Niezwykłe laboratorium działa w Czerwinie - tutaj można sprawdzić, czy krowom nie grożą choroby [ZDJĘCIA, WIDEO]

Anna Wołosz
Anna Wołosz

Wideo

Udostępnij:
Najczęściej przychodzą do nas hodowcy u których w stadzie już rozwinęła się choroba. Wówczas proszą o diagnozę, bo chcą kupić leki. A leczenie np. groźnej BVD nie jest możliwe - mówią właściciele jedynego w regionie laboratorium weterynaryjnego. Opowiadają o różnych chorobach "zawodowych" współczesnych krów.

- Jesteśmy obecni w Czerwinie od czterech lat, w przyszłym roku będziemy obchodzić małą rocznicę. Współpracujemy głównie z hodowcami bydła mlecznego, bo to oni przeważają na Podlasiu, Kurpiach i Mazowszu - mówi Wojciech Jędryczko, właściciel Weterynaryjnego Laboratorium Diagnostycznego Epilab w Czerwinie.

Jakie są problemy w regionie? Co najmniej kilka - te ważniejsze to ronienia, zapalenia wymion i biegunki cieląt. Rolnicy zazwyczaj mówią, że tak się zawsze zdarzało, ale straty są coraz większe i budzą coraz większy niepokój. Wynika to ogólnie rzecz biorąc z intensyfikacji produkcji bydła. W ślad za większą wydajnością mleczną pojawiają się choroby wynikające z niezbilansowanego karmienia - to choroby metaboliczne. Duże zakupy zwierząt do stada to także ryzyko wprowadzenia chorób zakaźnych. Warto więc sprawdzić, co się dzieje w stadzie. Przyczyna może być banalna, łatwa do wykrycia, ale nie tak łatwa do opanowania. Każda z chorób to zupełnie inne sposoby jej opanowania. Tu potrzebni już są specjaliści. Ale najpierw potrzebna jest diagnostyka laboratoryjna. Rozpoznana choroba to już łatwe zadanie dla lekarza weterynarii.
W rozrodzie do najważniejszych schorzeń zakaźnych należą BVD (wirusowa biegunka bydła - nazwa myląca, bo opisuje tylko jeden z objawów), IBR (wirusowe zapalenie nosa i tchawicy - znowu dość myląca nazwa), Neosporoza, gorączka Q. Nie wymieniam schorzeń zwalczanych z urzędu, bo to należy do państwowych służb weterynaryjnych.

Jako przykład - BVD - w EU zwalczana jest z urzędu. Tak jest np. w Niemczech, Danii czy Holandii, skąd polscy rolnicy chętnie kupują bydło. Nie wolno im tam trzymać chorej jałówki, więc się ją sprzedaje. Oczywiście do kraju, w którym nie ma takich obostrzeń. Najprostszą i najtańszą metodą wykrycia tej choroby jest badanie krwi. Tymczasem nawet duże gospodarstwa nie zgłaszają potrzeby badań nowych sztuk wprowadzanych do stada. Profilaktyka jeszcze nie jest popularna – przyznaje Wojciech Jędryczko. - Zdecydowanie częściej przychodzą do nas hodowcy u których w stadzie już rozwinęła się choroba. Wówczas proszą o diagnozę, bo chcą kupić leki. A leczenie nie jest tu możliwe (przy Neosporozie, czy IBR także). Jedyną drogą są programy zwalczania.
Inny przykład - Neosporoza. Wywołuje ją pierwotniak i podobnie jak w BVD, zaburza cykl rozrodczy i uszkadza płód. Co ciekawe, przenoszą go także psy, które miały dostęp do błon płodowych. Schorzenie można wykryć dzięki badaniom krwi (najtaniej). Bydło zakażone trzeba izolować i po wyeksploatowaniu wybrakować.
Schorzeń zakaźnych, powodujących problemy w rozrodzie jest wiele więcej, ale o tym poinformują w szczegółach pracownicy laboratorium – chętnych zapraszamy do kontaktu.

Zapalenia wymion w produkcji mleka to szczególnie piekący problem. Podobnie jak i przy ronieniach mamy do czynienie z tłem zakaźnym lub niezakaźnym. Co zatem robić, żeby uniknąć kłopotów? Na początek zlecić badanie mleka, w kierunku mikrobiologii. To pozwala wyłapać "mastitis", o której rolnicy mówią: choroba „zawodowa” wysokowydajnych krów. Potem trzeba zlecić antybiogram. Uwaga: zapalenia wymion powodują nie tylko bakterie (tu nie pomoże antybiotyk). Dlatego konieczne jest właściwe i pełne rozpoznanie. I znowu szczegóły znajdziecie u nas - pracowników laboratorium. W zwalczaniu zapaleń wymion coraz szerzej stosowane są autoszczepionki (te wykonujemy od lat w naszych laboratoriach), które są elementem działania nacelowanego, a ponadto nie ma karencji (czyli czasu, w którym nie wolno sprzedawać mleka od tej krowy). Koszt? zapytajcie sami w laboratorium. Na pewno straty z racji utraconego mleka są wielokroć wyższe– zapewnia Wojciech Jędryczko.
Pracownicy laboratorium zdają sobie sprawę, że badania profilaktyczne to nadal dla polskich rolników nowość. Wiele chorób bydła pojawiło się razem z kilkoma zmianami w hodowli. Po pierwsze, bydła w jednym miejscu bywa znacznie więcej, niż jeszcze 20 lat temu. Wtedy za dużą oborę uchodziła taka z 30 „ogonami”, teraz w samej gminie Czerwin spotyka się stada liczące ponad 100 sztuk. Po drugie, zwierząt nie kupuje się już od sąsiada, co ograniczało pewne problemy zdrowotne do kilku wsi. Teraz jałówki sprowadza się częściej z zagranicy. Po trzecie, to są inne krowy. Wysokowydajne, ale z mniejszą odpornością, mające częściej kłopoty z rozrodem, zapaleniami wymion, czy odchowaniem cieląt.

- Rozmawiamy z rolnikami, jesteśmy obecni na festynach, edukujemy – mówi właściciel laboratorium. - Zamówiliśmy nawet plastynaty, czyli zakonserwowane części ciała krowy. Będziemy pokazywać pół krowiego szkieletu (cały nie mieści się w samochodzie), żołądek, serce, nerkę.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie