdził nam tych informacji. Prezes OTBS mówi, że na nowy dach na bloku i utylizację eternitu potrzeba ok. 165 tys. złotych. Janusz Trypuć, który mieszka na ostatnim piętrze opowiada, że przy każdym większym wietrze zastanawia się czy wiatrołapy wraz z eternitem wpadną do jego mieszkania, czy tym razem także uda się tego uniknąć.
- Płacimy najwyższe w mieście czynsze, a w zamian nic nie dostajemy - ubolewa Trypuć. Pokazuje nam dowód wpłaty, za niespełna 70 m kw. płaci prawie 500 zł czynszu. Czynsze w wojskowej części ustala Wojskowa Agencja Mieszkaniowa. Lokatorzy płacą ponad 5 złotych za metr kw. O połowę niższe czynsze są w mieszkaniach należących do miasta.
- Wszyscy chętnie podnoszą czynsze i tylko wyciągają po nie ręce, ale żeby zrobić coś, to nikogo nie ma - mówi Mirosław Ciecierski.

Wie pan, to straszne dziadostwo

Najbardziej obrazowo o stanie technicznym budynku przy Nadnarwiańskiej wypowiada się prezes OTBS, Andrzej Krawczyk. - Wie pan, to jest straszne dziadostwo - przyznaje szczerze prezes. Zapytany o pęknięcia w ścianach, prezes Krawczyk wyjaśnia, że to zwykłe szczeliny dylatacyjne, które nie stwarzają zagrożenia dla mieszkańców. O złym stanie technicznym budynku mówi też Tadeusz Szczapa, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego. Zaalarmowany przez mieszkańców, dokonał oględzin budynku i nakazał administratorowi usunięcie najbardziej rażących zaniedbań. OTBS dopiero po około trzech miesiącach połowicznie wywiązał się z zaleceń nadzoru budowlanego.
Gdy zaczęliśmy interesować się stanem budynku, błyskawicznego przyśpieszenia nabrały też prace nad schodami wejściowymi do klatek.
- Wcześniej pracę przy schodach wykonywał jakiś starszy pan, który dzień rozpoczynał od piwa, a kiedyś pół dnia spędził na poszukiwaniu ukradzionej mu z torby pełnej butelki - relacjonuje prace remontowe Janusz Trypuć. Prezes Krawczyk zapewniał, że w tym roku zostaną też zabezpieczone trzy rozpadające się kominy. Pod koniec października jednak nikt przy nich nie pracował. Może wynajęci przez OTBS pracownicy mają lęk wysokości?
O tym w jakim stanie znajduje się budynek wie jego połowiczny właściciel, czyli Wojskowa Agencja Mieszkaniowa.
- Jeśli zapadnie decyzja o wymianie pokrycia dachowego, nie będziemy uciekać od partycypowania w jej kosztach - zapewnił nas major Gądecki zastępca dyrektora WAM, dodając, że jeśli kogoś nie stać na remontowanie budynku, to powinien zastanowić się, czy stać go na jego posiadanie. Pomimo to, że WAM utrzymuje, że zna stan techniczny budynku przy Nadnarwiańskiej, to przedstawiciela agencji nie było na ostatnim spotkaniu wspólnot, na którym podejmowano decyzje, dotyczące bloku. Major Gądecki powiedział nam też, że za sprawą pism wysyłanych przez mieszkańców problem ostrołęckiego bloku przy Nandarwiańskiej jest dobrze znany właścicielowi.
Przed zimą sprawdzimy czy OTBS zreperuje kominy w bloku na Nadnarwiańskiej.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki