MKTG SR - pasek na kartach artykułów

O głodzie, ale w upale

Anna Suchcicka
Andrzej Ciuba
Andrzej Ciuba Fot. A. Suchcicka
- Przez cztery tygodnie nie miałem dostępu do telewizji i nie czytałem gazet. Byłem tak szczęśliwy, że nawet nie widziałem, jaki jest dzień tygodnia - stwierdził po powrocie z kolejnej podróży Andrzej Ciuba, listonosz z Przasnysza. Była to najdroższa i najbardziej egzotyczna z jego podróży. Przywiózł z niej egzotyczną opaleniznę, naszyjniki z krokodylich zębów, miniaturę posągu z Wyspy Wielkanocnej i szczelnie zapisany notatnik. Przywiózł też niekończące się opowieści: o mięsożernych papugach, o zapalanych przez słońce szczytach gór, o pachnących lejach, szarych kolibrach i zwariowanych chilijskich kierowcach. O 27 dniach pełnych wrażeń opowiadał nam przez cztery godziny. Było to 7 marca, trzy dni po powrocie do Polski.

Andrzej Ciuba

(fot. Fot. A. Suchcicka)

- Jest wyspa, wyspa za morzem dziewiczym, gdzie dzieci rosną na drzewach, słońce rozdaje im złote szturchańce i mogą jak jabłka na drzewach dojrzewać - Andrzej Ciuba zilustrował swoje wspomnienia piosenką zespołu Dwa plus Jeden. - Zawsze traktowałem słowa tej piosenki, jako fantazję autora tekstu. Ale rzeczywiście są wyspy, na których dzieci rosną na drzewach - zaczął tajemniczo i wyjaśnił, że papuaskim dzieciom dzieciństwo mija na zabawie i na wspinaniu się na drzewa. - Cywilizacja nie jest im potrzebna do szczęścia. Żyją zgodnie z rytmem przyrody i nic nie wiedzą o wojnie w Iraku czy głodzie w Etiopii. Żyją w sielskich warunkach i mają sielskie charaktery. Są spontaniczni, szczerzy i pełni osobistej godności - twierdzi przasnyski podróżnik.

Najdroższa i najbardziej egzotyczna w katalogu

Przypomnijmy, o przasnyskim podróżniku pisaliśmy w nr 5. TO. Gazeta ukazała się na trzy dni przed kolejną jego wyprawą. Zgodnie z planem, Andrzej Ciuba wyleciał z Okęcia 6 lutego. Ale zanim to nastąpiło, musiał ze sobą poważnie porozmawiać. Początkowo planował wycieczkę do zachodnich stanów USA: do Kaliforni i na Hawaje. Ale pod koniec stycznia okazało się, że ta wycieczka nie dojdzie do skutku. W zamian biuro podróży rzuciło inną propozycję: najdroższą w katalogu i najbardziej egzotyczną. Andrzej Ciuba postanowił zmierzyć się z tym wyzwaniem.
- Ale szybko zaczęły się schody. I gdy nie dostałem jednej z pożyczek, zacząłem się zastanawiać, czy wszystkiego nie odwołać - wspomina Ciuba, który postanowił na przekór materialnym przeszkodom spełnić swoje marzenie. - Przekonałem się, że dobrych ludzi nie brakuje - mówi. - Chciałem podziękować ludziom, którzy po powrocie z wycieczki pomogli mi wyjść z tarapatów finansowych. Dzięki nim nauczyłem się, że w potrzebie nie wolno unosić się dumą, ale po prostu wyciągnąć rękę po pomoc. Nie zawiodłem się, a co więcej, ludzie pomagali mi z wielką życzliwością.

Minimalista z Przasnysza

Andrzej Ciuba w czasie 27 dni podróży odbył 23 loty samolotem i spędził wiele godzin w zakurzonych autokarach. Jak obrazowo opowiada - z naziemnymi zygzakami przeleciał całą kulę ziemską. Wyjeżdżając z Polski miał w kieszeni 50 dolarów. Zwykle z jego egzotycznych wypraw 20-30 osób dostawało kartki pocztowe. Tym razem kartek nie otrzymali.
- Za pocztówkę trzeba było zapłacić ok. 2 dolarów, a za znaczek drugie tyle. Musiałem wybierać między jedzeniem, piciem i kartkami. Zwykle i tak kupowałem pocztówki, ale tym razem przyjechały do moich przyjaciół razem ze mną - opowiada mocno odchudzony podróżnik. Dopiero bowiem w trakcie podróży Andrzej Ciuba zorientował się, że nie we wszystkich hotelach w opłatę wliczone jest śniadanie.
- W Polinezji nie było przewidzianych żadnych posiłków i w zasadzie przez cztery dni zostałem bez jedzenia. Posiłków nie było też w Nowej Zelandii. Śniadanie dostałem dopiero w Australii - wspomina.
W podroży Ciubie towarzyszyło 17 osób. Sami bardzo bogaci biznesmeni, którzy przez część roku robią pieniądze, a w kolejnych miesiącach używają życia, m.in. podróżując po świecie. - Przypuszczam, że gdybym przełamał swoje opory i powiedział, że nie mam co jeść - grupa ochoczo zrzuciłaby się po te kilka dolarów i żyłbym jak król. Tak np. stało się, gdy w Australii jako jedyny nie zdecydowałem się na jednodniową wycieczkę za 90 dolarów australijskich. W ogóle nie chcieli o tym słyszeć, spontanicznie zrzucili się po 5 dolarów i pojechałem - opowiada Ciuba i nie kryje, że bardzo go podziwiano za to, że jako zwykły listonosz ma tyle samozaparcia, że potrafi z pensji odłożyć na taką wycieczkę i... za najmniejszy bagaż. Ciuba jako jedyny przemieszczał się po świecie z pięciokilogramową podręczną torbą, ekwipunek jego towarzyszy podróży ważył co najmniej 30 kg. Ciuba był też jedynym wegetarianinem w grupie.

Szlakiem listonosza

6 lutego Andrzej Ciuba wyleciał z Warszawy. W czasie kolejnych 27 dni zwiedził m.in.: Chile, Wyspę Wielkanocną, Polinezję Francuską, Australię, Papuę-Nową Gwineę. Pierwszy etap podróży trwał 24 godziny - tyle leciał do Santiago. Z Santiago ruszył na Wyspę Wielkanocną.
- Wyspa Wielkanocna jest najbardziej odosobnionym miejscem na świecie. W promieniu 1700 km nie ma stałego lądu. Jest to zielony trójkąt o pow. 107 km kw., na którym mieszka ok. 3 tys. ludzi - relacjonuje. - Nie widać tam przemysłu turystycznego, nie ma dużych hoteli. Jest tam jak na wsi.
Na Wyspie przasnyski listonosz mieszkał w parterowym domku zarośniętym żółtymi, mocno pachnącymi, kwiatami lei. Po Wyspie Wielkanocnej były wyspy Bora Bora i wyspa Morena, potem zimna i deszczowa Nowa Zelandia, kolorowa Australia i Papua-Nowa Gwinea.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki