Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Niesłychanie spokojny radny

anek
Jan Abramczyk sprawuje mandat miejskiego radnego pierwszy raz. Uważa, że debiutanci i doświadczeni radni powinni się doskonale uzupełniać. A podział na koalicję i opozycję jest sztuczny.

Postanowił zostać radnym miejskim dopiero, gdy osiągnął pełną stabilizację zawodową i rodzinną. Doszedł wtedy do wniosku, że czas coś zrobić dla ludzi.
- Kiedy człowiek coś w życiu osiągnie i jest z tego zadowolony, spełniony, ma taką chęć, żeby coś jeszcze zrobić dla ludzi, żeby im też żyło się lepiej - mówi Abramczyk. - Przyznam jednak, że miałem sporo wątpliwości, zanim podjąłem decyzję o kandydowaniu, ale ostatecznie przyjaciele i rodzina przekonali mnie, żebym podjął to wyzwanie.
Rzeczywistość debiutanta w gronie doświadczonych radnych okazała się niełatwa i jak każdy debiutant początkowo radny Abramczyk nie bardzo potrafił przywyknąć do obowiązujących zasad i obyczajów. Do tej pory bezsensowny wydaje mu się podział na opozycję i koalicję, bo tylko niepotrzebnie wiąże radnym ręce i powoduje konflikty.
Radny Abramczyk reprezentuje formalnie wyszkowskie centrum. Mieszka na ulicy Pułtuskiej i problemy tamtejszych osiedli, m.in. Norwida, są mu najbliższe.
- Czasem ludzie przychodzą do mnie z prośbą o interwencję, ale tak naprawdę nie muszą tego robić, bo ja przecież mieszkam w tym mieście, wśród jego mieszkańców i znam ich problemy, wiem czym żyją i na co dzień w pracy, od sąsiadów, znajomych i przypadkowych przechodniów dowiaduję się, co należałoby zmienić, czym się zająć - tłumaczy radny Abramczyk.

Chodniki, bezpieczeństwo i sport

W radzie zabiega - jak mówi - o sprawy zwykłych ludzi, wśród których żyje i którym potrzebne są chodniki, uliczne oświetlenie i których podwyżki cen wody interesują znacznie bardziej, niż samorządowe przepychanki. Stara się, aby żyło się im bezpieczniej.
- Ale to życie zwykłych ludzi jest wprost uzależnione od kondycji lokalnego biznesu, którego nie mamy aż tak wiele, a który daje ludziom pracę - tłumaczy radny. - Dlatego w mojej ocenie bardzo ważne jest, żeby samorząd wspierał lokalne firmy na tyle, na ile to możliwe. I nie chodzi mi tylko o ulgi czy umorzenia podatkowe. Także o to, by tam gdzie możliwe, dawać pracę miejscowym firmom, by je promować. Wydaje mi się, że gmina nie ma innych możliwości wpływu na tworzenie nowych miejsc pracy, poza wsparciem miejscowego biznesu - mówi radny Abramczyk.
- Wydaje mi się, że to bardzo dobrze się układa, gdy do rady wchodzą zarówno doświadczeni samorządowcy, jak i debiutanci, bo się wzajemnie uzupełniają i z tej współpracy wiele dobrego może wyniknąć dla mieszkańców - uważa Jan Abramczyk.
- Szczególnie na sercu leży mi wyszkowski sport, najbardziej piłka nożna, której jestem wielbicielem. Mój syn kilkanaście lat grał w piłkę w klubie Bug Wyszków, stąd sentyment pozostał. Sądzę, że tylko ciekawą i odpowiednią rozrywką będziemy mogli wyciągnąć młodzież ze skwerków i schodowych klatek - mówi radny.

Najpierw budowlaniec, potem handlowiec

Jak sam mówi, poznał smak ciężkiej pracy, i tej na budowie, i tej na saksach i tym bardziej docenia zawodowy awans. Wychowany w chłopskiej rodzinie w Leszczydole, dziś jest dyrektorem w dużej, rodzinnej firmie Waspol - sieci hurtowni alkoholi i napojów, mającej swoje oddziały poza Wyszkowem także w Siedlcach, Ciechanowie, Ostrołęce, a niebawem również w Płocku. Szwagier Abramczyka Jan Wyszyński jest właścicielem tej firmy.
Jan Abramczyk ma średnie wykształcenie. Jest budowlańcem. Maturę robił w wyszkowskim Zespole Szkół. Był w wojsku. Pracował w Przedsiębiorstwie Budownictwa Rolniczego, nauczał przedmiotów zawodowych w Zespole Szkół w Wyszkowie, potem pracował w firmie Hydrobudowa, która przekształciła się w Inżynierię Białostocką, ale jej profil pozostawał wciąż ten sam - budowa kanalizacji, wodociągów, uzbrojenia terenu.
- Byłem kierownikiem grupy na Wyszków i Ostrołękę - opowiada radny Abramczyk. Pamięta, jak budowana była przepompownia ścieków na Pułtuskiej i ujęcie wody na Komunalnej.
Później, wspólnie z przyjacielem Ireneuszem Krukiem zakładał Przedsiębiorstwo Budownictwa Komunalnego. Abramczyk był tam szefem produkcji. W trudnych latach osiemdziesiątych za chlebem dla swojej rodziny pojechał do Niemiec. Tam ciężko fizycznie pracował na budowach. Poznawał smak prawdziwego kapitalizmu.
- To, co najbardziej utkwiło mi w pamięci z tamtych czasów, to fakt, że w Niemczech ktoś, kto miał pracę, zarabiał tyle, że starczyło mu na mieszkanie, samochód, urlop. Zarobki były adekwatne do potrzeb, poziomu życia, sytuacji społeczno-gospodarczej. Nie tak, jak u nas teraz, że za jedną pensję nie jest się w stanie utrzymać - mówi radny Abramczyk.
Gdy wrócił z Niemiec, w Polsce był już wolny rynek. Od 1992 roku jest dyrektorem w Waspolu. Zajmuje się logistyką. W sumie w Waspolu pracuje około stu trzydziestu osób. Tylko w Wyszkowie Waspol daje pracę ponad czterdziestu osobom.
- Brak pracy to nasza największa bolączka i doświadczam tego codziennie w swoim gabinecie, gdy co najmniej kilka osób pyta o pracę. Na miarę możliwości naszej firmy staram się pomagać, uruchamiając własne kontakty, ale to tylko kropla w morzu potrzeb - mówi Jan Abramczyk. - Mam wrodzony szacunek do pracy, jako syn chłopa, wychowany na wsi i przyzwyczajony do ciężkiej pracy. Miałem trójkę rodzeństwa, nie było nam łatwo, ale wszyscy poradziliśmy sobie w życiu właśnie dlatego, że wynieśliśmy z domu poszanowanie i zapał do pracy. Dobrze pamiętam, jak w pogodę i niepogodę na rowerze dojeżdżałem do szkoły w Wyszkowie - wspomina radny Abramczyk.

Rodzina najważniejsza

Abramczyk ma opinię bardzo spokojnego człowieka. Trzeba naprawdę mocno się starać, żeby go wyprowadzić z równowagi.
- Na ogół odnoszę się do świata i ludzi z wyjątkową życzliwością, należę do cierpliwych i opanowanych. Spokój i poczucie bezpieczeństwa mojej rodziny cenię sobie ponad wszystko - bo to rodzina jest dla mnie najważniejsza. Wychowałem się z trójką rodzeństwa w kochającej i zżytej rodzinie i stworzyłem taką samą - mówi Jan Abramczyk. Jego żona jest nauczycielką nauczania początkowego w Szkole Podstawowej nr 1. Najstarszy syn Artur już się usamodzielnił, prowadzi prywatną firmę, mieszka z żoną Agatą i dwójką dzieci w Ciechanowie. Drugi syn Marcin, absolwent prawa UW, właśnie obronił aplikację komorniczą, pracuje w Pułtusku. Trzeci syn, Michał jest uczniem drugiej klasy liceum, a najmłodsza Ania - jest w drugiej klasie gimnazjum. - Jesteśmy sobie bardzo bliscy, spotykamy się w pełnym gronie tak często, jak to możliwe, żyjemy wzajemnie swoimi sprawami i każdy na każdego zawsze może liczyć. Uwielbiam spędzać czas z wnukami, zawsze mnie cieszy, gdy syn i synowa nam je podrzucają, gdy chcą gdzieś wyjść. Bardzo lubię dzieci i mam wrażenie, że one mnie też - chwali się radny Abramczyk. Jan Abramczyk bardzo lubi gotować i chętnie wyręcza żonę w kuchni. Najlepiej wychodzi mu żołnierska grochówka.
Często i chętnie przygotowuje rodzinne obiady. W ogóle wolny czas spędza rodzinnie, na wycieczkach, odwiedzinach a przede wszystkim odpoczywając na działce. Razem z żoną dbają o ogród warzywny, mały sad i kwiaty.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki