MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Niespełnione marzenia o Oksfordzie

Jacek Pawłowski
Nieruchomość w Przytułach miasto przekazało KUL-owi za symboliczną złotówkę
Nieruchomość w Przytułach miasto przekazało KUL-owi za symboliczną złotówkę Fot. M. Mrozek
Koniec marzeń o filii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego w Przytułach pod Ostrołęką. Fundacja na rzecz powstania uczelnianej filii podjęła decyzję o zakończeniu działania, a członkowie mają do siebie nawzajem mnóstwo pretensji. Przez trzy lata nie udało się uruchomić w Przytułach żadnego kierunku kształcenia.

Nieruchomość w Przytułach miasto przekazało KUL-owi za symboliczną złotówkę
(fot. Fot. M. Mrozek)

Tadeusz Romanowski, Wiktor Wojtkowski, Urszula Tułodziecka, Bogusław Tyszka, Waldemar Brzostek, Tadeusz Jarosik, Edward Napiórkowski i dwóch przedstawicieli biskupa łomżyńskiego - tworzyło dziewięcioosobową Fundację na rzecz Powołania Filii KUL w Przytułach Starych. Wybudowany w podostrołęckiej wsi ogromny budynek w stanie surowym zamkniętym, miał być szkołą rolniczą. Po likwidacji województwa ostrołęckiego nieruchomość przejęło miasto i dość długo nie bardzo było wiadomo co zrobić z tym obiektem. Na pomysł wpadli prawicowi działacze: Wiesław Perzanowski (wówczas dyrektor delegatury kuratorium oświaty) i Tadeusz Romanowski (wtedy szef delegatury urzędu wojewódzkiego), współpracował z nimi szef jednej z prywatnych szkół Roman Gawrych. Przywieźli do Przytuł ówczesnego prorektora KUL-u księdza Franciszka Kampkę, który roztoczył wizję powstania pod Ostrołęką dużego i prężnego ośrodka akademickiego. Początki miały być skromne - jeden, dwa kierunki w systemie zaocznym, ale finał imponujący - uniwersytet kurpiowski, olbrzymi potencjał intelektualny i naukowy, motor rozwoju gospodarczego miasta i okolic, campus akademicki na miarę Oxfordu i Cambridge łącznie z wyścigami kajakowymi na pobliskiej Narwi.

Przerwany obiad

- To był chyba lipiec 2000 roku - wspomina były prezes fundacji, mieszkający w Troszynie Tadeusz Romanowski. - Pamiętam, że wróciłem po pracy do domu, zacząłem jeść obiad, gdy zadzwonił telefon. Nie pamiętam dokładnie kto dzwonił. Albo Wiesiek Perzanowski, albo Roman Gawrych i chcieli, żebym przyjechał do Ostrołęki pokazać prorektorowi KUL-u budynek delegatury urzędu wojewódzkiego, bo KUL chce uruchomić jakieś kierunki studiów w Ostrołęce. Nie dokończyłem obiadu i pojechałem. Prorektorowi nie odpowiadał jednak budynek przy ul. Gorbatowa 15, ale na widok Przytuł roztoczył przed nami wizję, którą co tu ukrywać, zaraził nas.
W ten sposób grupa ludzi związanych politycznie i towarzysko założyła fundację. Rada Miejska Ostrołęki oddała KUL-owi nieruchomość w Przytułach. Lubelska uczelnia była właścicielem obiektu, ale wszelkie pełnomocnictwa do jego zagospodarowania miała fundacja.
Był wrzesień 2001 roku. Członek zarządu fundacji Wiktor Wojtkowski jechał do Warszawy na spotkanie z inwestorem, który chciał wspomóc wyposażenie uczelnianych budynków w Przytułach.
- To miało być naprawdę poważne spotkanie - wspomina Wojtkowski. - Jednak w drodze do Warszawy odebrałem telefon. Dzwonił prorektor Kampka. Kazał wracać do Ostrołęki, bo właśnie przeczytał w "Rzeczpospolitej" o wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego. NSA uznał, że Ostrołęka nie mogła podarować KUL-owi nieruchomości w Przytułach, bo nie jest to publiczny cel darowizny, bo rzekomo KUL nie jest uczelnią publiczną.
Pamiętny wyrok NSA był finałem sprawy założonej przez mieszkankę Ostrołęki Aleksandrę Nowak, która uważała, że miasto nie mogło oddać Przytuł KUL-owi bo darowizna na rzecz KUL-u nie jest darowizną na cel publiczny. Po rewizji nadzwyczajnej Sąd Najwyższy uchylił wyrok NSA w sprawie Przytuł i uznał, że darowizna była jak najbardziej zgodna z prawem. Jednak procedury sądowe ciągnęły się dwa lata.

Dwuletnie wyczekiwanie

Trzej członkowie fundacji, z którymi rozmawialiśmy: Bogusław Tyszka, Wiktor Wojtkowski i Tadeusz Romanowski, zgodnie twierdzą, że po wyroku NSA władze Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego przyjęły postawę wyczekującą i do czasu ostatecznego wyjaśnienia sprawy przed Sądem Najwyższym w ogóle nie chciały się angażować w utworzenie filii w Przytułach. Dziś jednak to jedyny pogląd, który łączy trzech skonfliktowanych członków fundacji.
Od blisko roku fundacja praktycznie nie działała. Prezes Tadeusz Romanowski we wrześniu zeszłego roku złożył rezygnację pozostałym członkom zarządu.
- Już w 2002 roku mówiłem, że chyba nic z tego nie wyjdzie - mówi Romanowski. - Niekorzystny dla nas wyrok NSA, nieudany nabór studentów, odejście z władz uczelni prorektora Kampki, to wszystko było dla nas niekorzystne. Kampka miał wizje, kontakty, przełożenie na władze uczelni. Bez niego zostaliśmy sami, a dziewięć osób, choćby najaktywniejszych, nie pociągnie filii wyższej uczelni. Tym bardziej że byliśmy pozbawieni wsparcia. Nikt nie chciał się zaangażować, zwłaszcza finansowo, w powołanie filii. Jeżeli ktoś nie widzi możliwości dalszego działania na jakimś stanowisku, to rezygnuje z tego stanowiska i ja tak uczyniłem.
Nie było chętnych na kształcenie się w Przytułach. Na kierunki: ochrona środowiska i architektura krajobrazu zgłaszało się po kilkanaście osób. Podczas gdy minimalna liczba studentów dająca rację bytu filii w Przytułach to 60 osób na każdym roku. W czasie swojego działania fundacja wykańczała wnętrza budynku, instalowała wyposażenie.
Tadeusz Romanowski zniechęcił się, bo jak twierdzi, poświęcał dużo swojego czasu i energii fundacji, a efekty były mizerne.
- Jeździło się na szczocie, własnymi rękami skręcało meble, za prywatne pieniądze podróżowało między Ostrołęką, Warszawą a Lublinem - mówi były prezes. - W końcu doszedłem do wniosku, że za dużo mnie to wszystko kosztuje, a dwoje dzieci na studiach też ma swoje materialne potrzeby.

Rozkradają uczelnię

Ludzie fundacji

Urszula Tułodziecka - dyrektor oddziału ZUS w Ostrołęce, związana z poprzednią ekipą rządzącą miastem, była w radzie nadzorczej OPWiK.
Wiktor Wojtkowski - działacz Ligi Polskich Rodzin, przez pół poprzedniej kadencji członek Zarządu Miasta, obecnie szef filii Wojewódzkiego Urzędu Pracy.
Tadeusz Romanowski - związany z PiS, pierwszy po likwidacji województwa ostrołęckiego dyrektor delegatury urzędu wojewódzkiego, potem prezydent Arkadiusz Czartoryski zrobił go zastępcą komendanta straży miejskiej, obecnie Romanowski szefuje terenowemu biuru Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska.
Tadeusz Jarosik - radny miejski, klub LPR.
Edward Napiórkowski - szef spółki Omnis.
Waldemar Brzostek, wójt gminy Ostrów Mazowiecka, LPR.
Bogusław Tyszka, wójt gminy Rzekuń.

Romanowski, jak twierdzi, zrezygnował we wrześniu 2003 roku. Od tamtego czasu minęło osiem miesięcy i fundacja nie zebrała się ani razu, by wybrać nowego prezesa. Ten przedłużający się stan zawieszenia zdenerwował członka fundacji Bogusława Tyszkę, który jest wójtem Rzekunia.
- Budynek nie jest pilnowany, nikt w nim nie bywa, zaczęli się przy nim kręcić złodzieje, wyrwali jakieś kaloryfery, ktoś próbował dobierać się do kotłowni - wylicza Tyszka. - Jako gospodarz gminy, w której znajdują się Przytuły, nie mogę przechodzić wokół tego obojętnie.
Członkowie zarządu fundacji przyznają, że nie było pieniędzy ani na zawodowego stróża, ani na elektroniczny monitoring budynku. Fundacja wybrnęła z tego w taki sposób, że pozwoliła wypasać krowy jednemu z okolicznych rolników na łące wokół budynku, w zamian za to miał on dwa razy dziennie rzucić okiem, czy nic złego nie dzieje się z obiektem. Ta forma "ochrony" nie uchroniła szkoły przed włamaniami.
Wójt Tyszka napisał wniosek do prokuratora w sprawie obiektu w Przytułach, ale uległ namowom biskupa łomżyńskiego i nie złożył pisma w prokuraturze. Na pytanie jakie przestępstwo Bogusław Tyszka zauważył w Przytułach, wójt odpowiada pytaniem.
- A rozkradanie wspólnego majątku to nie jest przestępstwo? Skoro nie mogła w tym budynku powstać uczelnia, to niech znajdzie się nowy gospodarz i pilnuje go. Chcę napisać w tej sprawie list otwarty do władz województwa, bo zagospodarowanie takiej nieruchomości przekracza możliwości gminy czy miasta - mówi Bogusław Tyszka.
Członkowie fundacji po raz pierwszy od blisko roku spotkali się 15 czerwca w Przytułach. Fundacja podjęła decyzję o zakończeniu działalności i przekazaniu majątku w Przytułach w bezpośrednie zarządzanie Katolickiemu Uniwersytetowi Lubelskiemu. Decyzja zapadła niejednogłośnie.
- Opowiadałem się za tym, żeby jeszcze trochę zaczekać - mówi zastępca prezesa fundacji Wiktor Wojtkowski. - Na KUL-u zmieniły się władze. Rektorem został dotychczasowy prorektor ks. prof. Stanisław Wilk, który sprzyjał filii w Przytułach. Ale nowe władze zaczną formalnie działać dopiero we wrześniu i to niełatwa dla nas sytuacja. Ale spróbujemy przekonać władze uniwersytetu, by otworzyły jakiś atrakcyjny kierunek kształcenia w Przytułach.

Przykry zbieg okoliczności

Fundacja, mimo że chce zakończyć działalność, upoważniła Wiktora Wojtkowskiego i Urszulę Tułodziecką, do rozmów ostatniej szansy z KUL-em. Kiedy dojdzie do jakiegoś spotkania z rektorem uczelni, na razie nie wiadomo.
Wiktor Wojtkowski, jako jeden z niewielu członków fundacji, wciąż twierdzi, że jest szansa, by w Przytułach zaczęli kształcić się studenci. Mówi, że warto było walczyć z przeciwnościami.
- Mam satysfakcję, że mimo tych wszystkich przeciwności, wyrok Sądu Najwyższego potwierdził, że nasze działania miały sens.
Wojtkowski powiedział nam również, że chciałby, aby sprawa konfliktu w fundacji i niechęci części członków do dalszego działania, nie była zanadto nagłaśniana. Wszystko po to, żeby nie zaszkodzić rozmowom z władzami KUL-u, żeby jednak w Przytułach powstała uczelnia.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki